Książki

Znana postać wraca w nowym fragmencie „Thrawn: Treason” – przeczytajcie nasze tłumaczenie

star-wars-thrawn-treason-eli-vanto-admiral-ar'alani-excerpt

Coraz mniej czasu dzieli nas od premiery trzeciej kanonicznej powieści o Wielkim Admirale Thrawnie (a jeszcze szybciej dostaną ją w swoje ręce uczestnicy tegorocznej edycji SDCC, dla których książka będzie dostępna na imprezie), w związku z czym przyszła pora na kolejny fragment nowego dzieła Timothy’ego Zahna. Udostępniony przez io9 materiał z udziałem Eliego Vanto – postaci, która już wcześniej miała swój udział w kanonicznych powieściach o niebieskolicym admirale – odnajdziecie poniżej (oczywiście przetłumaczony przez nas na język polski). Pod nim natomiast zobaczyć możecie ekskluzywny plakat przedstawiający wspomnianego już bohatera oraz admirał Ar’alani, który dołączany będzie do książek wydanych przez Barnes & Noble.

„»Zaczęło się całkiem dobrze«, pomyślał porucznik Eli Vanto, przeglądając kolejne dane wypełnione delikatnym pismem Chissów. Thrawn powiedział mu, że Dominium Chissów potrzebuje jego talentów i że zaaranżował przeniesienie go po cichu z »Chimery«. Eli przyjął nowe zlecenie i opuścił przestrzeń Imperium, pełen nadziei, oczekiwań i podekscytowania nieznanym, kierując się ku punktowi spotkania wyznaczonemu przez Thrawna.

– Jestem admirał Ar’alani z Chissańskiej Floty Obronnej – powitała go z mostku swego statku błękitnoskóra kobieta. – A więc jesteś nim?
– Jestem nim – potwierdził Eli, upewniając się, że brzmi pewnie, ale z szacunkiem, co dobrze mu służyło w czasie służby Imperium. – Nazywam się Eli Vanto. Pozdrawiam cię w imieniu Mitth’raw’nuruodo. Jest przekonany, że mogę się przydać Dominium Chissów.
– Witaj, Eli Vanto – odpowiedziała. – Przekonajmy się, czy ma rację.

To było ponad rok temu. Z perspektywy czasu stwierdził, iż powinien był się domyślić po neutralnych słowach i tonie głosu, że nie wywarł na Ar’alani wrażenia. Najpierw został zdegradowany z komandora Imperium na porucznika Chissańskiej Floty Obronnej. Nie było to zaskoczeniem – trudno było oczekiwać, żeby różne organizacje militarne funkcjonowały w ten sam sposób. Potem został skierowany na intensywny kurs Cheunh, głównego języka Chissów. To również nie było zaskoczeniem – choć wielu załogantów mówiło w Sy Bisti, języku handlowym, którym biegle posługiwał się Eli, nierozsądnie byłoby zakładać, że wszyscy inni dostosują się do potrzeb jednej osoby. Szczególnie zupełnie nowej i obcej. Spodziewał się jednak umieszczenia go na jakiegoś rodzaju stanowisku dowódczym. Zamiast tego znalazł się w wydziale analiz, gdzie miał szukać wzorów w danych i na ich podstawie dokonywać prognoz. Był w tym bardzo dobry. Nawet Thrawn, taktyczno-strategiczny geniusz, uznawał wyższość Eliego w takich sprawach i w pełni wykorzystywał jego umiejętności. Właściwie nie było nawet zaskakujące, że dowiedziała się o tym Ar’alani. Problem polegał na tym, że według Eliego, dane przeznaczone do jego analizy nie wydawały się mieć jakiegokolwiek znaczenia.

Nie były to informacje dotyczące ruchów okrętów, ładunku lub szmuglerów. Nie były to listy personelu, obcych oddziałów czy obcych manewrów. Nie miały nawet związku z »Niezłomnym« – zużyciem mocy, przepływem danych lub czymkolwiek zaprojektowanym do wykrywania zaburzeń funkcjonowania statku bądź przewidywania potencjalnych awarii systemu. Szczerze mówiąc, wszystko to wyglądało na pracę mającą na celu po prostu zapewnienie mu zajęcia. Eli od zawsze szczerze czegoś takiego nienawidził. Odnosił jednak wrażenie, że Ar’alani należy do grona osób wyrafinowanych. Wobec tego mógł to być sprawdzian jego cierpliwości lub chęci wykonywania rozkazów – nawet, jeśli wydawały się nie mieć sensu. Nieraz w ten sposób testował go Thrawn.

W gruncie rzeczy jego pobyt nie sprowadzał się tylko do rutyny. Trafiło się kilka bardzo interesujących dni, kiedy miejsce miał całkiem poważny zatarg z Gryskami na pograniczu terenu Imperium i Nieznanych Regionów. Miał nadzieję, że po tym sprawy nabiorą tempa. Ku jego rozczarowaniu, tak się jednak nie stało. Pod pewnymi względami nawet dotychczasowe kwestie wytraciły tempo. Co nie oznaczało, że »Niezłomnemu« nie groziło niebezpieczeństwo – wręcz przeciwnie, statek był zagrożony, jak nigdy dotąd.

Interkom przy jego stanowisku wydał krótki, trzytonowy sygnał.
– Poruczniku Ivant, masz natychmiast zgłosić się na mostku – odezwał się z głośnika pierwszy oficer Khresh.
– Przyjąłem – odpowiedział Eli, przewracając w myślach oczami. 
Zdecydowana większość chissańskich imion składała się z wielu sylab podzielonych na trzy odrębne części, z których pierwsza określała rodzinę danej osoby, druga była faktycznym imieniem, a trzecia odzwierciedlała jakiś czynnik społeczny, którego Eli jeszcze nie odkrył. Używanie zawsze tych pełnych form znacząco i niepotrzebnie wydłużałoby czas rozmów – czy nawet gorzej, wydawania rozkazów – w związku z czym, poza najbardziej formalnymi sytuacjami, normą było używanie tylko środkowych członów imion. Było jednak kilka wyjątków. Imię admirał Ar’alani na przykład najwyraźniej miało tylko dwa człony, bez środkowego. Nawigatorki okrętu, młode chissańskie dziewczyny obdarzone Trzecim Widzeniem, używające swoich zdolności do prowadzenia »Niezłomnego« w nadprzestrzeni, również wpisywały się w to odstępstwo. Dlaczego w ich przypadku stosowana była taka sama reguła jak w przypadku starszych oficerów, Eli także nie miał pojęcia.

Na początku jego służby Ar’alani wyjaśniła swojej załodze, że Eli stanowił podobny wyjątek i poprawnie powinno się do niego zwracać jako do »porucznika Vanto« lub »porucznika Eli’van’to«. Do większości jednak nie trafiło to tłumaczenie. Ktoś przekształcił propozycję Ar’alani w standardowe trzyczłonowe chissańskie imię, z którego następnie wyciągnął główny człon – a ten przyjął się. Początkowo Eli zastanawiał się, czy nie jest to w jakiś sposób obraźliwe w stosunku do niego lub admirał, która wprowadziła obcego w ich szeregi. Ale Ar’alani nie przejęła się (a przynajmniej nie okazała tego publicznie) zlekceważeniem jej rozkazu, w związku z czym Eli z czasem zaczął traktować imię jako środek pomagający Chissom zaakceptować go w swoim gronie. Zresztą zawsze mogło być gorzej. Gdyby nierozważnie przedstawił się używając inicjału drugiego imienia – »N« – mógłby być nazywany »Invant«, co, jak dla niego, byłoby zbyt bliskie słowu »infant« [z ang. – niemowlę].

Był w połowie drogi na mostek i właśnie mijał oprawione na zielono i niebiesko drzwi standardowych przedziałów, kiedy znajdujące się kilka metrów przed nim podwójnie oprawione czerwonym kolorem drzwi do pokoju kontroli nawigacji otworzyły się. Jedna z nawigatorek wyszła na korytarcz i skierowała się w stronę mostku. Zazwyczaj widok tyłu głowy nawigatorki w najmniejszym stopniu nie podpowiedziałby Eliemu, kim była. Wszystkie nawigatorki »Niezłomnego« były dziewczynami i prawie wszystkie z nich znajdowały się w przedziale wiekowym między siódmym a czternastym rokiem życia – gdyż właśnie w tym okresie Trzecie Widzenie było najsilniejsze. Poza tym zwykły trzymać się tylko w swoim gronie, w związku z czym w czasie całego swojego pobytu na pokładzie spotkał tylko trzy z pięciu. Vah’nya wyłamywała się jednak z tego schematu. Miała dwadzieścia dwa lata i w przeciwieństwie do reszty nawigatorek, nie przeszkadzały jej interakcje z innymi członkami załogi. Eli miał okazję ją spotkać, a nawet zamienić z nią parę słów niejeden raz i lubił jej towarzystwo.

– Nawigatorko Vah’nya! – zawołał. Odwróciła się w jego stronę i uśmiechnęła się na jego widok.
– Witaj, poruczniku Eli – odpowiedziała. – Co sprowadza cię w ten rejon statku?
– Mam się stawić na mostku – odparł, jednocześnie przyglądając się jej. Była nie tylko dobrą towarzyszką rozmów, ale też niezwykle intrygującą osobą. Mimo że jej Trzecie Widzenie stopniowo zanikało, jak to prędzej lub później miało miejsce w przypadku wszystkich nawigatorek, Vah’nya w wieku dwudziestu dwóch lat pochwalić się mogła większymi zdolnościami niż wszystkie poza jedną, może dwoma młodszymi dziewczynkami. Kiedyś trochę się pochylił nad tą kwestią i zdołał dojść do wniosku, że nikt nie wiedział, dlaczego jej umiejętności przetrwały tak długi czas. Ale z drugiej strony, chissański system nawigacji stanowił wielką tajemnicę, więc nic dziwnego, że nie został zbyt dobrze przestudiowany. Szczytem interesujących cech wyjątkowej nawigatorki był jednak fakt, że jako jedyna zdołała się przekonać do używania prawdziwego imienia Eliego. Samo to wystarczyłoby, aby zyskała w jego oczach.
– Ach, a więc nie przyszedłeś się ze mną spotkać?
– Nie, skądże – odpowiedział, czując, że się rumieni. Nie był całkowicie pewien, jak protokół odnosi się do bliskich relacji między oficerami i załogą, a nie zamierzał przekonać się o tym w nieprzyjemny sposób.
– Szkoda – odparła Vah’nya tonem, który równie dobrze mógł wyrażać zarówno delikatny sarkazm, jak i szczere rozczarowanie. – Czy młodszy komandor Velbb powiedział, o co chodzi? – dodała, gdy ruszyli naprzód.
– Właściwie to nie komandor Velbb wydał mi rozkaz. To był starszy kapitan Khresh.
– Naprawdę? – zdumiała się i zmarszczyła brwi. – To nietypowe.
– Wiem. A ty? – Eli wskazał na towarzyszkę. – Idziesz na wartę?
– Tak – odpowiedziała. – Ale nie wydaje mi się, bym mogła być potrzebna.
Eli zmarszczył nos. Miała rację. Niecałe trzy godziny po dotarciu »Niezłomnego« do tego systemu, Ar’alani zarządziła wygaszenie całego statku, czyli zejście poniżej trybu utajenia – wyłączenie wszelkich niepotrzebnie zużywających moc okrętu urządzeń i ograniczenie wszystkich emisji. Pozwoliła jeszcze tylko na ostatnie użycie napędu, po czym rozpoczęło się dryfowanie w ciszy i ciemności przez pas asteroid znajdujący się w odległości trzystu milionów kilometrów od słońca układu.

To było niemal tydzień temu. Eli sprawdzał w tym czasie pozycję statku, badał informacje z biernych czujników, ale wciąż nie miał bladego pojęcia, co tu robili. Zgadywał, że nieprzerwanie śledzili okręt, który namierzali od opuszczenia Nieznanych Regionów, a którego Ar’alani nie chciała spłoszyć. Ale mogłaby. Byli bardzo oddaleni od chissańskich terenów, gdzie czychało na nich wiele niebezpieczeństw. System znajdował się głęboko w przestrzeni Galaktycznego Imperium. Zagrożenia w tym miejscu bynajmniej nie były nieznane.”

star-wars-thrawn-treason-darren-tan-eli-vanto-ar'alani.jpg

Autor: Darren Tan.

Thrawn: Treason trafi na półki amerykańskich księgarni już 23 lipca. Na ten moment nie mamy informacji dotyczących premiery polskiego wydania – podobnie zresztą jak w kwestii dwóch poprzedzających nową książkę powieści: Thrawn oraz Thrawn: Alliances.


Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.