Seriale

Genndy Tartakovsky o podobieństwach rysunkowych „Wojen klonów” do „Przebudzenia Mocy”

star-wars-clone-wars-genndy-tartakovsky

Mając za sobą kolejną trylogię filmów z uniwersum osadzonego dawno, dawno temu w odległej galaktyce, twórcy związani z marką Star Wars zaczynają pojawiać się w mediach, poruszając przeróżne kwestie, o które pytają dziennikarze.

Genndy Tartakovsky, twórca znany szerszej widowni z Samuraja Jacka, Atomówek, Laboratorium Dexteraa także serialu animowanego Gwiezdne wojny: Wojny klonów (kreskówki wyprodukowanej w 2003 roku), postanowił opowiedzieć o wnioskach, które wyciągnął z seansu Przebudzenia Mocy.

Obecnie serial stworzony przez Genndy’ego zdaje się być nieco zapomniany w świadomości widza – po pierwsze z powodu przyćmienia go przez bardziej pompatyczny i przede wszystkim dysponujący większym budżetem serial Wojny klonów (mający początek w 2008 roku), po drugie z powodu wyłączenia go z oficjalnego kanonu jeszcze przez George Lucasa, gdy powstał pomysł stworzenia komputerowo generowanych The Clone Wars. Istotnym w kwestii samego serialu z 2003 roku jest fakt, że to właśnie tam po raz pierwszy mamy okazję ujrzeć Generała Grievousa w wydaniu zupełnie innym, niż to znane z Epizodu III i wydanego później serialu o tym samym tytule.

To właśnie z pierwszymi scenami, w których widzimy cybernetycznego generała, wiąże się wypowiedź Tartakovsky’ego z rozmowy udzielonej Digital Spy.

„Sekwencja otwierająca Przebudzenie Mocy z tymi wszystkimi gwiezdnymi niszczycielami rozbitymi na powierzchni planety była dokładnie tym samym układem, który wykonaliśmy przy okazji wprowadzenia Generała Grievousa. Zarys i ujęcie jest praktycznie takie samo. Jasne, mogli to wymyślić samodzielnie, ale zdaje się to po prostu zbyt podejrzane, wiesz? No i nikt nie wspomniał o inspiracji nami. Parę osób to wychwyciło, ale dla mnie to było takie: „Wow, patrz na to! Dokładnie to samo, co my zrobiliśmy!” No i tak już jest.”

Ciężko zaprzeczyć, że pewne podobieństwo między cmentarzyskiem niszczycieli na Jakku a bitwą Republiki z armią droidów na planecie Hypori jest zauważalne, natomiast podobieństwo samych ujęć to już raczej kwestia subiektywna. Możliwe, że Tartakovsky faktycznie jest w stanie to dostrzec poprzez doświadczenie w zakresie tworzenia animacji, ale może też starać się o sobie przypomnieć publiczności.

Jak sam powiedział:

„To frustrujące, że usunęli to z kanonu. Z początku przecież było kanoniczne, ale gdy George Lucas zaczął tworzyć wersję komputerową, chciał czystej karty, więc usunięto nasze dzieło z kanonu. Ale wiesz co? Pogodziłem się z tym wszystkim, jest jak jest, nie cierpię na bezsenność z tego powodu. Fajnie, że ludzie nadal to uwielbiają, a nowi fani w dalszym ciągu to odkrywają.”

Niezależnie od tego, czy Tartakovsky próbuje zwrócić na siebie uwagę po latach od wydania kreskówki, jego Wojny klonów dalej pozostają interesującą produkcją, którą warto znać jako fan uniwersum. Jest to twór nieco wyolbrzymiony, ale jednocześnie niezwykle widowiskowy, swego czasu będący jedynym łącznikiem między Atakiem klonów Zemstą Sithów.

Niezaznajomionym z serialem polecamy go obejrzeć, niestety nie jest on dostępny przez oficjalne źródła, ale można zobaczyć całość w niezłej jakości na YouTube.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.