Skip to content
Reklamy

Na temat Mocy słów kilka…

The_Force

Wydaje mi się, że pierwsza, najpotężniejsza fala emocji związana z premierą Ostatniego Jedi opadła niczym – cytując klasyka – „kurz po wielkiej bitwie” i w mniejszym lub większym stopniu fani wracają do smutnej, szarej rzeczywistości. Nie chcąc jednak całkowicie pogrążyć się w jednostajnym marazmie dnia codziennego, postanowiłem uruchomić szare komórki i porozmyślać troszkę nad bodajże najistotniejszym elementem świata Gwiezdnych Wojen – Mocą.

Nie będę się specjalnie skupiał ani na jej definicji ani na inspiracjach Lucasa. Chciałem raczej poruszyć zagadnienie nieco bardziej abstrakcyjne i troszkę ogólniejsze niż używanie jej w dobrym lub złym celu. Chodzi mi mianowicie o sam sposób jej ujmowania w sadze.

Możecie to uznać za pewnego rodzaju manierę albo nawet zboczenie zawodowe, ale takie kwestie najłatwiej jest mi przedstawiać poprzez historyczną analizę zmian. Jest to o tyle użyteczne, że może ostudzić niektóre wątpliwości co do rozwiązań fabularnych przyjętych przez twórców Nowej Trylogii. Jak dobrze wiecie, wykładnię historyczną opieram o chronologię powstawania filmów, nie kolejność wydarzeń zachodzących w Odległej Galaktyce ze względów również Wam wiadomych.

twinsuns

Zacznijmy od Oryginalnej Trylogii, a dokładniej – od Nowej Nadziei. 

Właśnie wtedy poznaliśmy tę enigmatyczną siłę, energię przenikającą i spajającą wszystkie cząsteczki w kosmosie, ukrytą pod lakoniczną i – bądźmy szczerzy – nieco pretensjonalną nazwą „Moc”. Sposobem przedstawienia przez poszczególnych bohaterów przypominała bardzo intrygującą mieszaninę magii i filozoficzno–mistycznej doktryny, funkcjonującej na zasadzie nie tylko półlegendarnych wierzeń, ale przede wszystkim żartu powtarzanego przez oficerów Imperium i pewnych pyskatych szmuglerów.

Dopiero Sojusz Rebeliantów traktuje Moc na zasadzie czegoś więcej niż anegdotki o pomyleńcach. Powtarzane przez jego członków „Niech Moc będzie z tobą” ma wymiar religijny. Wiara w Moc przedstawia w tym wypadku szczególne, szlachetne wręcz uduchowienie, odróżniające bojowników o wolność od opętanych doktryną totalitaryzmu oficerów Imperium.

Prócz tego oczywiście zwyczajne pozdrowienie zawiera także element spajający rebeliancką tożsamość oraz pewną dozę nostalgii – wiąże się przecież z bardziej szczęśliwymi czasami, kiedy jeszcze Imperium nie zaciskało pętli na wolności galaktyki.

rogueone-jyn-reflective-kybernecklage-700x467

Tu pozwolę sobie na zerwanie z chronologią – potwierdzeniem mojego wywodu może być traktowanie zagadnienia Mocy przez bohaterów Łotra 1. Choć żadne z nich nie potrafi się nią posługiwać, dla jednych stanowi stricte religijny wyznacznik zachowania, dla innych ceremonialne pozdrowienie, a dla głównej bohaterki – choć cynicznej i zbuntowanej – słowa zagrzewające do boju i przejawiające rzeczywistą wartość.

Jak pewnie zauważyliście, nie skupiałem się na sztuczkach, jakie można wykonać dzięki opanowaniu Mocy. Zrobiłem to celowo, bo moim zdaniem Nowa Nadzieja jest jedynym filmem, w którym Moc potraktowana jest z tak ogromną dozą wyrafinowanej subtelności. Nie wiemy o niej za wiele, a kontrola umysłu, czy nadzwyczajna celność opiera się na zasadzie wynagrodzenia za zaufanie okazane tej potężnej sile, nie wyszkoleniu, czy wewnętrznym predyspozycjom.

Kolejne części idą już inną drogą. Zagadnienie Mocy jako takie nie znika, ba, jest oczywiście rozwijane, ubierane w bardziej skomplikowany system pojęć z pogranicza filozofii, etyki i religii, ale nie da się ukryć, że na pierwszy plan wysuwa się coś innego. 

Chodzi oczywiście o umiejętności, jakie daje Moc, czyli skakanie, odpychanie, powrót ze świata zmarłych etc. Nie ma przecież w tym nic dziwnego, w końcu Gwiezdne Wojny to seria filmów przygodowych, a nie pseudoreligijnych rozpraw. Niemniej jednak widać, jak Moc przechodzi z roli wyraźnego podmiotu do przedmiotu, chociaż – trzeba od razu przyznać  – szczęśliwie nie na poziomie miecza świetlnego.

Blood_sample

Trylogia Prequeli,  rozpoczęta zupełnie niedorzecznym elementem, jakim jest próba naukowego wyjaśnienia wrażliwości na Moc, stanowi bardzo ciekawe podejście do tematu degradacji mistycyzmu Mocy. Zakon Jedi u schyłku Republiki wyrasta na ogromną metaforę wynaturzenia i hipokryzji, charakterystyczną dla wielu systemów religijno-filozoficznych.

W życiu Jedi znacznie większą rolę zaczynają pełnić sztywne reguły Zakonu niż rzeczywisty wymiar wiary w Moc. Nie tyle chodzi mi tu o celibat, ale raczej o zaznaczony grubą kreską, sztywny, dychotomiczny podział na to, co złe i to, co dobre, wyraźny zwłaszcza przy okazji krytykowania mistrza Qui-Gona, czy Anakina. Ich niestandardowe zachowanie postrzegane jest jako postępowanie wbrew regułom Zakonu. Mantra powtarzana przez sędziwych mistrzów i towarzyszące jej tysiącletnie ceremoniały, powolny proces edukacyjny oraz uwikłanie się w politykę powoli wypierają leżącą u podstaw wiarę w żywą Moc.

Oczywiście, cała ta otoczka ma służyć przede wszystkim ukazaniu tragizmu Skywalkera, ale nie przeszkadza to jednocześnie wykazaniu, jak rzeczywiste, duchowe przeżycie zostaje zastąpione przez obudowanie Mocy ideologią i sprowadzone do poziomu szalonych tańców w różnobarwnym świetle ceremonialnych broni.

Zmiana kursu zaczyna się wraz z serialem Wojny Klonów.

Mniej lub bardziej udane zabiegi mające pogłębić filozoficzne i mistyczne aspekty Mocy dają rzeczywisty efekt, mogący ogromnie przełożyć się na rozwój obecnego Kanonu.

star-wars-the-clone-wars

Po pierwsze, korzystanie z dobrodziejstw Mocy nie jest już ograniczone wyłącznie do zakonu Jedi czy skromnej kabały Sithów. Okazuje się, że na czarno-białej do tej pory tablicy pojawiają się nowe pionki i to w różnych odcieniach szarości. 

Po drugie, dowiadujemy się, że Jedi i Sithowie wcale nie są aż tak potężni, jak mogliby być, ani też nie należą do odkrywców własnych idei. Odpychanie, skakanie albo nadludzka prędkość nie przestają być szczytem doskonałego wyszkolenia i z drugiej strony wcale nie trzeba posiadać żadnego nadzwyczajnego talentu – Jak Mace Windu ze swoim „punktem przełomu”, czy „ukrycie w Mocy” Dartha Sidiousa – by zostać najpotężniejszym Jedi w historii. 

Serial, chociaż przeznaczony dla młodszych widzów, utwierdza mnie w przekonaniu, że jednym z powodów upadku Jedi było spoczęcie na laurach i utrata pokory.

Serial Star Wars: Rebelianci pogłębił rozbudowę mniej radykalnych światopoglądowo stronnictw związanych z Mocą. Doktryny Jedi oraz Sithów nie stanowią już ani jedynej, ani tym bardziej wystarczającej odpowiedzi. Tutaj też warto zaznaczyć, że pewnej zmianie ulega pozycja samych tytułów – w przypadku mrocznych lordów – które nabierają wyraźnych cech elitaryzmu. Jest to niezwykle intrygujące działanie, w zamierzeniu wychodzące naprzeciw zachowaniu „Zasady Dwóch”. Jeśli się jednak nad tym głębiej zastanowić, Sithowie wykorzystują swoje tytuły do wymuszenia na uczniach chęci dalszej nauki, stawania się lepszymi, byle tylko osiągnąć cel.

Ciemna Strona nabiera przy tym jednocześnie charakteru religijnej sekty, dążącej do zadowolenia jej najwyższego „kapłana”, paradoksalnie poprzez wyplenienie stricte politycznych przeciwników Imperatora.

Jakby tego było mało, granice dobra i zła wcale nie są tak ostre, jak mogłoby się wydawać, o czym też wspomniałem już kilka razy w poprzednich tekstach.

Rey The Force Awakens

Jak już zdążyliśmy usłyszeć i przeczytać niezliczoną ilość razy, Nową Trylogię tworzono przy ogromnym poszanowaniu dotychczasowego dorobku Sagi. Dla części odbiorców było to oczywiście cyniczne pustosłowie, skupione na tym, by zachęcić fanów do pójścia do kina. 

Jeśli jednak przyjrzeć się temu bliżej, zwłaszcza w kontekście podejścia do zagadnienia Mocy, szacunek dla umownego „pierwowzoru” jest głębszy niż może nam się wydawać.

Przebudzenie Mocy znów ukazuje nam obraz… No cóż, Mocy i zakonu Jedi, jako funkcjonujących w umysłach ludzi baśniowych historii o dawno zapomnianych, a może w ogóle nieistniejących bohaterach. Dostajemy po twarzach brutalną prawdą – z jakiegoś powodu Luke Skywalker zawiódł, a Ciemna Strona Mocy znów zwyciężyła. Ba! Jej użytkownicy są jeszcze potężniejsi niż poprzednio, potrafią czytać w myślach, zatrzymywać siłą woli pociski z blastera, a także zadawać nią ból bardziej dotkliwy niż w przypadku klasycznych tortur.

Tymczasem młoda, nikomu nieznana dziewczyna znikąd nagle dostaje się w trybiki historii i jakimś cudem radzi sobie, polegając na niesamowitych zdolnościach. Dla sporej grupy ludzi jest to bez sensu, a pokonywanie trudności przez Rey przypomina bardziej skróty fabularne niż rzeczywisty rozwój postaci. Dla mnie tymczasem to jest powrót do podstawowej koncepcji LucasaNowej Nadziei, że wrażliwym na jej działanie, Moc daje o sobie znać przy okazji zdania się na instynkty i zaufania samemu sobie. Kto zaś może to czynić lepiej niż sierota z pustynnej planety, od najmłodszych lat zdana wyłącznie na siebie? Tu nie ma znaczenia brak jej treningu, dziewczyna korzysta z pomocy Mocy (tak, wiem, ale to zupełnie niecelowy rym), a nie podporządkowuje jej sobie, jak czyni to Kylo Ren.

Moc znów pojawia się w swoim najbardziej pierwotnym kształcie – nie jako coś, dzięki czemu możesz skakać ponad roztapiającą się lawą, czy jako zwykły dopalacz dla twoich nóg, ale jako czysta siła, energia wspomagająca w potrzebie. Właśnie dlatego Rey udaje się przekonać szturmowca JB-007 do oswobodzenia, czy pokonać Kylo Rena podczas pierwszej walki. Ponieważ potrafiła kompletnie zaufać Mocy.

reyislandlastjedi

Jedną z fabularnych osi Ostatniego Jedi jest kontrast pomiędzy Kylo Renem a Rey, który można przełożyć także na płaszczyznę ich podejścia do Mocy. Dla Bena Solo Moc nie posiada mistycznego znaczenia. O ile się nie mylę, w trakcie filmu z jego ust nie pada ani jedno zdanie o Mocy, jej potencjale i tak dalej. Oczywiście, korzysta z niej, ale robi to albo w jakimś niecnym celu – jak nawiązywanie kontaktu z Rey, czy sterowanie mieczem świetlnym swojego dziadka – albo gwałtownie i bez głębszego przemyślenia – ot chociażby pomiatanie Huxem (uważam, że niewykorzystanie swoich umiejętności w trakcie walki z pretorianami będzie wyjaśnione!).

Podobnie postępuje Snoke, wspominający co prawda o potędze Ciemnej Strony, ale bez jakiegoś głębszego, religijnego respektu. W ich przypadku kontakty z Mocą przybierają postać skrajnego uprzedmiotowienia potęgi, środka służącego realizacji osobistych celów.

Po drugiej stronie mamy zaś Rey i Luke’a, którzy kierują nasze postrzeganie Mocy na – wydawać by się mogło – zupełnie nieznane tory. Od razu zaznaczam, nie chodzi mi tutaj oczywiście o to, że duchy Mocy mogą panować nad pogodą, oddziaływać na świat realny, czy – najbardziej problematyczną umiejętność – „projekcję Mocy” Luke’a, ale przede wszystkim odejście od utylitarnego traktowania jej dla ułatwienia własnego żywota.

Nie, dzięki Johnsonowi Moc odzyskuje należny jej, filozoficzno–mistyczny wymiar. Uwidacznia się to szczególnie poprzez trening Rey. Nie przez przypadek lekcje Luke’a skupiają się na przekazaniu fundamentalnych podstaw kontaktu z Mocą i ryzyka, jakie niesie poddanie się złu, niż wykorzystania Mocy do stricte fizycznego starcia.

Skywalker, mimo całego cynizmu, rozżalenia i niechęci, przekazuje Rey prawdę o uniwersalnym charakterze Mocy, zaznaczając jednocześnie, jak nadętymi bufonami byli rycerze Jedi okresu Starej Republiki, wierząc w wyjątkowość swojej roli. Luke w żadnym wypadku nie podważa jakiegoś dogmatu dotyczącego istnienia Mocy, wskazuje tylko, że towarzysząca jej sługom otoczka ideologiczna wypaczyła leżące u podstaw Zakonu ideały.

Nie bez powodu pozostaje fakt zachowania przez Rey oryginalnych tekstów Jedi. Zbyt wiele razy podkreśla się w filmie, że to są „pierwsze” teksty, ukryte w „pierwszej” świątyni i tak dalej, i tak dalej, żeby uznać to za przypadek.

To „pierwsze” w tym wypadku oznacza – według mnie – „czyste”, „słuszne”, „kompletne”

Celowo powstrzymuję się od użycia słowa „dobre”, ponieważ Nowa Trylogia nawet w tym aspekcie powstrzymuje się od radykalnych sądów – i Kylo i Rey potrafią czytać w myślach, oboje też korzystają z umiejętności przyciągania Mocą, co powoduje zniszczenie miecza Anakina Skywalkera.

Moc jest w Nowej Trylogii ponownie siłą indyferentną, wzbudzającą nie tylko zachwyt, ale i strach, zależnie od intencji korzystających z jej pomocy. 

Dotychczasowy dychotomiczny podział na Jasną i Ciemną Stronę Mocy znika, zastępuje go skontrastowanie głębokiego przeżycia duchowej relacji z powierzchownym instrumentalnym używaniem w celu złamania wroga.

Teraz mała dygresja 

Wybaczcie, starałem się wytrzymać w swoim noworocznym postanowieniu, niestety temat jest zbyt interesujący, żeby ot tak go urwać. Obiecuję, już prawie koniec, jeszcze tylko pozwolę sobie odpowiedzieć na jedno pytanie!

Czego spodziewać się w przyszłości?

Na pewno nie korzystania z Mocy w walce na zasadzie cyrkowych akrobacji a’la Obi-Wan i Anakin na Mustafarze. 

Czas Jedi nierealnie wymachujących mieczami już dawno minął.

Skoro Luke nie miał od kogo nauczyć się tych sztuczek – obaj jego mistrzowie byli już wyraźnie leciwi, a on sam pokazał podczas swoich starć wyłącznie umiejętność skakania na ponadprzeciętne dystanse – to w żadnym razie nie przekazał tego swoim uczniom.

Uważam, że pojedynki na miecze świetlne pozostaną utrzymane w duchu starcia z Ostatniego Jedi, co w żadnym wypadku nie odbiera im epickości.

Czego jeszcze?

Dalszego powrotu do filozoficzno-duchowego wymiaru kontaktu z Mocą, nastawionego raczej na jej kontemplację, niż wykorzystania w walce. Podejrzewam, że głębia więzi istot z tą przepełniającą świat energią zostanie podkreślona poprzez jej pacyfistyczny charakter, skupiony wokół pomagania innym bez odwoływania się do rozwiązań siłowych. Byłaby to ciekawa klamra kompozycyjna, odwołująca się do słów „Jedi są strażnikami pokoju, nie żołnierzami”.

Nie zdziwiłbym się, gdyby na koniec Rey po prostu wyrzuciła miecz świetlny.

Na sam koniec, spodziewam się dalszego rozwoju wachlarza zdolności związanych z Mocą. Nie zdziwię się, jeśli pojawi się leczenie Mocą – coś na kształt zdolności, jakimi dysponował Cade Skywalker – oraz jakąś podobną, równie mistyczną umiejętność po stronie Rena mającą podkreślić militarnych i czysto utylitarnych charakter jego korzystania z Mocy.

Cokolwiek by to nie było, jedno wiem na pewno. 

Moc będzie z nami.

Zawsze.


Rozważ wsparcie nas poprzez Patronite. Wszelkie środki, które dzięki Tobie uzbieramy, przeznaczymy na rozwój naszego portalu. Szczegóły po kliknięciu w odnośnik poniżej. Dziękujemy!Patronite

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d blogerów lubi to: