Nerfopas skudłacony – szekspirowska zmiana kursu, czyli nowe menu Nowego Kanonu

Star Wars_Szekspirowska zmiana kursu

Dzisiaj chciałem pochylić się nad filmowo-serialowym segmentem Nowego Kanonu Gwiezdnych Wojen. Ostatnie tygodnie obfitowały bowiem w niezwykle ciekawe wydarzenia i zwroty akcji, których nie powstydziłby się niejeden wiktoriański dramat.

No dobra, może trochę przesadzam, ale jakieś tam emocje były.

Wystarczy wspomnieć choćby przemyślenia niektórych osób, towarzyszące informacji o przedłużeniu angażu Kathleen Kennedy.

No, ale nie o tym.

Obiecałem sobie, że w Nerfopasie nie będzie zbędnych dygresji. 

Dzisiaj ad rem następuje zdecydowanie szybciej.

Pierwszą część tego, co w działo się w kinematograficznym pionie gwiezdnowojennej machiny, można podsumować w jednym, krótkim zdaniu dramatu poczytnego, angielskiego pisarza – „Źle się dzieje w państwie duńskim…[1]” 

I to od dłuższego czasu. 

Mniej więcej od momentu, w którym okazało się, że Solo jest porażką. 

Jasne, można się spierać na temat jej rzeczywistego wymiaru, doprecyzować, czy chodzi o walory artystyczne filmu czy klapę finansową, czy też może o coś zupełnie innego (albo wszystko razem), ale fakt pozostaje faktem – Solo: A Star Wars Story nie sprzedał się tak, jak sprzedać się miał.

Dla wszystkich świętujących już w tym momencie moje przejście na „drugą stronę barykady” robię jednak bardzo istotne zaznaczenie – Solo był porażką jak na standardy filmów z Nowego Kanonu Star Wars, którego pozostaję wiernym fanem.

Oczywiście ta „porażka” dalej oznacza napływ dolarów w liczbie przekraczającej wyobrażenie zwykłego zjadacza chleba, ale, co tu dużo ukrywać, nie była to suma tak astronomiczna, jakie bywały wcześniej.

I zostało to zauważone.

Wyniki kompleksowej analizy recepcji spin-offu stanowiły dla imperium Myszki Miki, przynajmniej w moim przekonaniu, cholernie zimny kubeł wody na głowę i przebicie pewnej bańki.

Otóż okazało się, że widz, nawet ten najbardziej sprzyjający Nowemu Kanonowi, nie łyka wszystkiego jak złota rybka, a odcinane kuponów od głównej Sagi okazuje się zadaniem znacznie trudniejszym, niż mogłoby się początkowo wydawać.

Przesadzam?

Nie wydaje mi się. Przecież znikąd nie wzięła się nagła zmiana strategii zapowiadająca rezygnację z filmowych spin-offów (nie będę ściemniał, odetchnąłem z ulgą w przypadku bardzo prawdopodobnego porzucenia projektu Kenobiego) i oświadczenia w stylu dziewiąta część będzie stanowiła korektę dotychczasowego kursu.

Ktoś na górze poszedł po rozum do głowy i zaczął gasić pożar, zanim jeszcze na dobre się rozpętał.

O przyczynienie się do tej „korekty” w żadnym wypadku nie mam zamiaru oskarżać przeciwników disneyowskiej wizji Gwiezdnych Wojen. Disney pokazał już, że niewiele sobie robi ze świętego oburzenia najbardziej radykalnego skrzydła środowiska fanów, towarzyszącego premierze Ostatniego Jedi.

Nie, prawdziwe drżenie nastąpiło wtedy, kiedy głosy zwątpienia (odbijające się we wspomnianych już zyskach z filmu) pojawiły się właśnie pośród widzów pozytywnie nastawionych do dotychczasowych przedsięwzięć Disneya.

Nie mam tu oczywiście na myśli jakichś wielkich ubolewań czy westchnień rozpaczy, okrzyków, że „reżyser powinien umrzeć za to, że zrobił coś takiego” bądź prześladowań Emilii Clarke na Twitterze za kompletnie drewnianą rolę.

Nie, po prostu w opiniach przebijają się słowa o przeciętnym filmie do zapomnienia, kolejnym popcornowym blockbusterze i taśmowym wyrobie nastawionym jedynie na kasę.

Nie sposób polemizować z takim sposobem odbioru.

Przecież do tej pory każda premiera nowego filmu Star Wars to było COŚ – i to przez gigantyczne „C”. Balonik oczywiście w dużym stopniu pompowała machina promocyjna, ale nie tylko… Entuzjazm milionów fanów na całym świecie był autentyczny, ekscytacja prawdziwa, a moment pójścia do kina wiązał się z jakimś głębszym przeżyciem.

Przy Solo tego nie zupełnie nie widziałem, a jeśli te uczucia się pojawiły,  to na pewno nie w takim stopniu, jak przy Ostatnim Jedi czy chociażby Łotrze 1.

A to niby czemu?

Otóż znów odwołam się do twórczości jednego z najsłynniejszych Synów Albionu:

„Gwałtownych uciech i koniec gwałtowny;
Są one na kształt prochu zatlonego,
Co wystrzeliwszy gaśnie. Miód jest słodki,
Lecz słodycz jego graniczy z ckliwością
I zabytkiem smaku zabija apetyt.
[2]

Chociaż sam nie wierzę, że doszedłem do tego wniosku, Gwiezdnych Wojen zaczęło być w kinie po prostu za dużo. Co więcej, stwierdziłem także, że pewien określony elitaryzm tych filmów (związany z towarzyszącymi im emocjami) gdzieś zniknął, a Solo stanowi bardzo poważny symptom podchodzenia przez Disney do marki Star Wars jak do kury znoszącej złote jaja z prędkością wystrzałów z karabinu maszynowego.

Moim zdaniem włodarze Disneya liczyli na powtórkę sukcesu Kinowego Uniwersum Marvela i najzwyczajniej w świecie się przeliczyli.

Szczęśliwie, jak już wspomniałem, bliżej nieokreślony „ktoś na górze” poszedł po rozum do głowy.

Nie chcę w żadnym wypadku mówić tu, że nagle Disney uczyni zadość żądaniom Prawdziwych Fanów™ i da nam zaraz wysyp filmów o białym chłopaku ratującym z opresji biedną dziewczynę (nie ma się co oszukiwać, do pewnego momentu o tym był przecież Solo).

Nie, wygląda na to, że Disney zabiera się do roboty, żeby na powrót nadać filmom i serialom ze świata Star Wars należną im rangę.

Co to dla mnie znaczy? Ano najlepiej wyraża to nie kto inny, ale właśnie poczciwy angielski dramaturg:

Kochaj więc umiarkowanie; zbyt skwapliwy
Tak samo spóźnia się jak zbyt leniwy[3].”

Zostały porzucone rozwodnione pomysły na spin-offy o bohaterach, które do gwiezdnowojennej mitologii nie wniosą za wiele (tak, cały czas mam na myśli moje obawy związane z Kenobim).

Zamiast odgrzewania kotletów i ubogacania mitologii ulubionych postaci na siłę, dostajemy nowe!

Na przystawkę podobno całkiem niezły serial animowany (nie wiem, nie miałem jeszcze czasu mu się należycie przyjrzeć) poprzedzający wydarzenia z Sequelowej Trylogii. 

W ramach pierwszego dania otrzymamy serialowy prequel do przygód Cassiana Andora, który ogłoszono niedawno. Danie może i nie zawiera żadnej niespodzianki, w końcu wiemy, jak Cassian kończy, ale gatunek, jaki nam przy tej okazji zaserwują (thriller szpiegowski) sprawia, że czekam na ten serial z niecierpliwością.

Główne danie to oczywiście The Mandalorian, czyli projekt, z którym chyba nie tylko ja wiążę ogromne nadzieje. Nie z powodu głównego bohatera, nie jestem bowiem specjalnym fanem Mandalorian, ale ze względu na wszystkie informacje towarzyszące ogłoszeniu produkcji.

Zapowiedzi obiecują bowiem zagłębienie się w świat i czasy do tej pory ledwie drapnięte, czyli historię o samotnym łowcy nagród działającym na Zewnętrznych Rubieżach, w czasach pomiędzy  upadkiem Imperium a narodzinami Najwyższego Porządku. To wymusza nieco poważniejsze podejście do tematu gangów, syndykatów, przestępczych imperiów i zbrodni jako takiej. Twórcy mają właściwie nieograniczone pole do popisu – w końcu jedyne wytyczne pochodzą z Solo (drobny wycinek przebogatego, galaktycznego półświatka) oraz Powrotu Jedi (prawdopodobny chaos po śmierci Jabby). Uważam, że to nie tylko smakowity kąsek, ale prawdziwie murowany hit!

Oczywiście jest jeszcze deser, który u wielu już teraz wywołuje zgagę. 

Mówię tu o owianej tajemnicą trylogii, za którą w dalszym ciągu odpowiada Rian Johnson.

Ciężko jest cokolwiek na ten temat powiedzieć, nie mając choćby skrawka informacji na temat fabuły, bohaterów czy chociażby stopnia zaawansowania produkcji.

Do tego zwieńczenie sagi – Epizod IX spod ręki J.J. Abramsa – dopiero za rok.

Ach! Jest jeszcze seria od twórców Gry o Tron – D.B. Weissa i Davida Benioffa.

Jak dla mnie to zestaw całkiem smakowitych propozycji. 

Szczęśliwie bez widoków na niestrawność czy, nie daj Boże, przejedzenie.

Ale zaraz, przecież chyba ogłosili też kolejny sezon Wojen KlonówCzy to nie odgrzewanie kotleta?

Pewnie, ale jeżeli po odgrzaniu takiego kotleta nadal pozostanie smak równy początkowemu, to mogę coś takiego jeść wiele razy.

Grunt, żeby przegryzać to nowościami, a nie dopychać kolejnymi powtórkami z rozrywki.

Równie istotne jest, by tej „korekcie kursu” towarzyszył wysoki warsztat realizacji powyższych pomysłów, ponieważ, podążając za słowami jednego z szekspirowskich bohaterów „Zamiary są wiatrem, kiedy nie idą z wykonaniem w parze[4].

Jednak patrząc na zgromadzoną do tych projektów ekipę, mam całkiem porządnie uzasadnioną nadzieję, że, w przeciwieństwie do większości dramatów przywoływanego po wielokroć autora, akurat po tej burzy czeka nas szczęśliwe zakończenie.

Na koniec chciałbym złożyć Nam wszystkim życzenia.

Trochę niespodziewane, ale zawsze. W końcu taka okazja zdarza się raz na sto lat.

Z okazji wspaniałego Święta Niepodległości, chciałbym złożyć wszystkim Nam życzenia kolejnych lat życia w spokoju i pokoju, który gwarantuje nam niepodległa Ojczyzna. Może to naiwne, może i niezbyt rozbudowane, może nawet rozczarowujące, ale ja uważam, że jedynie od pokoju i spokoju może się zacząć to metaforyczne „wszystko inne”

Bez pokoju i spokoju niemożliwy jest przecież rozwój, niemożliwa jest radość życia, niemożliwe jest doświadczenie pełni wolności. Ba, niemożliwe są nawet spory (i to wcale nie jest dobre!).

Tak że raz jeszcze życzę Wam pokoju i spokoju… Ale nie tylko!

Życzę Nam w pełni docenienia i zrozumienia tego, co przed laty zostało przez Naszych Przodków wywalczone, ale jednocześnie życzę, byśmy nigdy nie byli zmuszeni Im w tej walce dorównywać.

Życzę nam także kolejnych tematów do dyskusji, często żywiołowych i burzliwych, tak przecież typowych dla naszego narodowego temperamentu.

Wiem, że nie zawsze będą one prowadziły do zgody. 

Nie muszą.

Możemy się przecież pięknie różnić. Grunt, żeby w pokoju i spokoju. I tak przez kolejne setki lat.

Tyle na dziś.

K.


[1] W. Szekspir, Hamlet

[2] W. Szekspir, Romeo i Julia

[3] W. Szekspir, Romeo i Julia.

[4] W. Szekspir, Makbet.

Reklamy


Kategorie:Rebeliancka Kantyna

Tagi: , , , , , , , , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d blogerów lubi to: