Han Solo i największe wyzwanie w dziejach – fragment „Star Wars: Last Shot”

Last Shot cover

Han Solo – szmugler, bohater i ojciec. Powieść Star Wars: Last Shot autorstwa Daniela José Oldera skupiać ma się właśnie na tych trzech cechach słynnego pilota, a akcja ma być osadzona w trzech okresach: w czasie, kiedy Lando był właścicielem Sokoła, niedługo po tym, jak Han przejął statek oraz krótko po bitwie o Endor. Dzięki StarWars.com mamy szansę przeczytać fragment z udziałem samego Solo i jego syna.

Fragment w naszym tłumaczeniu:

– … DO KSIĘŻNICZKI LEI ORGANY. WAŻNA WIADOMOŚĆ dla Księżniczki Lei Organy. Proszę o odpowiedź. Ważna…

– Hngh… – Han Solo obudził się z małą stopą na twarzy i irytującym głosem droida rozbrzmiewającym w uchu. – Co? – Stopa była częścią drobnego ciała Bena Solo, śpiącego, jakby była to jego pierwsza drzemka od wielu dni. Han otworzył szeroko oczy. Czy chłopieć się obudził?

– Przekażę wiadomość od kanclerz Mon Mothmy natychmiastowo – zakomunikował T-2LC, droid protokolarny Lei.

– Co? Nie! – Han usiadł, wciąż próbując nie poruszyć za bardzo Benem. Nie miał na sobie koszulki, a jego włosy wskazywały co najmniej osiem różnych kierunków. Prawdopodobnie miał strupa na twarzy. Nigdy nie chciał rozmawiać z Mon Mothmą tak po prostu, a co dopiero półnagi i zaspany.

– Leia? – zapytał głos, podczas gdy pokój został zalany niebieskawym światłem hologramu.

Ben poruszył się i kopnął Hana w twarz.

– Och – powiedziała Mon Mothma łypiąc na projekcję, która była do niej przekazywana, gdziekolwiek była. – Przepraszam, generale Solo.

– Nie jestem już generałem – burknął Han, starając się nie mówić zbyt głośno.

Mon Mothma kiwnęła głową.

– Jestem tego świadoma – już zdążyła uderzyć Hana jej swego rodzaju widmowa obecność, te lniane szaty i odległy wygląd. Niebieski hologram tylko wzmacniał to uczucie. – Mam zwyczaj zwracania się do naszych weteranów używając stopni, bez względu na ich obecny status.

– Oczywiście – powiedział Han.

– Czy jest gdzieś w pobliżu Leia?

– Mogę cię przekierować – zasugerował T-2LC i obrócił się akurat w taki sposób, że światło hologramu padało idealnie na twarz małego Bena.

– Elsie! – Han ostro zwrócił uwagę.

Od niebieskiej poświaty otaczającej Bena, jego oczy się otworzyły. Wybuchnął płaczem. Han potrząsnął głową; nie mógł winić dziecka – prawdopodobnie sam zrobiłby to samo, gdyby został niespodziewanie zbudzony i postawiony przed hologramem Mon Mothmy. Co w zasadzie się zdarzyło, pomyślał po chwili zastanowienia.

– Cii, chodź do taty, mały – sięgnął rękami pod malutkie ręce syna i podniósł go, tak, że Ben szlochał w pierś Hana. Han czuł delikatne bicie serca dziecka, kiedy Ben łkał i pociągał nosem.

– Dlaczego od razu tego nie zrobiłeś? – szepnął gniewnie Solo.

– Przepraszam, sir. Jestem zaprogramowany, aby pilne wiadomości przekazywać od razu do najbliższego domownika, którym w tym wypadku…

– W porządku. Idź znajdź Leię.

– Jak sobie życzysz, sir.

– Bezczelny – mruknął Han trzymając cały czas Bena podczas dźwigania się z łóżka. – Uuuch… – W dolnej części pleców pojawił się nagły i krótki ból. Rany z dawnych bitew. Albo po prostu starość. Albo i to, i to. Świetnie. Holoekran w pokoju pokazywał datę: 0430. Miał na dzisiaj zaplanowanych parę nudnych spotkań, trzeba było zaliczyć tydzień planowania i przygotowywania inauguracyjnego spotkania Komisji Pilotów Nowej Republiki, której przewodniczenie Han nie bez oporów zaakceptował – cały czas starał się ustalić, jak dał się wciągnąć w to szaleństwo. Han nienawidził planowania. Podobnie, jak przygotowywania. Ale czego naprawdę nienawidził ponad wszystko, może poza samym Imperium, to spotkania. A że Imperium nie istniało już od ponad dwóch lat, po tym, jak resztki ich floty zostały rozbite nad Jakku, kiedy Ben się urodził, droga do pierwszego miejsca na Liście Rzeczy, Których Han Nienawidził była w pełni oczyszczona dla spotkań.

A jeśli było coś, co kochała ta początkująca republika, to były to właśnie spotkania.

W sumie pewnie mógłby się jeszcze trochę przespać, zanim będzie musiał się zbierać, pomyślał Han leżąc na plecach. Mały Ben spojrzał na niego przeszywającym wzrokiem, studiował Hana tymi ciemnymi oczami skierowanymi na niego. Han nie miał pojęcia, jakim cudem dwuletnie dziecko mogło mieć takie stare oczy. Wydawało się, jakby Ben czekał całe tysiąclecia, aby pojawić się akurat w tym momencie w historii świata.

Powolutku oczy Bene stopniowo się zamykały, w miarę jak jego podbródek wpasowywał się w ramię Hana.

Han kiwnął głową, uśmiechając się. Tak więc oto on, myślał o losach i przeznaczeniach. Zaczynał brzmieć jak Luke.

Ta myśl przyprawiła go o dobry humor i rozluźniła i cały ten kłębek różnych uczuć towarzyszący mu od pobudki bez ostrzeżenia zaczął się rozpływać – razem z sypialną, ścianą po drugiej stronie pokoju i cichym śpiewem ptaków dochodzącym z zewnątrz oraz światłem nadchodzącego dnia, wszystko zmieniało się w przyjemne otumanienie…

… Dopóki oszalałe stukanie jeszcze raz nie wrzuciło brutalnie Hana z powrotem w świat świadomości.

– Co? – delikatnie położył Bena i wstał z szybciej bijącym sercem.

Bang bang bang!

Balkon. Odgłos dochodził od drzwi balkonowych. Trzymając się poza widokiem wysokich okien, Han podniósł Bena i położył go na podłogę w części pokoju odległej od stukotu. Zakradł się do stolika nocnego, otworzył szufladę i wyciągnął blaster. Odbezpieczył broń i skierował się w stronę drzwi.

Bang bang bang!

Teraz w rogu, jedną ręką trzymając klamkę, z drugą gotową do oddania strzału zerknął na Bena. Cały czas spał. Han najbardziej chciał po prostu przebić się przez najbliższe okno i pozwolić blasterowi robić swoją robotę, ale to nie byłaby dobra droga. A jeśli faktycznie było jakieś zagrożenie, tak bezmyślny ruch mógłby sprowadzić śmierć zarówno na niego, jak i Bena.

Powoli, z wyczuciem obrócił głowę, żeby spojrzeć na ekran pokazujący balkon.

Wszystkie spięte mięśnie w jego ciele rozluźniły się w jednym momencie i otworzył szeroko drzwi, a na jego twarz wstąpił ogromny uśmiech. Ubrany na fioletowo stał przed nim Lando Calrissian, wystrojony, jak zawsze bez zarzutu w koszulę, pół pelerynę, lśniące buty i z perfekcyjnie przyciętą kozią bródką.

– A niech mnie, jeśli to nie jest… – zaczął Han, ale pozwolił opaść głosowi.

Coś jednak się zmieniło: brakowało szerokiego łajdackiego uśmiechu na twarzy Lando. Właściwie to wyglądał na poważnie zdenerwowanego.

– O co chodzi, stary? I czemu…

Han nie zdążył dokończyć, ponieważ Lando wychylił się podnosząc zaciśniętą pięść i z całą siłą, o jaką można było go posądzić, wycelował w Hana. A wtedy, jak można się domyślić, pięść spotkała twarz i Han odleciał w tył, wydając z siebie zszokowane chrząknięcie i kiedy wszystko odpływało w ciemność pomyślał jeszcze tylko: Powinienem był się tego spodziewać.

Last Shot, opowieść o Hanie i Lando, trafi do sprzedaży w Stanach Zjednoczonych 17 kwietnia. Jak na razie nie mamy informacji na temat polskiego wydania.


Rozważ wsparcie nas poprzez Patronite. Wszelkie środki, które dzięki Tobie uzbieramy, przeznaczymy na rozwój naszego portalu. Szczegóły po kliknięciu w odnośnik poniżej. Dziękujemy!Patronite

Reklamy


Kategorie:Książki

Tagi: , , , , ,

1 reply

Trackbacks

  1. Przeczytajcie kolejny fragment książki „Star Wars: Last Shot” – Sana Starros w akcji! | Star Wars: Rebelianckie Szumowiny

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d blogerów lubi to: