Rozmawiamy z Filipem Ogrodowczykiem – współorganizatorem „Holokronu”


Holokron-Krzysztof-Kellner

Fot. Krzysztof Kellner

Klimat w zasadzie idealny…

Rozmawiamy z Filipem Ogrodowczykiem, członkiem zarządu Łódzkiego Fanklubu Star Wars.

Kilka dni temu przedstawiłem Wam moją relację z Holokronu: zlotu fanów Star Wars, zaś teraz, bez zbędnych wstępów, zachęt, namawiań i podsumowań, zapraszam Was do zapoznania się z moimi dalszymi losami w pokoju 310 Łódzkiego Domu Kultury.

Zostałem przyjęty niezwykle życzliwie przez grupę ludzi w koszulkach z charakterystycznym logiem – znakiem rozpoznawczym Łódzkiego Fanklubu Star Wars. Z ekipy tej został wyłoniony przedstawiciel – Filip Ogrodowczyk, który zgodził się poświęcić mi kilka(naście) minut swojego naprawdę cennego czasu.

Nie było to zadanie wcale tak łatwe, jak się może wydawać – w środku panował nastrój determinacji, skupienia, ale także bardzo pozytywnej ekscytacji nie do końca sprzyjający spokojnej, nieprzerwanej dyskusji, przynajmniej na początku. Ciężko się było skupić, kiedy ktoś wchodził, ktoś wychodził, to Sith, to Rycerz Jedi, to rebeliant – moją uwagę skutecznie odciągały naprawdę świetnie przygotowane kostiumy. Jakby tego było mało, Filip w międzyczasie nadal koordynował działania innych, rozwiewał ewentualne wątpliwości i załatwiał kilka innych rzeczy.

Na szczęście jednak udało nam się porozmawiać i powiem szczerze, że zdążyliśmy poruszyć kilka naprawdę interesujących kwestii:

Rebelianckie Szumowiny: No dobrze, pozwól, że zaczniemy od serii pytań wprowadzających, na których szczycie znajduje się chyba najbardziej przewidywalne… Mianowicie, skąd pomysł nie tylko na samo spotkanie, ale również tę konkretną formę?

Filip Ogrodowczyk: Najważniejsze była motywacja do stworzenia czegoś „swojego” – chcieliśmy, żeby Łódzki Fanklub Star Wars zrealizował kolejną autorską inicjatywę. Drugim powodem są konkursy – na podobnych imprezach jest ich zazwyczaj mało i są albo ogólne, albo niezwykle precyzyjne –często nie wiesz, na jaki de facto idziesz konkurs, czy dotyczący filmów, czy komiksów…

My chcieliśmy zrobić coś innego – dzień samych konkursów, 19 konkretnych punktów programu z jasno zakreślonymi tematami , poziomem trudności i wymaganiami wiedzy.

RS: A dlaczego akurat Łódź?

FO: Przede wszystkim dlatego, że działa tutaj niezwykle aktywny fanklub Star Wars, ale nie tylko.

Mamy w Łodzi sporo znajomych, którzy angażują się w inne projekty związane z Gwiezdnymi Wojnami. Co więcej, jako fanklub korzystaliśmy i korzystamy z gościnności Łódzkiego Domu Kultury regularnie już od lat – organizujemy tu nasze spotkania – i mogliśmy porozmawiać z władzami „ŁDK-u”, czy byliby skłonni wspomóc nas w zorganizowaniu tu czegoś większego.
W zasadzie klimat był idealny.

RS: Czyli obyło się bez problemów?

FO: Bez.

RS: No dobrze, przechodząc teraz do mniej tendencyjnych pytań… Jak Wy – jako Fanklub – oceniacie fanów w Polsce? Czy my w Polsce wychodzimy z tego przysłowiowego cienia, a bycie fanem Gwiezdnych Wojen przestaje być czymś niszowym?

FO: Zdecydowanie, zdecydowanie. Bycie fanem Star Wars od dawna nie jest niszowe, nie jest „tematem tabu”, czy powodem do jakiegokolwiek wstydu. Masa ludzi w różnym wieku zaczyna angażować się w życiu społeczności fanowskiej – czy to poprzez robienie strojów, przygotowywanie różnych prelekcji czy organizowanie podobnych akcji.

RS: Dziesięć, piętnaście lat temu – w czasach Prequeli – bycie fanem Gwiezdnych Wojen było w 80, 90 procentach domeną mężczyzn. Jak teraz się zmienia demograficznie i jeśli chodzi o płeć?

FO: W tym momencie wciąż przewaga jest mężczyzn, ale widać pewne zmiany i w tym zakresie .

RS: W strukturze wiekowej też? Widać zmianę pokoleniową?

FO: No cóż… Najwięcej osób jest w tzw. „wieku studenckim” w przedziale 18 – 25 lat. Jest także parę osób starszych, w przedziale 30 – 40, a co do młodszych… Na razie niewiele jest stałych członków poniżej osiemnastego roku, ale na nasze spotkania przychodzą tak naprawdę ludzie od dziecka do czterdziestki.

RS: A propos przychodzenia na spotkania, to pozwól, że zapytam bardziej prywatnie… Jak Tobie się zdarzyło wejść do fandomu? Przez znajomych?

FO: Gwiezdne Wojny towarzyszyły mi przez całe życie, ale tak na dobrą sprawę do Fanklubu wszedłem 2 lata temu. Akurat wychodziła VII część i mniej więcej w tym samym momencie wybrałem się na swój pierwszy Międzynarodowy Festiwal Komiksu odbywający się w Łodzi, gdzie blok Star Wars organizował nasz fanklub.
I właśnie tak tu trafiłem.

RS: Chciałem jeszcze zahaczyć o zmianę pokoleniową – kiedy szedłem do „ŁDK-u” zobaczyłem małego chłopca z bardzo podekscytowanym ojcem, którzy również maszerowali na Holokron. Zacząłem się zastanawiać nad tym, jak takie początki mogą rezonować na – dosłownie – najmłodsze pokolenie fanów. Ja sam poznałem Gwiezdne Wojny dzięki tacie, ale określiło to mój stosunek do sagi – z ogromnym szacunkiem do Oryginalnej Trylogii na czele. 

Myślisz, że dzisiejsi kilku lub kilkunastolatkowie, będą jakoś inaczej odbierać poszczególne części sagi? I czy zainteresowanie Gwiezdnymi Wojnami w naszym kraju ma szansę przetrwać?

FO: Na to można spojrzeć z dwóch stron. Wydaje mi się, że duch Oryginalnej Trylogii nadal jest niezwykle silny pośród polskich fanów i utrzyma się u przyszłych pokoleń.

Obecnie dorastające pokolenie wychowujące się właśnie na tej Nowej Trylogii a poznając poprzednie filmy dopiero później wraz z całym bogactwem Nowego Kanonu, ma możliwość uczestniczenia w ogromnym ruchu, nowej erze w historii fanów, która rozpoczęła się razem ze sprzedażą Lucas Arts Disneyowi.

To jasne, że będą zmiany w odbiorze, ale zainteresowanie Gwiezdnymi Wojnami zdecydowanie nie zniknie.

A jeśli chodzi o kwestię zainteresowania światem Star Wars, to ja sam zaczynałem od oglądania filmów na kasetach video moich rodziców.

RS: Jak większość z nas…

FO: Dokładnie (śmiech). Jednak rodzice w większości przypadków zostali jednak wyłącznie przy filmach. My „poszliśmy dalej” . Jasne, nasi rodzice są często podekscytowani, bo kolejna część wchodzi na ekrany kin, ale wiele młodych zaczyna się interesować Gwiezdnymi Wojnami „bo ta książka, ten komiks, ta gra”. To jest coraz bardziej zróżnicowane.

RS: Zgadzam się. Nie wiem, jakie są Wasze odczucia, ale to jest także pochodną tego, że po prostu obecnie łatwiej jest dostać takie rzeczy.

FO: Oczywiście, w ogóle nie ma porównania z pokoleniem naszych rodziców. Kiedyś było to oglądanie filmów na kasecie video, a teraz, każdemu wyjściu kolejnej części, towarzyszy tak ogromny boom tylu różnych gadżetów w sklepach, że zwyczajnie nie da się tego porównać.

RS: Wracając do dzisiejszego Holokronu… Ze swojej strony naprawdę podziwiam Wasze zaangażowanie, domyślam się, że organizacja takiego spotkania jest sporym przedsięwzięciem, ale muszę zapytać o przyszłość.

Czy uważasz, że uda nam się kiedyś dogonić zachodnie konwenty i któregoś dnia na podobne imprezy będą przychodziły porównywalne tłumy fanów?

FO: Już się zdarzają w Polsce imprezy, na które przychodzi mnóstwo fanów, chociażby toruński StarForce. Samo StarForce było po trosze inspiracją dla mnie do zaangażowania się w organizację imprez Star Wars.

Jeśli chodzi o poziom „Celebration” w USA, czy Anglii, to powiem tak: Może zaczekajmy aż  podobny poziom „Celebration”  pojawi się w Polsce…

RS: Jesteśmy chyba na dobrej drodze, prawda? Polskie Comic-Cony zaczynają nabierać znaczenia także w Europie.

FO: Jak najbardziej. Dlatego ja jestem dobrej myśli, bo ta starwarsowa maszyna nie zwalnia, ona dopiero się rozkręca i będzie szła dalej. Uważam, że nie należy czekać, czy będzie aż tak duże, jak na zachodzie, grunt, że będzie coraz większe tu na miejscu, prawda?

RS: No dobrze, na koniec zostawiłem pytania z kategorii „od fana do fana”. Jak oceniasz zmiany zachodzące w samym uniwersum SW?

FO: Tak, jak mówiłem, zacząłem swoją przygodę od filmów na kasetach, miałem wtedy dziesięć, może dwanaście lat. Grałem też w różne, dostępne wtedy gry, ale, no cóż, na kilka lat przed wyjściem VII części to zainteresowanie nieco osłabło. Jednak „Przebudzenie Mocy” nie dość, że je ożywiło, to jeszcze wzmocniło – ja jestem przykładem osoby, którą nowe kierunki bardzo zachęciły. Na tyle, że wciąż mnie to trzyma, wciąż intryguje i sprawia, że jestem aktywnym członkiem fanklubu.

RS: Pytam ponieważ wiecie, co się działo w grudniu, kiedy na ekrany kin wszedł „Ostatni Jedi” i jakie kontrowersje wywołał pośród wieloletnich fanów. A jak u Was została przyjęta ta część? Czy prowadziliście rozmowy nt. tego filmu no i oczywiście, patrząc na to, jak skrajne ten film potrafił wywołać emocje, jak wy się do tego ustosunkowaliście? 

Mówiąc krótko, z którą częścią mitycznego „fandomu” mam do czynienia?

FO: (śmiech) W naszym fanklubie każda osoba ma swoje indywidualne, niezwykle zróżnicowane i silne odczucia co do tego filmu. To jest właśnie jedyna pewna rzecz, jaką można powiedzieć o tym filmie – żaden fan na pewno nie wyszedł z seansu bez zastanowienia się nad całym uniwersum.

My, jako fanklub, dyskutowaliśmy o „Ostatnim Jedi” kilka razy i muszę powiedzieć, że każda kolejna rozmowa była zupełnie inna, oryginalna, chociaż prowadzona przez te same osoby.

Ja, po pierwszym i po drugim obejrzeniu filmu miałem zupełnie inne podejście do rozmowy. Uważam, że „TLJ” jest filmem, o którym się rozmawia i nadal będzie się rozmawiało. Tak naprawdę, przy obecnym poziomie popularności, każdy film ze świata Star Wars, jaki wyjdzie na ekrany kin, będzie obgadywany dokładnie latami.

RS: A przeważają u Was głosy krytyczne, czy wręcz przeciwnie?

Przeważają pozytywne, dlatego, że zazwyczaj ludzie może nie są pewni co do niektórych rozwiązań, ale wiedzą, że to nadal jest świat Star Wars. To wciąż znajomy klimat, który jednak się zmienia.

Nawet jeśli nie są przekonani, co do niektórych zmian, albo nie podeszły im one do gustu od razu, nie ma takich skrajnych sytuacji, że ktoś ogłosiłby  „ja przestaję się interesować Star Wars”. To jest bardziej kwestia związana z dokładnym przedyskutowaniem problemu.

RS: A jaka jest Twoja ulubiona część Sagi? No i oczywiście jaką postać lubisz najbardziej?

O mój Boże! (śmiech)

Ulubiona część? „Ostatni Jedi”. Serio… Mnie nie było, kiedy ludzie ekscytowali się „Imperium Kontratakuje”. Ja już wiedziałem, że ten film jest świetny. Jako dzieciak świetnie się bawiłem na Prequelach, ale kiedy dorosłem, to nie miałem już a takich emocji. Siódemka spowodowała, że te emocje wróciły, ale dopiero ósemka sprawiła, że uświadomiłem sobie, jak bardzo świat Star Wars może mnie zaskoczyć. Czy to jest moim, subiektywnym zdaniem najlepszy film, czy coś w tym stylu? Nie wiem.

Wiem, że ósemka wywarła na mnie największe wrażenie ze wszystkich części jak do tej pory.

RS: A postać?

Tutaj mam trochę łamane… Wiem, że może to standardowa odpowiedź, ale chyba jednak Luke Skywalker. Zwłaszcza teraz… Kiedyś pamiętam, że krążyły o nim jednorodne opinie „a to jest taki typowy heros”, „ ja się nim nie interesuję, wolę jakichś mrocznych antybohaterów”.

Teraz, kiedy do życia Luke’a dodano kolejny rozdział, jego postać nabiera głębi. Pokazanie najpierw dzieciaka później dojrzałego wojownika, a teraz kogoś… legendę, która -zdaje się – przegrała, by na koniec być powodem przetrwania nowych bohaterów…

Jak go nie lubić?

Rozmawiał
Jakub Stępień


Rozważ wsparcie nas poprzez Patronite. Wszelkie środki, które dzięki Tobie uzbieramy, przeznaczymy na rozwój naszego portalu. Szczegóły po kliknięciu w odnośnik poniżej. Dziękujemy!Patronite

Reklamy

One thought on “Rozmawiamy z Filipem Ogrodowczykiem – współorganizatorem „Holokronu”

  1. Pingback: Poniżej 12 Parseków – podsumowanie tygodnia #3 | Star Wars: Rebelianckie Szumowiny

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s