Skip to content
Reklamy

Ciemniejsza strona Luke’a Skywalkera

Luke_Skywalker

Jak zwykle zacznę od kilku słów wyjaśnienia.

Pisząc dla tego portalu, nie tylko spełniam jedno ze swoich marzeń, dotyczących własnej aktywności (nie ma się co oszukiwać, zdecydowana większość geeków marzy przecież, żeby ich twórczość dotarła do odbiorców spoza najbliższego kręgu znajomych), ale zauważam pewną zależność przy doborze poruszanych tematów. Część z nich miałem już zaplanowane wcześniej, z niektórymi refleksjami chodziłem w głowie przez dobre kilka lat (tak było w przypadku chociażby Prawdziwych Jedi, czy Wybrańcach wbrew swojej woli), inne powstają na bieżąco, podczas zapoznawania się z opiniami internautów i to nie tylko z naszej facebookowej grupy dyskusyjnej.

Poniższy tekst możecie z powodzeniem zaliczyć właśnie do tego drugiego rodzaju felietonów.

Otóż z tego co zdołałem zrozumieć po przeanalizowaniu komentarzy, wiele osób, czy to półżartem czy całkiem serio, zarzuca twórcom nowej części Gwiezdnych Wojen pewną przesadę w tworzeniu zbolałego Luke’a Skywalkera. Ja sam dorzuciłem swoje trzy grosze przy okazji, ale oczywiście zrobiłem to całkowicie na luzie, ponieważ w pełni kupuję roztaczaną przez materiały promocyjne wizję syna Anakina.

Teraz padnie to charakterystyczne pytanie…

Dlaczego?

Dlatego że jestem w stanie zrozumieć nurt, wyznaczający całokształt nowego Skywalkera.

Przy wszystkich tych szumnych zapowiedziach i czołobitności wobec dziedzictwa reżysera, cała ekipa odpowiedzialna za powstawanie Nowej Trylogiimniej lub bardziej wyraźnie, chce odciąć się od stylu twórczości George’a Lucasa zarówno w zakresie sposobów prezentacji, jak i właśnie prezentowanej treści. Mówiąc prościej, niby to samo, ale zdecydowanie nie tak samo (tak, mam na uwadze zarzut, że Przebudzenie Mocy to dla niektórych zwyczajnie podrasowana Nowa Nadzieja).

Myślę tu przede wszystkim o materiale źródłowym, ponieważ czy pytania filozoficzne, czy kwestie socjologiczno-społeczne, które możemy wysnuć z samego tylko Przebudzenia Mocy, są nieco inne niż w przypadku Oryginalnej Trylogii jak i Prequeli. Moim zdaniem, części IV – VI dotykały, jeśli można to tak ująć, najbardziej prozaicznej kwestii, jaką jest przewaga dobra nad złem, dojrzewanie i branie odpowiedzialności za swoje czyny oraz czy w ogóle możliwe jest odkupienie. Prequele z kolei koncentrowały się na powolnym upadku, niezrozumieniu, starciu archaicznych idei z emocjami oraz kwestii, jak daleko można posunąć się dla ukochanej osoby. Nowa Trylogia ma na celu poruszenie zagadnienia zagubienia we wszechświecie, niezrozumienia przez otoczenie (tak naprawdę tylko zasugerowanego w Ataku Klonówczy Zemście Sithów), a także indywidualnego zmierzenia się z dziedzictwem poprzednich pokoleń.

Rey trailer 2

Przy tym ostatnim problemie mam na myśli nie tylko Rey, która, jak wiemy, będzie bardzo rozczarowana otoczonym niemal nabożną legendą Skywalkerem, czy Kylo Rena, uwięzionego w swoich chorych ambicjach dorównania własnemu dziadkowi, lecz przede wszystkim Luke’a.

W jego losie wyczuwalne jest podobieństwo do historii mistrzów. Oto niczym sędziwy Yoda stał na czele Zakonu, kierował nim i opiekował się młodym pokoleniem Rycerzy, mających strzec pokoju w galaktyce, gdy jego najzdolniejszy i niezwykle bliski uczeń dokonuje pod jego okiem całkowitego zniszczenia największego marzenia i de facto celu istnienia Luke’a. W tym momencie dochodzimy do miejsca, gdzie rozwidlają się drogi wizji disneyowskich włodarzy i Lucasa oraz, jak mi się wydaje, leży źródło niezadowolenia wielu fanów.

Wygląda na to, że Luke jest zwyczajnie gorszym Jedi, niż sądziliśmy przez ponad trzy dekady. Przecież po podobnej sytuacji zarówno Obi-Wan Kenobi, jak i Yoda potrafili znaleźć ukojenie w Mocy i pomóc sobie poprzez medytację. Zwyczajnie pogodzili się ze stratą. Tymczasem Luke całkowicie się załamał, czego efekt, w postaci zaniedbanego wyglądu i dobrowolnego wygnania, jest wyraźnie widoczny nawet w samych trailerach.

Zamiast biadolić, powinien wziąć się w garść i ruszyć przeciwko Snoke’owi. To jest przecież gość, który swego czasu rozwalił Gwiazdę Śmierci i pokonał Imperatora!

To prawda. Tylko że Luke nie jest ani Obi-Wanem, ani tym bardziej Yodą.

Nie zrozumcie mnie źle, rodzinę Skywalkerów traktuję jako najsilniejszy i zarazem najbardziej pechowy ród w galaktyce, lecz tragedia Luke’a powinna być rozpatrywana w zupełnie innym spectrum niż dwóch ocalałych członków Rady Jedi z okresu Starej Republiki.

Obi-Wan i Yoda po zagładzie Zakonu mieli określony cel, który powzięli zaraz po śmierci Padme – przeżyć i być gotowym do wyszkolenia dzieci Anakina (względnie jednego dziecka), będących jedyną nadzieją podczas przyszłego starcia z Sithami. Luke nie ma podobnej motywacji. Moim zdaniem Skywalker naprawdę wierzy, że czas Jedi minął, skoro właśnie on, ten tytułowy „Ostatni Jedi” nie zdołał wyplenić z galaktyki zła (Najwyższy Porządek wyrósł przecież na szczątkach Imperium).

Utrata poczucia celu, rozgoryczenie oraz boleśnie potwierdzona świadomość niekompletności własnej wiedzy to wystarczająco, by odrzucić od siebie nawet kogoś tak miłego i obiecującego jak Rey.

Historię Luke’a można więc traktować jako bardziej paralelną do losów jego ojca niż Kenobiego czy Yody. Uzdolniony, wychowany przez ucieleśnienie cnót Jedi, nie potrafił sprostać pokładanym w nim oczekiwaniom, zaś ogromna strata, jaka go dotknęła, wpłynęła w znaczący sposób na jego zachowanie. W przeciwieństwie jednak do Anakina Luke zatracił się w sobie, wybierając odosobnienie i stopniowo tonął we własnych frustracjach. Jego ojciec dał ujść furii potęgowanej poddaniem się Ciemnej Stronie poprzez wprowadzanie brutalnego totalitaryzmu. Przerażenie jakie widzimy w trailerach, nie jest tym samym obsesyjnym strachem przed utratą kogoś bliskiego, ale dojrzałą i niezabliźnioną raną po ogromnej klęsce oraz obawą przed własną niekompetencją i powtórką błędów popełnionych przy kształceniu Bena Solo.

Właśnie ta, dosyć subtelna, ale jednocześnie wyraźna różnica, pozwala mi wysnuć teorię, że Luke nie przeszedł na stronę Zła, jednak, całkowicie rozgoryczony swoją porażką, po prostu się poddał, rozumiejąc, że doktrynalne Dobro, wpajane przez relikty Starego Zakonu, najzwyczajniej w świecie nie wystarcza. To właśnie jest ciemniejsza strona Skywalkera, która, moim zdaniem, może się okazać jeszcze bardziej przerażająca niż żółte ślepia, czy czerwone klingi mieczy świetlnych Sithów. Nie oznacza ona bowiem odrzucenia Jasnej Strony Mocy z powodu pragnienia siły, władzy, czy osiągnięcia jakiegoś innego, samolubnego celu, ale pozostawanie przy rozczarowującej ideologii z całkowitą świadomością jej archaiczności, czyli trwanie właściwie w błędnym kole wyrzutów sumienia i braku nadziei.

Kto z nas w takiej sytuacji dbałby jeszcze o wygląd, czy zachowanie względem innych?

Tyle na dzisiaj.

Reklamy

Jedna myśl w temacie “Ciemniejsza strona Luke’a Skywalkera Dodaj komentarz

  1. W pełni się zgadzam. Ale dodałbym coś od siebie: co mieli Obi-Wan i Yoda, a czego nie miał Luke? Doświadczenia. Obi i Yoda przez dziesiątki i setki lat tkwili w Zakonie Jedi – odebrali pełne szkolenie od swoich mistrzów, sami później też przez wiele wiele lat uczyli i trenowali innych. A Luke? W IV epizodzie poznał Obi-Wana, po czym po kilku chwilach jego mistrz nie żył, w Imperium Kontratakuje zaliczył parę dni szkolenia u Yody i tyle. I taki koleś, który w zasadzie nie był szkolony na Jedi, a jedynie brał korki z tej dziedziny, ma odbudować Zakon, który trwał przez tysiące lat? To i tak dobrze, że zorganizował jakąś akademię i czegoś próbował. Nic dziwnego, że po porażce wolał uciec i się więcej nie angażować.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d blogerów lubi to: