Saga Star Wars

Finał sagi Star Wars pozostawił Daisy Ridley bez ofert pracy

Mogłoby się wydawać, że rola głównej bohaterki w trylogii filmów, które regularnie zarabiały w kinach ponad miliard dolarów każdy, powinna zapewnić odgrywającej ją aktorce wystarczająco dużo ofert występów w kolejnych produkcjach, aby mogła spośród nich wybierać. Jak się okazuje, nie było tak w przypadku Daisy Ridley, której grafik po premierze dziewiątego epizodu Gwiezdnych wojen przez dłuższy czas pozostawał pusty.

W wywiadzie udzielanym portalowi Entertainment Weekly aktorka podzieliła się swoimi przemyśleniami na ten temat.

„Co zaskakujące, na początku roku nic nie dostawałam. Myślałam sobie, że nikt nie chce mnie zatrudnić – a byłam na przesłuchaniach do wielu ról i żadnej nie dostałam.”

Ridley nie poddała się jednak, a w swojej sytuacji zdołała nawet odnaleźć pozytywne aspekty.

„Stwierdziłam, że wszystko w swoim czasie. Przymus spowolnienia tempa mi pomógł, bo Gwiezdne wojny były ogromną częścią mojego życia.”

I warto było chwilę poczekać, bo niedługo potem propozycje zaczęły się pojawiać. Tak właśnie aktorka zaangażowała się w Twelve Minutes – grę wideo, której bohater przeżywa na okrągło tytułowe dwanaście minut – gdzie u boku Jamesa McAvoya i Willema Dafoe udziela głosu jednej z postaci. Daisy Ridley ma też obecnie w planach użyczanie swojego głosu przy kilku innych projektach, a niedługo pewnie usłyszymy też coś o kolejnych produkcjach live action z jej udziałem.

Kiedy niedawno okazało się, że Sony ma zamiar wyprodukować film o Spider-Woman, wiele osób zasugerowało Daisy do roli Jessiki Drew – kto wie, czy właśnie Ridley ona nie przypadnie. Już wcześniej natomiast ogłoszono angaż aktorki między innymi w dramacie fantasy Kolma czy w filmie biograficznym A Woman of No Importance, poświęconym postaci Virginii Hall – amerykańskiej „szpieżce” na usługach brytyjskiego wywiadu w czasie II wojny światowej. Jednocześnie na premierę wciąż czeka Chaos Walking Douga Limana, w którym Daisy Ridley dzielić będzie ekran między innymi z Tomem Hollandem.

2 odpowiedzi »

  1. Jako filolog polski muszę stwierdzić, że ta „szpieżka” (?) bardzo źle brzmi i zgrzyta między zębami. Warto czasem zastanowić się nad dłuższą formą, jak w tym wypadku na przykład „amerykańskiego tajnego szpiega płci żeńskiej”, „amerykańskiej kobiety-szpieg” lub „amerykańskiej tajnej agentki” żeby nie doprowadzać co wrażliwszych językowo czytelników do szewskiej pasji i oczopląsu :D A co do samej Riley to jej dziwienie się jest co najmniej dziwne zważywszy co wyrabia się w tym roku :D

    Polubienie

    • Absolutnie nie będziemy się sprzeczać na temat obecności tego słowa w języku polskim, ponieważ oczywiście w żadnym słowniku ono nie widnieje, natomiast zdecydowaliśmy się na pewien eksperyment językowy, kierując się ciekawym wywiadem z dr Jarosławem Łachnikiem. 🙂 Trzeba próbować różnych rzeczy, a czy to się przyjmie – to ocenią już czytelnicy. I cóż, niektórzy czytelnicy wskazali, że słowo nie przypadło im do gustu, z czym musieliśmy się liczyć. 🙂
      http://wspolnymianownik.pl/czytaj.php?s=wywiady&a=jaroslaw-lachnik

      Polubienie