Skip to content
Reklamy

Co z Ruchem Oporu w IX Epizodzie?

Resistance & Holdo

Drogie Czytelniczki i drodzy Czytelnicy!

Ogłaszam, że po dłuższej przerwie spowodowanej – co tu owijać w bawełnę – nadmiarem zadań ponurej codzienności, powracam z tekstem wpisującym się nieco w tendencję moich ostatnich przemyśleń. Postaram się przewidzieć, co nas czeka w przyszłości.

A mówiąc nieco górnolotnie i bardzo, bardzo ogólnikowo, mam tu oczywiście na myśli nie stan naszej polityki zagranicznej ani nawet nie cały, naprawdę ciekawie się zapowiadający projekt uniwersum Star Wars. Do tej drugiej kwestii postaram się odnieść – enigmatycznie precyzując – we właściwym czasie.

Dzisiaj skupię się tylko i wyłącznie na drobnym wycinku rozrastającego się coraz bardziej Nowego Kanonu – sytuacji politycznej w zwieńczeniu Nowej Trylogii.

Zakończenie VIII Epizodu jest skonstruowane w taki sposób, że nie sugeruje kompletnie nic, no może poza jednym, czy dwoma drobniejszymi niuansami fabularnymi. Ten finał powoduje, że zastanawianie się nad dalszym ciągiem historii będzie zadaniem równie skomplikowanym, co dającym mnóstwo frajdy. Przynajmniej mam taką nadzieję.

Zacznijmy od Ruchu Oporu. 

Ups, przepraszam… Od reaktywowanej Rebelii.

W tym przypadku należy brać gigantyczną poprawkę na to, co dzieje się w realnym świecie. Wbrew zapewnieniom Disneya, nie jestem pewien, czy śmierć Carrie Fisher w ogóle była brana pod uwagę na etapie tworzenia Nowej Trylogii. Stopniowe budowanie jej postaci na zasadzie istotnego elementu drugiego planu – dając miejsce najpierw na pożegnanie Hana Solo, a następnie Luke’a Skywalkera – miało moim zdaniem zostać zakończone kulminacją w postaci przejęcia przez Leię pełni polityczno-militarnej władzy w odtworzonym Ruchu Oporu. Gdybym miał zasugerować to porównanie do naszych, historycznych uwarunkowań, powiedziałbym, że jej władza przypominałaby coś pomiędzy dyktaturą z czasów Powstania Styczniowego a okresem pryncypatu pierwszych cesarzy (ze szczególnym naciskiem na rządy Oktawiana Augusta).

Dlaczego aż taki rozrzut?

Z bardzo prostej przyczyny – nie mam pojęcia w jaką stronę poszliby twórcy. To, że Leia stałaby się centralną postacią nowo tworzonego ustroju jest raczej pewne. Jako weteranka poprzedniej wojny domowej byłaby nieocenionym atutem w walce z Najwyższym Porządkiem, zarówno jeśli chodzi o jej doświadczenie w prowadzenia działań galaktycznej partyzantki, jak i zawiązywaniu ewentualnych politycznych sojuszy. Dodatkowo, przyjąwszy optymistycznie, że Disney nie chciałby powtarzać wątku z próbą restauracji Republiki – przynajmniej wprost – i ponownego ustawiania konfliktu na osi demokracja – autorytaryzm, założyłem, że władze Rebelii byłyby kolegialne, ale z bardzo silnymi prerogatywami jednostki, w tym wypadku generał Organy. Jest to o tyle istotne, że jej władza – w przeciwieństwie do rządów Palpatine’a wywalczonych politycznymi machinacjami, a następnie oparciem całego systemu na dyktaturze wojskowej – opierałaby się na charyzmacie i autorytecie Lei, jako doświadczonej wojowniczki oraz wytrawnej polityk. Najbliżej byłoby właśnie do tych dwóch przykładów historycznych, przy czym dyktatura powstańcza dotyczyłaby bezpośrednio walki z Najwyższym Porządkiem, a zasada primus inter pares – z oczywiście odpowiednimi modyfikacjami na potrzeby świata Gwiezdnych Wojen – zostałaby wprowadzona już po pozytywnym zakończeniu konfliktu.

Rey and Poe

Mówiąc nieco dokładniej…

Podczas walki Leia – wraz z grupą najbliższych doradców, czyli na dobrą sprawę Poe, może Rey, oraz ewentualnie liderami resztek Ruchu Oporu rozsianych po galaktyce – stanowiła rzeczywiście jednostkę o prerogatywach właściwych dyktatorom powstańczym. Jednoosobowo podejmowałaby decyzje strategiczne – nie ma się co oszukiwać, już w Ostatnim Jedi zdania odrębne wyższych oficerów Ruchu Oporu miały charakter wyłącznie opinii – czy to o charakterze militarnym, czy politycznym.

W wypadku tych drugich należy rozważyć także takie sytuacje, jak ewentualne porozumienie się z jakimiś typami spod ciemnej gwiazdy – mówiąc bardzo eufemistycznie. Oczywiście taką sytuację można brać pod uwagę, jeśli przyjmiemy, że byłaby zachowana ciągłość tonowania nieco baśniowego heroizmu Rebelii.

Z drugiej strony, można też bardzo łatwo wyobrazić sobie scenariusz przeciwny. Rebelia staje się znów krystaliczną siłą dobra i rozpoczyna coś przypominającego galaktyczną rewolucję – dołączają do niej nie tylko przeciwnicy Najwyższego Porządku, ale także – a może przede wszystkim – wszelkiej maści niewolnicy, biedacy, tłamszone pod żelaznym obcasem Najwyższego Porządku rasy, słowem, wszyscy ci, których zainspirowała historia Luke’a Skywalkera, chłopca znikąd, który stał się największym herosem Rebelii. 

Który ze scenariuszy jest bardziej prawdopodobny, przekonujący czy odpowiedniejszy, to już kwestia indywidualna.

Ja, dla odmiany, zachowam w tajemnicy własną opinię.

Już w czasach powojennych Leia mogłaby pełnić rodzaj organu decyzyjno-rozjemczego, który ograniczałby „słabość” – zważajcie na ten, jakże istotny cudzysłów padający z ust zadeklarowanego demokraty – ewentualnego przywróconego Senatu bądź innego organu mającego podobne kompetencje. Nie byłby to w żadnym wypadku autorytaryzm imperialny, raczej właśnie rządy „jednostki wybitnej”, oparte – jak już wspominałem – o jej osobisty charyzmat, doświadczenie i czystość intencji.

W bardzo podobny sposób – czy zgodnie z prawdą, czy nie, to także kwestia domysłów – prezentował się właśnie Oktawian August. Prawdą jest, że nie przegiął i zachował rządy senatu, nawet, jeśli były one fasadowe. Podobnie byłoby z Leią, która – niczym troskliwa, ale wymagająca matka – trzymałaby wszystko za gębę bez maksymalnego dokręcenia śruby.

I tak docieramy do metaforycznego miejsca wyjścia, czyli moich podejrzeń o nieuwzględnienie śmierci Carrie Fisher w prowadzeniu dalekosiężnych planów dla uniwersum – bo, że takie istnieją, nawet wbrew zapewnieniom twórców, wątpliwości nie mam. Jej nagłe odejście wymusza zmianę prowadzenia narracji – szczęśliwie nie o sto osiemdziesiąt stopni.

Przede wszystkim, jestem pewien, że postać Lei zostanie uśmiercona off-screen – tak, wiem, to oczywiste, ale czytajcie dalej – ale będzie ona stanowiła niezwykle istotny element fabularny. Po pierwsze, pozwoli na dowolny przeskok czasowy, a po drugie – i zdecydowanie ważniejsze – jej pogrzeb – w przeciwieństwie do braku upamiętnienia śmierci Hana Solo – stanie się punktem wyjścia dla wszystkich wątków oraz bardzo istotnym elementem gry propagandowej.

Ceremonię wyobrażam sobie mniej więcej jako chwilę, w której cała rebeliancka wierchuszka, najważniejsi dowódcy, jej „bohaterowie z plakatu” – Rey, Finn, Rose oraz reszta ekipy ocalałej z bitwy na Crait – gromadzą się nad trumną generał Organy i wysłuchują przemówienia nowego przywódcy Poe Damerona. Porywająca, pełna pasji i nadziei przemowa – daj Boże, bez wspominania o iskrze mającej rozniecić płomień, który wypali Najwyższy Porządek” – będzie miała na celu legitymizowanie przejęcia pełni władzy właśnie przez Poe oraz symboliczne zaakceptowanie go w roli przywódcy.

Może się wydawać, że w porównaniu z Leią, Dameron będzie miał zdecydowanie słabszą pozycję i będzie musiał wywalczyć sobie szacunek innych, ale nie ma się co oszukiwać, w świecie, w którym przemytnik z wyrokiem za swoją głowę, łowcami nagród na karku i praktycznie zerowym wykształceniem taktycznym – chyba, że to ostatnie zweryfikuje Solo – otrzymuje stopień generała i zostaje wyznaczony do poprowadzenia najistotniejszej z punktu widzenia ostatecznej rozprawy z Imperium misji, wszystko jest możliwe. Z resztą, nie po to Poe dojrzewał w Ostatnim Jedi , żeby w Części IX miał pełnić jakąś trzeciorzędną rolę. Ot, po prostu jego rozwój zostanie przyspieszony.

Dameron awansuje do roli przywódcy – spadkobiercy dorobku generał Organy, jej duchowy następca oraz kontynuator szlachetnej myśli o byciu liderem, jako powinności, a nie przywileju, co całkiem nieźle ustawi go w opozycji do nowego Najwyższego Przywódcy, czyli Kylo Rena.

kylo ren 2 trailer 2

Oczywiście, polityczny pojedynek pomiędzy matką a jedynym synem miałby w sobie zdecydowanie więcej dramatyzmu, ale takie ustawienie konfliktu także ma niemały potencjał. Dwóch mężczyzn, na których niewątpliwy wpływ miała ta sama, zmarła osoba, stanie po przeciwnych stronach barykady, rozumiejąc podobny sposób prowadzenia rządów w zupełnie odmienny sposób.

Od razu podkreślam znaczenie słowa „podobny”, chodzi o nastawione na wojskowość i jedynowładztwo, które w przypadku Najwyższego Porządku to oczywiście autorytaryzm w najczystszej postaci. Najwyższy Przywódca ma – z tego, co zdążyliśmy wywnioskować – w nim władzę absolutną, a cała struktura jest ściśle podporządkowana hierarchii wojskowej. Tu nie ma mowy o jakimś kolegialnym sposobie sprawowania rządów – wszystkie opinie doradcze traktowane są z podobną subtelnością, jaką zaprezentował Ben wobec Huxa.

Samo zaś władztwo prezentuje się niezwykle podobnie, jak w przypadku Imperium, chociaż jego rzeczywistego zasięgu ani siły oddziaływania nie można być pewnym. Po raz kolejny pozwalając sobie na drobną analizę dostępnego materiału powiem tylko, że nie zdziwię się, jeżeli rycerze Ren powrócą w charakterze przywódców poszczególnych sektorów gwiezdnych, niczym moffowie z Oryginalnej Trylogii.

Jakie by to władztwo nie było, w przypadku Najwyższego Porządku i tak najistotniejsza jest osoba Najwyższego Przywódcy, który – delikatnie mówiąc – nie będzie miał łatwego życia.

Raz, że nie posiada podobnej charyzmy jak jego mistrz – chyba zaczynacie dostrzegać pewne paralele, które w stu dziesięciu procentach są celowe – ale także będzie zmuszony do umocnienia swojej pozycji.

Dlaczego?

Ano dlatego, że swoje rządy rozpoczął od ogromnego blamażu, jakim było niewątpliwie niepowodzenie w zniszczeniu Ruchu Oporu na Crait. Przestawienie własnego interesu ponad interes Najwyższego Porządku przy takiej masie świadków, do tego ta legenda o jego mistrzu… Wszystko to wcale nie ustawia go na silnej pozycji, którą posiadał Snoke, o Imperatorze nawet nie wspominając. Po raz trzeci popuszczając wodze fantazji, pozwolę sobie na zasugerowanie, że Najwyższy Przywódca w celu pokazania, jaki jest silny, będzie musiał dokręcić śrubę, zarówno mieszkańcom planet znajdujących się w strefie wpływów jego organizacji, jak i swoim własnym podkomendnym. Oczywiście drugim rozwiązaniem byłoby podzielenie się władzą, jakieś przywileje dla najbardziej kluczowych graczy po jego stronie planszy do Dejarika, ale nie oszukujmy się, Kylo Ren nie po to zdobył władzę, żeby się nią dzielić. Do tego tytuł Najwyższego Przywódcy także zobowiązuje.

Pozostaje więc droga wymuszania posłuszeństwa za pomocą terroru i, mówiąc cynicznie, taki sposób sprawowania władzy jest niezwykle skuteczny, ale jedynie do pewnego momentu. Okrucieństwo wobec podwładnych może w perspektywie przełożyć się na zmniejszenie poparcia dla władzy centralnej, czy wręcz odwrócenie się od niej. 
Jeżeli dojdzie do tego wyjaśnienie, że to tak naprawdę Kylo zamordował Snoke’a… Kto wie, jak zakończy się historia Armitrage’a Huxa?

Oczywiście nie uwzględniłem tutaj własnych teorii na temat chęci odkupienia Bena Solo. Nie bez powodu.

Po prostu zostawiłem to sobie na koniec.

Otóż…

Jeżeli przyjąć moje rozumowanie z poprzednich tekstów, nowy Najwyższy Przywódca nadal pozostaje największą niewiadomą w całej tej układance. To powinno ucieszyć zwłaszcza fanów Oryginalnej Trylogii, w końcu los całej galaktyki znów będzie zależał od osoby związanej z rodem Solo i Skywalkerów. 

I to, kurczę blade, jednocześnie!

Tyle na dzisiaj!


Rozważ wsparcie nas poprzez Patronite. Wszelkie środki, które dzięki Tobie uzbieramy, przeznaczymy na rozwój naszego portalu. Szczegóły po kliknięciu w odnośnik poniżej. Dziękujemy!Patronite

Reklamy

Jedna myśl w temacie “Co z Ruchem Oporu w IX Epizodzie? Dodaj komentarz

  1. Co prawda nie na blogaskach, ale po reaktywacji SW i śmierci Solo – obstawiłem jeden (imo słuszny) kierunek – wywalić bohaterów starej trylogii. Po pierwsze nie są sexy dla młodego pokolenia (owszem zgredzi w moim i nieco starszym wieku, kupują mnóstwo śmiecia zwanego franczyzą, ale to na dzieciach się zarabia, a nie na wydania kolekcjonerskich – choć oddając sprawiedliwość podtrzymują zainteresowanie).
    Podejrzewam, również, że rebelia upadnie, co ze strategicznego punktu widzenia będzie najlepszym sposobem na rozwalenie imperium – wydatki na wojsko nie będą uzasadnione itd. itd. Chociaż twórców i ludzi pracujących w świecie SW nigdy nie posądzałem o nadmiar wyobraźni, co przy disneyu może się zmienić, pojawi się nowe zagrożenie i może sporo namieszać (oby). Układ złe imperium, dobrzy rebelianci już się przejadł – w ostatniej promyk rzucony, że na tym konflikcie zarabiają handlarze bronią na jednej i na drugiej stronie jest ciekawszy, niż kontynuacja oryginalnego konceptu walki ze zła.

    Polubienie

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d blogerów lubi to: