W obronie Lorda Vadera


Darth-Vader-in-The-Empire-Strikes-Back-3

Tekst mowy końcowej pisany z punktu widzenia obrońcy zmarłego Dartha Vadera, nie wcześniej niż pół roku po zniszczeniu drugiej Gwiazdy Śmierci.

Sądzie Najwyższy Nowej Republiki Galaktycznej, członkowie Senatu Galaktycznego obu płci i wszelkich ras, czcigodni przedstawiciele Kanclerz Republiki Mon Mothmy, dostojnicy, wysłannicy dyplomatyczni poszczególnych systemów planetarnych oraz wszyscy obecni na sali.

Członkowie gremium najwyższego organu naszej młodej Republiki stają dziś przed nie lada wyzwaniem. Oto mają za zadanie jednym, krótkim wyrokiem dać zadość nieprzebranej rzeszy ofiar bezwzględnej polityce słusznie upadłego Imperium. Ich decyzja, ujęta w kilku krótkich zdaniach, zostanie na zawsze utrwalona w niezliczonych przekazach HoloNetu, podręcznikach studiów politycznych, czy historycznych, a także, co ważniejsze, w sercach tych wszystkich, którym dane było przeżyć czarne lata pod rządami starca owładniętego szaleńczym pragnieniem stłamszenia całej galaktyki obcasem jednej, chorej ideologii. Tu nie chodziło tylko o władzę, ale o coś więcej, coś bardziej pierwotnego i zasadniczego. Imperatorowi Palpatine’owi chodziło o wykorzenienie z galaktyki jakiejkolwiek różnorodności i zastąpienie jej swoim systemem wartości. Zamiast wolności, poddaństwo, miast uczciwości, chora ambicja, miejsce tolerancji miała zaś zająć bezwzględna nienawiść wobec innych. Na współczucie, empatię, czy choćby odrobinę miłosierdzia również nie było miejsca, a każdy przejaw tak rozumianej słabości karano z najwyższą surowością. Oto była największa groza Imperium, ucieleśniana przez nikogo innego, jak samego Dartha Vadera, którego obrony postanowiłem się podjąć.

Cień samej śmierci. Bezwzględny wojownik zdolny samotnie stawić czoła całej flocie X-Wingów. Najpotężniejszy z wojowników Imperatora, o niebo przewyższający nienaturalne umiejętności Inkwizytorów. Noszący imię, które wywoływało strach w sercach wrogów i nienawiść mających to niezwykle wątpliwe szczęście spotkania z nim. Oto on, zmarły lord Sithów, przedstawiciel dawno wymarłego kultu Zła i jednocześnie niezwykle nieszczęśliwy człowiek. Postać prawdziwie tragiczna.

Czy go rozgrzeszam? Nie, absolutnie nie.

Tak, dał się uwieść Ciemnej Stronie. Tak, wykonywał najbardziej obrzydliwe polecenia Imperatora bez choćby słowa sprzeciwu. Niszczył, mordował, nakład niewolnicze kajdany, rozbijał rodziny, pozwalał, by żołnierze zrównywali z ziemią całe wioski, miasta, ba, z tego, co wiemy z zeznań księżniczki Lei Organy, nie protestował także, gdy Wielki Moff Tarkin nakazał wysadzenie Alderaan. Z faktami się nie dyskutuje. Vader był kim był. Masowym mordercą.

Tak, stanowił przy tym młot, chciałoby się powiedzieć, zbrodniczej organizacji samozwańczego Imperatora. Prawda jest jednak taka, że ani Imperator, ani karykatura, w którą przekształcił Starą Republikę, nie były bynajmniej pozbawione podstaw prawnych. Palpatine otrzymał przecież tytuł poprzez aklamację, a nagranie posiedzenia, na którym oznajmia zmianę ustroju, przerywaną coraz żywszymi wybuchami entuzjazmu poszczególnych senatorów, jest powszechnie dostępne w HoloNecie.

Jakim cudem, spytacie. Jakim cudem nasze matki i ojcowie, senatorowie wywodzący się z naszych systemów planetarnych, mogli być tak nieprzewidujący? Jak mogli zaufać komuś takiemu?!

Odpowiem wam, dostojni uczestnicy tego procesu.

Bo tak było łatwiej.

Łatwiej im było uwierzyć, że kanclerz, prowadzący żelazną ręką Republikę przez lata wyniszczających Wojen Klonów, okaże się równie silnym przywódcą w czasach pokoju. Innym było wygodniej poprzeć imperatora, cynicznie przedkładali bowiem własną wygodę ponad wolność miliardów. Jeszcze inni poparli raczkujące Imperium, ponieważ ten system wartości najzwyczajniej w świecie odpowiadał ich barbarzyńskim instynktom. Reszcie zaś było łatwiej uwierzyć w paskudną propagandę o uczciwości i szlachetności wodza, zamiast wysilić odrobinę swoje umysły, by przejrzeć te kłamstwa i zabrać głos. Tak było po prostu łatwiej.

Tak jak teraz jest łatwiej. Łatwiej jest widzieć obraz potężnego, odzianego w czerń mężczyzny, który bez krztyny litości realizuje surowe wyroki swojego pana. Łatwiej widzieć pozbawionego sumienia rzeźnika, który w celu uniknięcia odpowiedzialności za zbrodnie, przewidując nadchodzącą przegraną, pomógł młodemu, bohaterskiemu rycerzowi Jedi, członkowi tego samego Zakonu, którego zagładę przed laty tak gorąco wspierała większość przodków obecnych na sali osób. Tylko, że to nie jest prawda kompletna.

Darth Vader nie był bowiem ani zwierzęciem ogarniętym jakimś dzikim pragnieniem mordowania, ani pozbawionym własnego rozumu robotem, choć i takie głosy pojawiły się pośród niektórych członków Rebelii. Był człowiekiem, takim jak ja, czy część z was, żywą, myślącą istotą, niezwykle doświadczoną przez życie, która kiedyś, bardzo dawno temu, poddała się i dołączyła do Palpatine’a, z sobie tylko znanych powodów. Człowiekiem, w którym nadal tliło się dobro.

Tak, wysoki sądzie, dobrze wszyscy mnie słyszą. W Lordzie Vaderze nadal tliło się dobro.

Z wyjaśnień przedstawionych przez mistrza Skywalkera wiemy, że Darth Vader był w rzeczywistości Anakinem Skywalkerem, pamiętanym pewnie przez co bardziej sędziwych członków tego zgromadzenia, bohaterem Wojen Klonów. Jakkolwiek są to rewelacje nieprzeciętne, które przez kolejne lata zdominują debatę na wszystkich planetach, jak galaktyka długa i szeroka, chcę zwrócić waszą uwagę na pewien drobny, acz jakże istotny szczegół. Kierowany nagłym przypływem dobra lub po prostu zrozumienia tego, jakie zło uczynił galaktyce, uratował Luke’a Skywalkera, tym samym skazując na śmierć Imperatora i jego Drugą Gwiazdę Śmierci.

Oczywiście, jedni powiedzą, że rychło w czas. Inni wyśmieją pewnie moją argumentację, zarzucając, że śmiem porównywać jedno życie z nieprzeliczoną ilością innych, które odebrał przez lata panowania reżimu ten masowy morderca. Nie ulega jednak wątpliwościom, że odebraniem życia Imperatorowi odrąbał łeb potwora zwanego Galaktycznym Imperium.

Czy jednak pozbawienie życia rzeczywistego architekta ponad dwudziestoletniego cierpienia wszystkich mieszkańców znanych rejonów naszej galaktyki to dość, by odkupić swoje winy? Odpowiedź na to pytanie będzie należała do członków gremium Najwyższego Sądu Nowej Republiki, który mógł powstać między innymi właśnie dzięki najwyższej ofierze osoby, którą pośmiertnie sądzicie.

Reklamy

One thought on “W obronie Lorda Vadera

  1. Pingback: Rebeliancka Kantyna – Galaktyka to ogromne miejsce, więc… Wyluzujcie | Rebelianckie Szumowiny

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s