Skip to content
Reklamy

„Ostatni felieton przed…”, czyli kto zrobił to lepiej? Porównanie „Wojen Klonów” i „Rebeliantów”

star-wars-rebels-star-wars-clone-wars

Nie macie pojęcia, jak trudne jest znalezienie oryginalnego tematu felietonu na tydzień przed premierą Ostatniego JediW Internecie dosłownie roi się od najróżniejszych artykułów dotyczących spekulacji, przecieków, teorii, spoilerów i ciągłych analiz wypowiedzi z porannych bądź wieczornych programów rozrywkowych. W ciągu tych kilku ostatnich dni najbardziej wartościowym wywiadem, jaki obejrzałem była „debata” na temat Porgów w programie pewnego komika, bo najzwyczajniej w świecie podchodził do całego tematu na luzie, nie miał żadnych dopowiedzeń i półprawd. Ot fajna dyskusja o tym, kto woli BB-8, a kto drobne, krzykliwe stworzonka.

Na szczęście z pomocą przyszedł nieoceniony Naczelny, który zasugerował mi nieco inny kierunek mojego kolejnego tekstu. Po namyśle przyznałem mu rację i na te kilka dni przed premierą postanowiłem dać Wam spokój ze swoimi przemyśleniami i ocenami na temat The Last Jedi.

Daję Wam spokój, niech pełne podniecenia oczekiwanie uprzykrzają wypociny i źle ukryte spoilery na innych stronach. Jako ambitna redakcja nie boimy się odważnych kroków i właśnie dlatego ostatni felieton przed Ostatnim Jedi (ha, ha!) nie będzie o tym filmie. Absolutnie nie.

Chociaż nawiązania do niego nie uniknę.

To, czego ma dotyczyć ten „Ostatni felieton”? Ano porównania dwóch seriali ze świata Gwiezdnych Wojen, czyli Rebeliantów i Wojen Klonów.

No co?

Tego się raczej nie spodziewaliście.

Bardzo istotna w przypadku tego porównania jest kwestia organizacyjna. Podobnie jak w przypadku analizy zwiastuna, podzieliłem tekst na kilka nagłówków, które będą zawierały przemyślenia, opinie, spostrzeżenia oraz ocenę w skali od 1 do 10. Przypominam, że jest to moja subiektywna recenzja, z którą jak najbardziej możecie się nie zgadzać.

Zatem… Do roboty!

1. Pomysł

Dla wielu osób ten nagłówek może się wydać co najmniej niepotrzebny, jeśli nie głupi. Przecież co po tylu latach można powiedzieć o pomyśle na fabułę ze świata Gwiezdnych Wojen, co jeszcze nie zostało powiedziane?

No cóż, moim zdaniem na pewno można wspomnieć, że w przypadku obu seriali, idea fabularna powstała już przy premierze Nowej NadzieiFilm był punktem wyjścia nie tylko dla kolejnych losów Luke’a i spółki, ale także uwarunkował chronologię przeszłych wydarzeń i to na tyle umiejętnie, że pozostawił bardzo szerokie pole interpretacyjne. Jednym, krótkim pytaniem: „walczyłeś w Wojnach Klonów?” Luke otwiera drogę do bardzo intrygującej przeszłości Obi-Wana. Oczywiście mam podejrzenia graniczące z pewnością, że w pierwszym szkicu scenariusza Wojny Klonów nie wyglądały tak, jak zaprezentowano je w Trylogii Prequeli i serialu, ale sam pomysł się pojawił.

Chopper_Base

Podobnie jest w przypadku Rebeliantów. IV część opowiada nie tylko o rozpoczęciu podróży młodego farmera z pustynnej planety, ale także o pierwszym znaczącym zwycięstwie Sojuszu Rebeliantów. Sojuszu, który nie wziął się przecież znikąd. Ile pytań zrodził ten film u mnie… Skąd się wzięli ci goście? Dlaczego działali pełną parą, skoro Imperator rozwiązał Senat na krótko przed zawiązaniem akcji? Jakim cudem mają taki, a nie inny sprzęt? No i przede wszystkim, dlaczego nazywamy to Sojuszem Rebeliantów? To znaczy, że są w nim jakieś frakcje? Jeśli tak, to czy się zwalczają? Skąd się to wszystko wzięło?

Odpowiedzi na powyższe pytania były gotową fabułą na serial (bo na film, a nawet serię filmów, to chyba jednak trochę za mało).

Powyższe ujęcie nie jest w żadnym razie jedynym aspektem zagadnienia prezentowanego w nagłówku. Kolejnym, wartym uwagi jest także pomysł rozumiany przez pryzmat formy, sposobu prezentacji i targetu widowni. Postaram się to zaprezentować możliwie jak najszybciej, ale w miarę wnikliwie.

Rex

W obu przypadkach forma serialu sprawdza się bez zarzutu. Konflikt militarny, zwłaszcza na galaktyczną skalę, jest tematem na tyle rozległym i złożonym, że aż się prosi o stopniowe budowanie narracji. W tym przypadku, jak już wspomniałem, forma odcinkowa sprawdza się najlepiej, chociaż muszę przyznać, że kiedy usłyszałem, ile ma trwać przeciętny odcinek to byłem niezwykle sceptyczny, przynajmniej w przypadku Wojen Klonów. Przez pół godziny nie da się przedstawić zniuansowanej historii, w której ukazane są w dostateczny sposób racje obu stron. Jakież było moje zdziwienie, gdy po kilku odcinkach pilotażowych fabuła zaczęła nagle zwalniać, a z pojedynczych przygód robiły się segmenty umiejętnie podzielone na kilka części. To naprawdę działało i z sezonu na sezon było coraz lepiej.

Rebeliantach czas pojedynczego odcinka już mnie tak nie raził, chociaż, szczególnie w pierwszym sezonie, pojedyncze przygody miały określony schemat – albo Ezra uczył się czegoś na własnych błędach, albo dowiadywał czegoś o poszczególnych członkach drużyny. W tym przypadku Wojny Klonów mają znaczną przewagę – zawiązanie akcji związanej z główną bohaterką (przynajmniej do pewnego momentu) miało miejsce w kinie, podobnie jak wprowadzenie postaci pobocznych. Rebelianci byli grupką postaci tworzoną od podstaw, ale szerzej o tym za chwilę.

Sposób prezentacji także znacząco różni się w obu serialach.

ahsoka-tano-star-wars-the-clone-wars-the-lost-missions

Wojny Klonów prezentują nam coś na kształt antologii połączonej jako tako nakreślonym wątkiem przewodnim. Mamy zatem opowieść o losach Ahsoki, przetykaną bardzo intrygującymi historiami, co ciekawe także takimi, w których zupełnie nie występuje (rzecz oczywista, że od pewnego momentu następują już tylko takie historie). Całość bardzo sprawnie ze sobą współgra, intryguje, a i niekiedy zaskakuje. Jest to tym bardziej niesamowite, jeśli weźmie się pod uwagę niezwykle popularne dzisiaj „założenia krańcowe”, czyli fakt, że wiemy, kto zginie, a kto nie.

Ezra bridger

Rebelianci są pomysłem mniej skomplikowanym – mamy młodego chłopaka, który trafia na grupkę przybyszów z innej planety, szlachetnych przestępców a’la Wesoła Kompania Robin Hooda. W wyniku zbiegu okoliczności zostaje przez nich przygarnięty i trafia do zupełnie innego świata. W międzyczasie okazuje się wrażliwy na Moc, poznaje brutalną prawdę o świecie, etc., etc… Tutaj główna oś fabularna jest nakreślona niezwykle grubą kreską – ekipa Ezry przeżywa przygody mniej lub bardziej oddziałujące na galaktykę. Bardzo rzadko zdarza się, by jakiś wątek nie dotyczył kogoś z drużyny (o ile pamiętam, ostatni raz miało to miejsce w przypadku pojedynku Dartha Maula i Obi-Wana). Moim zdaniem nie zawsze to działa, czasami wydaje się, że bohaterowie są wciśnięci do akcji na siłę, byle tylko zachować formułę serialu. W przypadku tego serialu niewątpliwie na plus działa ta nowość bohaterów – nie mamy pojęcia, co się przecież z nimi stanie (oczywiście poza generał Syndullą i Chopperem).

Sposób prezentacji wynika bezpośrednio z targetu, czyli kategorii wiekowej osób, które oglądają serial. Wojny Klonów Rebelianci startowały z tego samego miejsca – jako seriale dla dzieci, no ewentualnie w porywach dla nastolatków. Rozwój tych seriali jest już jednak zupełnie inny. O ile drugi sukcesywnie podąża szlakiem uwagi nastolatków, od czasu do czasu zbaczając na nieco poważniejsze tory (flirt Ezry z Ciemną Stroną, Darth Vader i Maul ze swoim przeszywającym „Kenobi!”), to Wojny Klonów już na całego poszły w mrok i problemy etyczno-moralne. W obu serialach pokazywany jest przecież konflikt zbrojny, ale to tylko starcia Rycerzy Jedi poruszają tak niejednoznaczne kwestie, jak wartość życia klonów, granice słuchania rozkazów, czy rozterki o sensowności walki bohaterów i to, cholerka, działa. Lepiej niż można było przypuszczać.

Tym samym moje oceny prezentują się następująco:

Rebelianci 7,5 /10

Wojny Klonów 9 /10

2. Postacie

Realizacja pomysłu musi rezonować na wszystkie aspekty serialu, po prostu nie da się inaczej. Tym samym, jeżeli mamy postacie nieznane, budowane od podstaw, spodziewamy się, że twórcy pozwolą sobie na zdecydowanie więcej niż w przypadku określanych filmowym kanonem bohaterów Trylogii Prequeli. Paradoksalnie, stwierdzenie to jednocześnie jest i nie jest prawdą. Dla obu seriali.

Rebelianci:

Jest, dlatego, że bohaterów, ich motywacje, wątpliwości, zdolności i słabe strony poznajemy stopniowo. Oczywiście, odbywa się to trochę sztampowo, czasami są one wręcz łopatologiczne tłumaczone, albo sugerowane powtarzanymi wciąż frazesami w stylu „on cię kocha, ale nie umie tego okazać, bo miał bardzo trudne dzieciństwo”.

Nie jest, ponieważ ta grupka postaci to sztampowa ekipa z typowych team-upowych produkcji. Mamy więc trochę głupawego, ale wiernego osiłka, indywidualistkę-artystkę, która nie chce w żadnym wypadku rozmawiać o swojej rodzinie, surowego, tajemniczego mruka, który będzie pełnił rolę mentora, bo widzi w głównym bohaterze odbicie samego siebie sprzed lat oraz pilnującą wszystkich panią (matką) kapitan. Do tego jeszcze główny bohater – niepokorny, rozbrykany lekkoduch, do tego straszna gaduła, ale, jakże by inaczej, skrywający prywatną tragedię. Wypisz wymaluj ¾ historii o początku przygód.

star-wars-rebels-the-forgotten-droid-featured-03162016

Jest, bo Chopper. Wszystkie droidy/astromechy/roboty etc. mają swoje unikalne charaktery, ale Chopper nawet na tak zróżnicowanym tle potrafi się wyróżnić.

Jest, albowiem z grupki sztampowych bohaterów potrafiło się rozwinąć coś całkiem ciekawego. Oczywiście, nadal jest to doprawione sporą ilością kliszy, ale przez większość czasu przyprawa nie psuje smaku potrawy. Co więcej, ewolucja postaci jest przeprowadzana sensownie, konsekwentnie i, co najważniejsze, umiejętnie.
Do tego dochodzi spora dawka suspensu, chociażby w przypadku każdorazowej konfrontacji przy użyciu mieczy świetlnych. Zwłaszcza, jeżeli rozbłyska ostrze o rubinowym ostrzu.

Wojny Klonów:

Jest, przede wszystkim z powodu świadomości pewnych niezmiennych elementów fabularnych. Za każdym razem, gdy dzieje się coś zaskakującego z Anakinem, Obi-Wanem albo Yodą, wiemy, jaki będzie finał – przeżyją to niebezpieczeństwo, zawrócą z mało spodziewanej drogi w mniej lub bardziej toporny sposób (np. nie do końca udany wątek miłosnej relacji mistrza Kenobiego) albo reperkusje wcale nie będą tak daleko idące, jak myśleliśmy początkowo. Kiedy po raz kolejny któryś z rycerzy Jedi obecnych w Zemście Sithów rozbija myśliwiec, wiemy, że nic mu się nie stanie, zanim opadnie jeszcze kurz po uderzeniu.

Nie jest, ponieważ twórcy nie muszą ograniczać się wyłącznie do dobrze nam znanych postaci, a tworzą sukcesywnie nowe bohaterki i bohaterów, czasami mających za zadanie prezentowania określonej postawy, a czasami, by rozwinąć ich w indywidualny i nie zawsze dający się przewidzieć sposób.

Dooku Ventress

Jest, bo twórcy Wojen Klonów mieli związane ręce w przypadku wielu bohaterów, ale to wcale nie oznacza, że zostawili ich samym sobie. Wręcz przeciwnie, popracowali przy tylu elementach, ilu się tylko dało, dzięki czemu pewne fabularne rozwiązania Zemsty Sithów nabierają znacznie większego sensu (jak chociażby głębia dramatu Anakina Skywalkera, czy zachwiana pewność Hrabiego Dooku).

Jest, ponieważ momentami inwencja twórcza scenarzystów i kombinacje fabularne, żeby nie przekroczyć pewnych ustalonych granic, osiągają wręcz wymiar groteskowy. Tak było w przypadku ostatniej przygody Yody i spotkania z Ojcem, Córką i Synem. Oba wydarzenia, same w sobie niezwykle naciągane, zostały bardzo wygodnie zapomniane przez ich uczestników.

Jest i nie jest zarazem – wystarczy odnieść argumenty o postaciach do Ahsoki Tano. Sztampowy start z zaskakującym i gorzkim finałem, przy którym twórcy wcale nie poszli na łatwiznę.

Rebelianci 7,5 /10

Wojny Klonów 8 /10

3. Fabuła

Fabularnie jest, delikatnie mówiąc, różnie. Mamy oczywiście perełki, jak chociażby końcówka drugiego sezonu Rebeliantów, czy odcinki związane z wypowiedzeniem posłuszeństwa przez klony wyjątkowo brutalnemu generałowi Jedi (Wojny Klonów), ale zdarzają się i potworki w rodzaju misji na poziomie przedszkolaka, gdzie jedyną rozrywką były gościnne postaci znanych z filmów.

Co do samej prezentacji konfliktu, to zdecydowanie bardziej podoba mi się sposób przyjęty przez Wojny Klonów. Różnorodność wątków, w połączeniu z mnogością postaci i rozbiciem określonych historii na więcej niż dwie części, daje całościowy efekt kompleksowego przedstawienia nie tylko samych starć, ale i stron konfliktu wraz z całą złożonością problemów targających Odległą Galaktyką.

Rebelianci 7,5 /10

Wojny Klonów 8 /10

4. Grafika

The Clone Wars

Tu będzie krótko i treściwie. Do Wojen Klonów byłem początkowo bardzo, bardzo uprzedzony. Nie odpowiadała mi ani kreska, ani projekty Rycerzy Jedi, z kompletnie niezrozumiałych powodów wplatający w stroje bohaterów elementy uzbrojenia klonów. To się jednak zmieniało wraz z kolejnymi sezonami, gdy postacie zaczynały coraz bardziej przypominać swoje pierwowzory, a większość niewystępujących w głównej sadze nabrała swoistego pazura.

Dlaczego większość? Ano dlatego, że nadal nie przekonują mnie fryzury niektórych klonów.

star-wars-rebels-siege-of-lothal

Przy Rebeliantach nie mam takich doznań. Jak kreska nie podobała mi się na początku, tak nie podoba mi się i teraz. Mniej tu co prawda głupotek fryzjerskich, czy niezrozumiałych elementów kostiumowych, ale ani sylwetki, ani twarze postaci mnie zupełnie nie przekonują. Czarę goryczy przelały oczywiście ostrza mieczy świetlnych, cienkie jak wiązka lasera kupionego podczas odpustu parafialnego. Zdecydowanie nie.

Rebelianci 6 /10

Wojny Klonów 8,5 /10

Podsumowanie:

Rebelianci 28,5 /40

Wojny Klonów 33,5 /40

Jak widać, Wojny Klonów są dla mnie serialem lepszym. Można się z tym zgadzać lub nie, zależnie od wieku, płci, preferencji chronologicznych, czy zwyczajnie własnych przekonań. Uważam, że oba seriale miały bardzo podobny potencjał w momencie startu, ale to Wojny Klonów wykorzystały go znacznie lepiej niż miało to miejsce w przypadku Rebeliantów. Moim zdaniem na niekorzyść serialu, którego tłem jest formowanie Sojuszu Rebeliantów, działało ciągłe chybotanie się bez planu pomiędzy zadowoleniem młodszych widzów i oczekiwaniem starszych. Niestety, na przedefiniowanie tożsamości Rebeliantów, jak miało to miejsce w przypadku opowieści o schyłkowym okresie Starej Republiki, jest już za późno.

Chociaż było to w miarę satysfakcjonujące zakończenie, żałowałem, gdy Wojny Klonów dobiegły końca.

Czy żałuję, że Rebelianci się kończą?

Niekoniecznie, bo wiem, że wątek przynajmniej jednego z nich będzie kontynuowany. W końcu Ezra to Snoke*. :)

Tyle na dzisiaj!

*To wyłącznie moja opinia!


Rozważ wsparcie nas poprzez Patronite. Wszelkie środki, które dzięki Tobie uzbieramy, przeznaczymy na rozwój naszego portalu. Szczegóły po kliknięciu w odnośnik poniżej. Dziękujemy!

Patronite

Reklamy

2 myśli w temacie “„Ostatni felieton przed…”, czyli kto zrobił to lepiej? Porównanie „Wojen Klonów” i „Rebeliantów” Dodaj komentarz

  1. Cóż, ja obejrzałem tylko Wojny Klonów. Miałem straszne problemy z pierwszym sezonem, a potem na ponad rok pokonał mnie bodajże sezon trzeci, gdzie zaczęły się pojawiać odcinki będące uzupełnieniem wątków zamkniętych w poprzednich częściach. A najbardziej pozytywnie wspominam końcówkę serialu z przygodą Yody.

    PS
    Sugeruje przeczytać ostatnie zdanie 3. segmentu. Mam wrażenie, że brakuje tam słowa albo 2

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d blogerów lubi to: