Skip to content
Reklamy

Czy poznamy kiedyś prawdziwych Jedi?

ThreeJedi

No nie, znowu coś wymyślił… Jakby mało mu było kontrowersji, teraz dorzuca jeszcze z grubszej rury. Co on, samobójca jakiś czy zwariował?

Cóż… Możliwe, że wszystko po trochu.

W każdym razie, nie jest moją intencją szokowanie każdym felietonem. Absolutnie nie o to mi chodzi. Jednak z drugiej strony skłamałbym, próbując przekonać Was, że nie kieruje mną chęć wciśnięcia przysłowiowego kija w jeszcze bardziej przysłowiowe mrowisko. Pragnę wzbudzać dyskusję, jasne, przecież po to pisze się teksty, no nie? Ale nie ma co wałkować takich tematów jak „Kolory mieczy świetlnych” czy „Historia Zasady Dwóch”, wystarczająco szczegółowo opisanych na przestrzeni lat. Raczej głębszych refleksji nimi nie wzbudzę. Dlatego, zamiast tworzyć kolejną, spokojną laurkę „po Bożemu”, wolę rzucić jakąś bombę, a potem próbować poradzić sobie z efektami eksplozji.

To tyle w kwestii niewywoływania kontrowersji. 

Teraz spieszę z wyjaśnieniami, na wypadek, gdyby ktoś z Czytelników jednak opanował zdenerwowanie po przeczytaniu nagłówka i zdecydował się zapoznać z uzasadnieniem tej, bądź co bądź, heretyckiej tezy.

Przede wszystkim skupię się na sadze filmowej. Gdybym miał robić odniesienia do wszystkich dzieł i to obu kanonów, moje twierdzenie upadłoby szybciej niż Zakon Jedi, dlatego ograniczę swoje wywody wyłącznie do siedmiu filmów.

No dobrze, ale o co mi tak właściwie chodzi z tymi prawdziwymi rycerzami Jedi?

Najklarowniejsze wyjaśnienie jest jednocześnie najprostszym. Zagadnienie „prawdziwości” wystarczy odnieść do naszej globalnej sytuacji społeczno-politycznej. Tym samym staje się jasne, że mam na myśli wszelkiego rodzaju ortodoksję dotyczącą dowolnie wybranej kwestii, czy to wyznawanej religii, tożsamości narodowej, doktryn politycznych, czy po prostu sposobu bycia. Chodzi mi o skrajny ekstremizm postaw, absolutne podporządkowanie wszystkich dziedzin życia literalnej interpretacji zasad, reguł, kodeksów (zależnie, co akurat jest wyznacznikiem postępowania). Słowem, zastanawiam się nad istnieniem fundamentalistycznych sług Jasnej Strony Mocy.

Od razu zaznaczam, że nie uważam, iż w kontekście Zakonu wystarczający jest pogląd o „woli Mocy”, jako naczelnego drogowskazu ich postępowania. Taki argument jest co prawda wielokrotnie przywoływany, w szczególności w trylogii prequeli, jednak prócz tej generalnej i zdecydowanie abstrakcyjnej zasady, jak wszyscy wiemy, rycerze nie postępowali zbyt często według dokładnie określonego wzorca „prawdziwego” Jedi. To właśnie w aspekcie tego schematu będę rozpatrywał powyżej zarysowane zagadnienie. 

Przez wszystkie części sagi słyszymy o „wielowiekowej tradycji Zakonu”, z którą tak naprawdę nie za wiele mamy do czynienia. Częściowo przez aktualną sytuację społeczno-polityczną galaktyki, a częściowo przez decyzje jednostki, które stają na przekór konserwatywnym wartościom.

Chciałbym wykazać to na podstawie sylwetek tych rycerzy Jedi, wokół których de facto toczy się oś fabularna poszczególnych filmów. Nie będą to jednak klasyczne biografie, takie możecie znaleźć na innych stronach. Nie, przypadku poniższego tekstu chcę skupić się na właśnie ich odstępstwach od tradycji i wykazaniu Wam, drodzy Czytelnicy, że tak naprawdę nigdy takiego fanatyka nie spotkaliśmy. 

Uprzedzam także, że w tym tekście nie chcę pójść po najmniejszej linii oporu, dlatego daruję sobie analizę zachowania Skywalkerów. Tak, wiem, że to zupełnie jakbym w partyjce pokera zdecydował się wymienić parę asów, ale pozwólcie mi się popisać (bądź już całkowicie skompromitować, zależnie od Waszego ostatecznego odbioru mojego tekstu).

Zdecydowałem, że na początek pójdzie mój ulubiony bohater z całej sagi, czyli mistrz Obi-Wan Kenobi.

Obi-Wan

Dlaczego nie uważam go za „prawdziwego” rycerza Jedi? Przecież dla zwolenników konserwatywnego oblicza Zakonu jest wcieleniem cnót Jedi, uosobieniem jego ideałów, personifikacją oczekiwań Rady Jedi wobec wszystkich padawanów. 

A jednak, Bena Kenobiego nie zaliczę do radykalnego skrzydła. 

Dlaczego? 

Ponieważ nasz poczciwy Obi to tak naprawdę większy liberał niż może się wydawać na pierwszy rzut oka.

No, pierwsze kilka rzutów. 

Obu oczu.

Oczywiście w stosunku do własnej osoby był niezwykle surowy, a podczas Ataku Klonów raz czy dwa dosłownie ociera się o ten pozbawiony miejsca na kompromis fundamentalizm Jedi (sławetne spięcie z Anakinem podczas pierwszej rozmowy z Padme), jednak w żadnym wypadku nie można mówić o nim jako o kompletnym ortodoksie. 

Już pod koniec Mrocznego Widma widzimy w jego zachowaniu objawy (ciężko to jakoś inaczej nazwać, chociaż boję się, że samodzielne myślenie może się okazać jakąś chorobą w życiu Jedi) pewnej krnąbrności. Wbrew decyzji Rady, Ben decyduje się na wyszkolenie Anakina mimo, uwaga, „wielowiekowej tradycji Zakonu”

Ataku Klonów i wyraźnym braku elastyczności jako mistrza już wspomniałem, ale warto tylko dodać, że cechował się ogromną cierpliwością w stosunku do Anakina. No dobra, może wyraził jakieś tam wątpliwości (kilkunastokrotnie) w stosunku do jego młodego wieku i zapalczywości, co możemy zrzucić na karb sposobu nauczania młodzieńca poprzez stawianie mu bardzo wysokich wymagań. 

Po raz kolejny powtarzam, nie rozgrzeszam Anakina!

Gigantycznym kamieniem milowym dla postaci Obi-Wana okazała się Zemsta Sithów. W stosunku do siebie pozostawał oczywiście nieprzerwanie równie wymagającym, ale jego relacja z Anakinem nabiera cech zupełnie sprzecznych z kodeksem rycerza. Z resztą, nie oszukujmy się, Obi-Wan nie był ślepcem i, jak sam przyznał w Zemście Sithów, cały czas wiedział o uczuciach Anakina, jednak nic z tym nie zrobił, ponieważ nie potrafił pozbyć się uczuć (rodzicielskich oczywiście) do samego chłopaka.

Ortodoksyjny Jedi powinien postąpić zupełnie inaczej, prawda? Ogromna w tym zasługa dwóch najważniejszych osób w życiu Kenobiego – mistrza oraz ucznia. 

Skoro oznajmiłem, że postaci Skywalkera nie ruszę, pozostaje mi tylko wybronić się poglądami mistrza.

Qui-gon-jinn-star-wars-phantom1

Qui-Gon Jinn opisywany jest (najdelikatniej) jako „niestandardowy” Jedi. Jego zachowania stoją w sprzeczności do decyzji Rady Jedi, część ich poleceń traktuje lekceważąco, część ignoruje wprost, czym naraża się na kompletne niezrozumienie młodego, pełnego ideałów podopiecznego. Notabene, to właśnie poglądy Jinna w dużym stopniu wpłynęły na odrzucenie przeze mnie poglądu o nadrzędności „woli Mocy”, jako argumentu decydującego. Sam przecież stwierdził, że szkolenie Anakina, choć w sprzeczności do opinii Rady, pozostaje zgodne z wolą Mocy. Tym samym Moc sama wymogła na mistrzach odejście od sztywnego kanonu… „wielowiekowej tradycji Zakonu”

Oj, chyba niektórym zaczynają kiełkować w głowie paralele do stanu współczesnego duchowieństwa. Ja nic nie sugeruję, ale każdy ma przecież swój rozum.

Teraz, już bez dalszego wgłębiania się w zakres rzeczywistych bądź domniemanych nawiązań do naszej rzeczywistości, przejdziemy naprędce dalej. 

Mace-Windu-This-Partys-Over-Samuel-L-Jackson

Postawa Mace’a Windu będzie akurat łatwa do obrony, ponieważ wystarczy przy niej jedno słowo – Vaapad. Wszyscy już wiedzą, o co chodzi, prawda? Styl walki mieczem świetlnym, który w uproszczeniu pozwala na wykorzystywanie ciemnej strony charakteru wojownika i przekucie jej w broń światła (poetyckie, ale ja tylko parafrazuję opis z książkowej adaptacji Zemsty Sithów), to chyba więcej niż dosłowne odejście od sztywnych zasad Jedi. Oczywiście, w przypadku tego zachowania możemy mówić o jakimś tam utylitarnym celu, w końcu mistrz Windu wykorzystywał swoją słabość do walki ze złem i ratowania niewinnych, jednakże reguły zakonne mówią o pracy nad sobą w celu całkowitego zwalczania wewnętrznych niedoskonałości, nie używania ich, nawet w zbożnym celu. Więc albo zwyczajnie nazwiemy Windu hipokrytą, albo zaakceptujemy, że nie zawsze można postawić znak równości pomiędzy sztywnym przestrzeganiem zasad a najwłaściwszym moralnie, czy etycznie postępowaniem. 

Dobra, przyszedł czas na najbardziej kontrowersyjny wybór. Tak, jeszcze bardziej niż Obi-Wan Kenobi. Zapewne wielu myślało, że go sobie odpuszczę, że nie będę przy nim dłubał, że to za trudne, a jak już się zdecyduję to będzie to argumentacja palcem po wodzie pisana. Pewnie tak, ale nie zamierzam odpuścić sobie opinii, że Yoda także nie jest „prawdziwym” Jedi.

yoda-advice-featured-1

Jak to? 900 lat niezmiennego, bezkompromisowego życia w duchu najbardziej rygorystycznych zasad Zakonu, a ja ośmielam się mówić, że sędziwy mistrz nie należy do fundamentalistów i to tych z pierwszego rzędu? 

Pewien polski polityk powiedział, że prawdziwego mężczyznę ocenia się nie po tym, jak zaczyna, ale jak kończy. No cóż, w jego przypadku doszło do przypadku samospełniającej się przepowiedni, ale nie o kondycji polskiej lewicy przecież zamierzam pisać. Owo zdanie chcę bowiem odnieść do Yody. Rzeczywiście, przez prawie tysiąc lat żył ściśle według reguł zakonnych, jednak w ostatnich latach życia dokonał kilku wyborów, które, co tu dużo mówić, przekreśliły jego dorobek konserwatysty. W obu przypadkach chodzi o męskich członków rodziny Skywalkerów, jednak to wyjątek uczyniony w stosunku do Luke’a jest istotniejszy dla moich dzisiejszych wywodów. Biorąc pod uwagę, jakie efekty przyniosło szkolenie Anakina, sędziwy mistrz miał prawo do okopania się na stanowisku radykalnego tradycjonalisty. Byłoby to całkiem porządnie uzasadnione i zostało nawet delikatnie zasugerowane w rozmowie pomiędzy Yodą a duchem Obi-Wana (no i co, dalej Kenobi jawi się jako kompletna konserwa?). Podobnie, jak w przypadku Mace’a Windu, także Wielki Mistrz Zakonu poświęca wiarę w sztywne postępowanie według zasad na rzecz większego dobra, jakim niewątpliwie było wyszkolenie Wybrańca, mającego przywrócić równowagę Mocy (tak, to jest nawiązanie do mojego poprzedniego felietonu. Całkiem sprytne, jeśli wyjątkowo mogę pozwolić sobie na samoocenę). 

Jaki jest wniosek z całego mojego wywodu? Ano wyjątkowo krótki. Tak naprawdę nie poznaliśmy jeszcze żadnego „prawdziwego” Jedi. 

Czy kiedykolwiek poznamy? 

Nie wiem. 

Czy chcemy poznać?

Ja nie chcę.

Reklamy

Jedna myśl w temacie “Czy poznamy kiedyś prawdziwych Jedi? Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d blogerów lubi to: