Być jak Obi-Wan Kenobi – czyli o wielkości człowieka słów kilka


Obi Wan

Nie jestem zawodowym filozofem. 

Moim zdaniem obecnie mało kto jest, niezależnie od ukończonych studiów czy zdobytego latami naprawdę ciężkiej pracy stopnia naukowego. Tego wysiłku w żadnym razie nie deprecjonuję, chociaż zdania zmienić nie mogę. Zawodowy filozof to zawód półlegendarny, jeśli nie mityczny.

Dlaczego?

Uważam, że kierunek na jaki uczęszczają studenci polskich uniwersytetów, traktujący o powyższym zagadnieniu, powinien raczej nazywać się historią filozofii ewentualnie krytyczną analizą filozofii. Z własnych doświadczeń z tym przedmiotem mam wrażenie, jeśli mylne, to bardzo proszę wszystkich studentów filozofii o wybaczenie i korektę, że przez trzy, opcjonalnie pięć lat, poznawane są określone nurty myślowe, argumenty je popierające i lista nazwisk bez jakiegokolwiek miejsca na snucie własnych przemyśleń, na czym filozofia powinna się skupiać. Zamiast rzeczywistej analizy rzeczywistości, zajęcia przyjmują postać jakiejś metadyscypliny, nauki o nauce dla samej nauki, niepopartej żadnymi głębszymi badaniami. O epitecie „zawodowy” już nawet nie wspomnę – ilu jest bowiem obecnie myślicieli czerpiących dochód wyłącznie z krytycznego stosunku do otaczającego – ją lub jego – świata? A ilu takich szczęśliwców żyje w naszym pięknym kraju?

Nie oznacza to jednak, że filozofowie nie istnieją. Wykwalifikowani bądź nie, wyedukowani do granic możliwości oraz zwykli, domorośli komentatorzy bieżących wydarzeń, w większym lub mniejszym stopniu spełniający definicyjne wymagania starożytnego powołania do „umiłowania mądrości”.

Tym przydługawym wstępem chciałem po prostu zasugerować, że nawet mnie zdarzają się jakiejś tam filozoficzne przemyślenia, w tym także to, którym dzielę się poniżej. Wybaczcie, jeżeli w Waszym odczuciu niewiele będzie miało to wspólnego z filozoficznym monologiem, a raczej krótkim, gorzkim, społecznym komentarzem.

Nie odkryję Ameryki, jeśli powiem, że skromność jest cnotą. 

Mówili o tym już wielcy myśliciele starożytności, a ja, prosty felietonista strony internetowej traktującej o Gwiezdnych Wojnach, mogę się z tym tylko zgodzić. Skromność i połączona z nią pokora są w moim odczuciu zdecydowanie najtrudniejszymi do wypracowania, ale najbardziej wartościowymi cechami w życiu każdego z nas

Dlaczego?

Dlatego, że człowiek ma w swoim organizmie zakodowane poczucie wyjątkowości, a co za tym idzie, przeświadczenie o słuszności własnych decyzji. Skutek jest taki, że zwyczajnie jest nam trudno wysłuchiwać słów krytyki, w szczególności, kiedy wyżej wymienione cechy doprawione są jeszcze sporą szczyptą uporu. Jeśli zaś krytykujący znajduje się po przeciwnej stronie barykady światopoglądowej, jakiekolwiek konstruktywne wnioski płynące z upominania znikają bezpowrotnie, zwłaszcza w dobie dzisiejszej degrengolady debaty politycznej.

To właśnie wydarzenia z ostatnich dni skierowały moje myśli w stronę rozważań na temat gigantycznej pracy, jaką wykonywał przez lata, nie tylko odosobnienia, Obi-Wan Kenobi. Tak, do jego drogi życiowej chciałem nawiązać w tym tekście, łącząc nieco gorzkie dywagacje na temat naszej polityczno-światopoglądowej wojenki narodowej ze sposobami życia znanymi ze świata Star Wars. Spokojnie, nie będzie to żaden manifest polityczny, nie chodzi mi przecież o to, żeby zniechęcać kogokolwiek do naszej strony. Chcę tylko zauważyć, jak niewiele od siebie wymagamy w stosunku tego, jak surowo podchodził do własnej osoby Obi-Wan Kenobi.

kenobi gif

Niezmiernie podoba mi się opis mistrza Jedi, jaki został umieszczony w książkowej adaptacji Zemsty Sithów. Jawi się w niej obraz człowieka niezwykle skromnego, ale jednocześnie nienoszącego tej skromności jak płaszcza. Wiele osób ma tendencje do bigoteryjnego podkreślania swoich cnót: „Ach, jakże ja jestem skromny!”, „A jaki uczynny!”, „Spójrzcie na mnie, zupełnie przypadkowo wrzuciłem zdjęcie anonimowego pomagania poszkodowanym ofiarom kataklizmu”. Nic z tych rzeczy. Kenobi nie szukał ani sławy, ani poklasku, w żadnym razie nie zamierzał uchodzić za „chłopca z plakatu”. Liczyło się dla niego wyłącznie wykonanie powierzonej mu misji, bynajmniej nie z pobudek ambicjonalnych, ale zdrowo pojmowanego poczucia wypełnienia zarówno obowiązku, jak i pokładanych w nim nadziei. 

Obi-Wan, będący w czołówce najpotężniejszych mistrzów zakonu, był cichą i pozostającą na uboczu planszy wielkiej polityki figurą, do końca uważającą się za zwykłego piona.

W tej autentycznej skromności szedł jednak krok dalej, pielęgnował ją bowiem nieustanną pokorą wobec potęgi Mocy oraz innych. Nie chodzi mi tu absolutnie o obłudną przymilność dla naszych zwierzchników, pracodawców, czy nauczycieli. Bynajmniej nie popieram też przegięcia w drugą stronę, jakim jest nieumiejętność wyartykułowania własnego zdania, czy zaproponowania własnych argumentów w toczącej się debacie. Nie, chodzi o umiar. Czym innym jest trwanie przy swoim ze względu na wiarę w słuszność głoszonych poglądów po odbyciu rzeczowej dyskusji, a czym innym przekreślanie dialogu z powodu fanatycznego uwielbienia własnego „widzimisię”, niepozostawiającego pola do choćby próby zrozumienia cudzych poglądów. Pisałem już o tym w poprzednim tekście o Wybrańcach – gdyby Obi-Wan trwał przy sztywnych regułach Zakonu, nigdy nie stałby się tak silny, jak wieszczył to Yoda.

Jego wielkość nie polegała bowiem ani na umiejętności naginania Mocy do własnych celów, ani na jakimś wybitnym zmyśle politycznym. Największą siłą Obi-Wana była zdolność do prowadzenia spokojnej analizy racji poszczególnych stron sporu przy odpowiednim stopniu poszanowania tradycji z jakiej się wywodził. Nie na darmo przecież Grievous nazywa go negocjatorem, a choć z syntezatora zastępującego usta cyborga brzmi to jak obelga, ja jestem przekonany, iż dla samego Kenobiego to krótkie słowo stanowiło nie lada komplement.

Co więcej, pokora z jaką podchodzi do rozgrywających się wydarzeń, nie pozbawia go jednocześnie zdolności własnego myślenia. Wręcz przeciwnie, niepodchodzenie z wyższością, czy pogardą do cudzych poglądów pozwala mu na celne znalezienie logicznych luk, czy, co ważniejsze, punktów stycznych pomiędzy własnym a cudzymi systemami wartości. Umiejętność pokojowego rozwiązania sporu stanowiła według mnie zaletę nie do przecenienia, będącą kwintesencją służby rycerza Jedi (przynajmniej okresu Starej Republiki).

Prócz tego jestem pod ogromnym jeszcze jednego aspektu sposobu życia Kenobiego. Jest to poniekąd związane z tym, o czym już pisałem, a mianowicie świadomością przewagi siły argumentów nad argumentem siły. 

Jako zagorzały pacyfista, wychodzę z założenia, że najgorsze, co może się wydarzyć – czy to w naszym kraju, czy na świecie – jest eskalacja sporu skutkująca wykorzystaniem brutalnej przemocy. Nie ma nic gorszego i w gruncie rzeczy bardziej upodlającego człowieka, niż poświęcenie logicznego myślenia na rzecz barbarzyńskiej przemocy (pragnę od razu zaznaczyć, że wykorzystanie siły do obrony, czy to własnej, czy kogoś innego, jest kwestią zupełnie odrębną i niepodlegającą podobnym przemyśleniom). Oczywiście nie odbieram skuteczności takiemu postępowaniu, w końcu nic tak nie wymusza posłuszeństwa jak strach i polityka absolutnego zamordyzmu, ale pamiętajmy, że cel nie zawsze uświęca środki.

Sam Obi-Wan ma w tym względzie podejście zero-jedynkowe. Stojąc nad nieruchomym szkieletem wspomnianego już generała separatystów, rycerz Jedi stwierdził: „Jakie to niecywilizowane”. Sięgał po miecz tylko w ostateczności, ale wolę zaznaczyć, że kiedy już to robił, efekt był zaskakująco skuteczny.

Bo „nie lubić” nie jest w żadnym razie tożsame z „nie umieć”Odrzucenie stosowania siły wcale nie musi oznaczać słabości.

OBI-WAN-902890

Na koniec poświęcę jeszcze kilka słów i jeden cytat na wyjaśnienie wspominanej przeze mnie surowości Kenobiego wobec własnej osoby. Otóż żył niemal dokładnie z restrykcjami Zakonu, bez rodziny, bez majątku i bez przywiązania do jakiejkolwiek ruchomości. Wymagał od siebie zdecydowanie więcej niż inni, nie idąc na żadne kompromisy, zarówno przy ocenianiu siebie jako rycerza Jedi ani mentora dla najlepszego przyjaciela. „Zawiodłem cię” wypowiedziane podczas walki z Anakinem nie jest jakąś próbą czczych przeprosin, czy odwrotnie, cierpiętniczym przyjęciem na siebie całej winy. Nie, ta ocena autentycznie wynika z ostrej samokrytyki Obi-Wana.

Uważam, że właśnie takie cechy, jak skromność, krytyczność własnej podstawy, pokora i pragnienie pokojowej koegzystencji z innymi stanowią o moralnej wielkości cnotliwego człowieka bardziej niż obsesyjne narzucanie innym swojego systemu wartości, no ale co ja tam wiem?

Przecież nie jestem zawodowym filozofem.

Wielu się pewnie ten felieton nie podoba. W końcu wytykam różne wady, krytykuję ile wlezie i oceniam, mniej lub bardziej wyraźnie którąś opcję politycznej walki. Może tak jest, a może nie. Pozostawiam tu pole do interpretacji z tylko jedną, wyraźnie zarysowaną, utopijną wręcz konkluzją.

Jakże piękny byłby świat, gdybyśmy wszyscy, zardzewiałe Konserwy i totalne Lewaki, wymagali od siebie choćby jedną dziesiątą tego, co poczciwy Ben Kenobi.


Rozważ wsparcie nas poprzez Patronite. Wszelkie środki, które dzięki Tobie uzbieramy, przeznaczymy na rozwój naszego portalu. Szczegóły po kliknięciu w odnośnik poniżej. Dziękujemy!

Patronite

Reklamy

2 thoughts on “Być jak Obi-Wan Kenobi – czyli o wielkości człowieka słów kilka

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s