Rebeliancka Kantyna – Kylo Ren, czyli oryginalność bolesnego dojrzewania

KyloRenMasked

Nadszedł rok 2018, a wraz z nim zniesienie naszego embarga na wszelkiej maści spoilery, dlatego z radością mogę zabrać się do pisania na tematy poruszane w Ostatnim Jedi

Jednakże, wraz z nowym rokiem przychodzi refleksja na temat dotychczasowego dorobku, połączona z silnym postanowieniem zmian. Patrząc na moje dotychczasowe teksty nasuwa mi się powiedzonko pewnego pastora: „Chciałbym mówić krótsze kazania, ale kiedy zacznę prawić jestem zbyt leniwy, żeby skończyć”. Koniec z tym.

Od tego tekstu zmieniam formułę. Będzie krócej, treściwiej i, przy odrobinie szczęścia, lepiej.

Tymczasem, bez dalszych słów wstępu, przejdźmy do rzeczy właściwej, czyli moich przemyśleń na temat Bena Solo w kontekście po wydarzeniach z VIII Części Sagi.

Otóż, mówiąc krótko, charakterologiczno-fabularny rozwój Kylo Rena jest dla mnie zaskakującym, ale jednocześnie najbardziej satysfakcjonującym elementem nie tylko filmu, ale i całej Nowej Trylogii. Jest to tym bardziej zadziwiające, że po pierwszym trailerze Przebudzenia Mocy – mówiąc delikatnie – nie byłem fanem nowego antagonisty.

Teraz jednak nie wyobrażam sobie lepszego „złola” dla dzisiejszych czasów. 

Żeby w satysfakcjonujący sposób odpowiedzieć na to pytanie muszę po raz kolejny odwołać się do swojego pierwszego tekstu, w którym wskazałem, że struktura Sagi – czy tego chcemy, czy nie – idzie z duchem czasu, a wraz z nią czynią to oczywiście nie tylko bohaterowie, ale i ich przeciwnicy.

Tak więc, o ile w Oryginalnej Trylogii przeciwnikiem był symbol opresyjnego aparatu ustroju totalitarnego, a w Trylogii Prequeli kolejno: fanatyk/ekstremista (religijny, światopoglądowy, zależy jak zdefiniujemy poglądy Sithów), dystyngowany, polityczny dysydent oraz mężczyzna stojący – w swoim mniemaniu – przed zwiastującym tragedię wyborem, Nowa Trylogia zawiera przeciwnika uosabiającego najbardziej mroczne wizje współczesnych odbiorców.

Nie, nie porównałbym Kylo Rena do głosu młodego pokolenia, absolutnie nie o to chodzi. Wydaje mi się jednak, że do wyobraźni młodszego widza z bardziej od bezdusznego sługi Zła przemawia osoba zagubiona, mierząca się z demonami przeszłości – zdecydowanie głębszymi, niż można się było spodziewać po obejrzeniu Przebudzenia Mocy – do tego nadal skonfliktowana wewnętrznie.

Tu nie chodzi też o jakieś rozgrzeszanie czy usprawiedliwianie Rena, a raczej pokazanie na jego przykładzie, że nie tylko wielka miłość czy pragnienie władzy mogą być przyczynami przejścia na Ciemną Stronę.

Wszyscy możemy się zatem zgodzić, że Kylo Ren to nie Darth Vader.

kylo ren 2 trailer 2

Z różnych powodów… Dla jednych dlatego, że osiągnął coś, czego nie udało się jego dziadkowi, inni wskażą, że nie jest tak utalentowany, jeszcze inni, że nie ma ani charyzmy, ani potencjału Vadera.

Z tymi ostatnimi chciałbym jeszcze kiedyś wejść w polemikę, ale nie teraz. Teraz bowiem chciałbym powiedzieć, że Ben nie musi być Anakinem.

Ba, nawet nie powinien.

Nie potrzebujemy już raz opowiedzianego origin story wielkiego Złego. 

Historia upadku już była. 

Pora na to, co dalej.

Właśnie za to cenię Johnsona, że bardzo sensownie pokazał w filmie, jak wygląda droga rozwoju antagonisty (w żadnym przypadku nie uważam Kylo za antybohatera), odzierając ją z jakichkolwiek mrzonek o chodzeniu na skróty oraz błyskawicznym sięganiu po siłę. 

Mam wrażenie, że Ostatni Jedi pokazuje bardzo gorzkie konsekwencje tragicznego wyboru, jakim jest poddanie się złu. Zamordowanie ojca wcale nie przyniosło Renowi uwolnienia potencjału, a obiecujący do tej pory złote góry mistrz okazał się nie tylko krytykującym, ale otwarcie kpiącym sobie z Bena dupkiem.

Co jest jednak najtragiczniejsze w tym wszystkim, to brnięcie dalej, głębiej, niemożność wycofania się z tego układu, tylko dalsze brnięcie w otchłań. Po seansie można odnieść wrażenie, że Kylo nie pozostaje nic innego, jak tylko trwać przy Snoke’u, ponieważ po drugiej stronie barykady znajdują się wcale nie lepsi ludzie. 

Jasne, nie stworzyli organizacji siejącej terror w znanej części galaktyki, ale chcę tylko przypomnieć, że – z punktu widzenia Bena – jego wuj próbował go zabić, z ojcem nie mógł znaleźć wspólnego języka, a matka ostatecznie stwierdziła, że straciła swojego dziecko na zawsze. „Wybór między dżumą a cholerą”, mógłby ktoś powiedzieć.

W tym kontekście – biorąc pod uwagę całokształt postaci, także nadal obecne rozchwianie emocjonalne – widzimy, że akcja w sali tronowej wcale nie jest tak jednoznaczna. 

Owszem, wściekły Kylo decyduje się zamordować Snoke’a i zająć jego miejsce w wyniku zdrady, ale nie robi tego tylko i wyłącznie z powodu chęci zdobycia większej potęgi, ale… 

No właśnie… Czego?

Miłości? Braterskiego przywiązania? Raczkującej chęci odkupienia?

A może jednak przekombinowałem i Ben zrobił to rzeczywiście z powodu młodzieńczej furii? Bezdusznej chęci dominacji? Albo nihilistycznego przeczucia o niemożności zejścia z raz obranej drogi?

Wyjątkowość postaci Kylo Rena leży bowiem nie tylko w konstrukcji charakterologicznej, ale prezentowania jego postawy w złośliwie przewrotny sposób. 

Kylo_rens_hand

O co mi chodzi?

O to, że nie wiemy na sto procent, o co tak dokładnie chodzi Renowi. 

Serio? Zabił ojca, Snoke’a i przebił Luke’a mieczem, a ja, jak jakiś fanboy, nadal się łudzę? 

Oczywiście, że się łudzę. Bo mam podstawy, żeby to robić. 

Wszyscy mamy.

Pierwszy lepszy przykład. Tuż przed zabiciem Snoke’a padają słowa o chęci zabicia największego wroga, które ciągle podają w wątpliwość ostateczne odcięcie Rena od Jasnej Strony Mocy. 

Większość scen sugerujących konflikt wewnętrzny Kylo możemy odczytywać na różne sposoby – jak chociażby samo zabicie Snoke’a, powiedzenie Rey prawdy o jej rodzicach, czy nawet finałowy pojedynek z wujem.

Jedno wyjaśnienie, to bardziej oczywiste, wskazuje, że wszystko robił z powodu targającego nim złem, chciał zdobyć władzę, wykorzystać Rey jako cenny atut w walce i zniszczyć wuja raz na zawsze.

Za to druga, mniej oczywista interpretacja świadczy o dalszych ciągotach Rena w stronę Światła. Zamordował Najwyższego Przywódcę, bo chciał uratować Rey, powiedział jej o rodzicach, żeby przestała się łudzić, a z młodszym, trzymającym niebieski miecz Skywalkerem stoczył walkę bo też chciał dać uciec nie tylko Rey, ale i Lei.

Przekonani?

Nie?

Takie wyjaśnienia są słabe, wiem. Cienkie jak cholera. 

Co nie czyni ich niemożliwym.

W końcu Ben nie zabił swojej matki, prawda?

Tyle na dzisiaj!

PS. (żeby jeszcze bardziej wszystko skomplikować) 

A’propos Kylo Rena niebędącego Darthem Vaderem. 

Jeżeli zgodzimy się z tą koncepcją, tym ciekawiej więc wybrzmiewa dialog pomiędzy rodzeństwem Skywalkerów, tuż przed najbardziej epicką sceną filmu. Czuć w nim bowiem echo opinii rodzeństwa dotyczących Dartha Vadera.

Jak częściowo wiemy z Powrotu Jedi, a znacznie dokładniej z LegendLeia nie mogła zrozumieć postępowania brata, uważała ojca za bezduszną istotę. Tymczasem Luke do końca wierzył, że w Mrocznym Lordzie Sithów nadal tli się dobro. 

Pamiętacie, kto miał rację?


Rozważ wsparcie nas poprzez Patronite. Wszelkie środki, które dzięki Tobie uzbieramy, przeznaczymy na rozwój naszego portalu. Szczegóły po kliknięciu w odnośnik poniżej. Dziękujemy!Patronite

Reklamy

One thought on “Rebeliancka Kantyna – Kylo Ren, czyli oryginalność bolesnego dojrzewania

  1. Bardzo fajny tekst :) Kylo Ren to jedna z bardziej intrygujących postaci i jestem ciekawa jak się dalej rozwinie. Nie lubię prostych rozwiązań, więc wolałabym aby jednak ta druga interpretacja była wykorzystana w następującym filmie, chociażby po części.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s