Gry

Analiza nowego trailera gry „Star Wars: Squadrons”

W czwartkowy wieczór do sieci wypłynął kolejny zwiastun od dawna wyczekiwanego Star Wars: Squadrons. Trailer został przygotowany w związku z tegorocznymi targami Gamescom, trzymając wzorce ostatnich zapowiedzi gier od EA – miało być efektownie i widowiskowo, więc tak też jest, a „Elektronicy” nie przestają podsycać nadziei graczy.

Już scena otwierająca zwiastun rozbudza wyobraźnię: patrząca w dal Księżniczka Leia, a w tle powoli dominująca ekran eksplozja planety i wylatująca z ognistej łuny eskadra Rebelii. Czy skojarzenie ze zniszczeniem Alderaana jest na miejscu? Niemal na pewno, natomiast wątpliwe, by motyw ten został wykorzystany w samej grze, ponieważ nie pokrywa się z czasem jej akcji. Mamy tu raczej do czynienia jedynie elementem wprowadzającym do historii. Wciąż jednak nie można wykluczyć, że w ramach kampanii pojawi się sporo odniesień do sagi Skywalkerów – jest to tym bardziej prawdopodobne, że akcja gry dzieje się raptem parę miesięcy po Powrocie Jedi.

Squadrons skupi się na czasie powstawania Nowej Republiki, zaś geneza tego wydarzenia będzie osią fabuły całej kampanii. Twórcy jasno mówią o tym, iż gra opierać się będzie głównie o rozgrywki multiplayer, więc można domniemywać, że kampania singlowa będzie czymś w rodzaju rozbudowanego samouczka (podobnie, jak miało to miejsce w przypadku Battlefronta II). Fabuła będzie miała bardzo pretekstowe znaczenie, a historia o szczątkach Imperium, szpiegu i próbach wykradnięcia supertajnych planów nowych okrętów (mowa o Starhawkach) to wręcz wzorcowa sztampa, od której pęka szkliwo na zębach. Bardzo chciałbym się jednak mylić, bo na rynku gier przydałaby się produkcja w rodzaju stareńkiego X-Wing bądź Rouge Squadron z Nintendo 64, gdzie można było wziąć udział we wszystkich najważniejszych walkach w galaktyce.

Nowa gra pozwoli nam opowiedzieć się po obu stronach konfliktu, więc jeśli tylko zechcemy, możemy spróbować swoich sił jako pilot chylącego się ku upadkowi Imperium lub wschodzącej Nowej Republiki. Zwiastun obiecuje również napotkanie na swojej drodze znanych postaci, jak choćby admirał Rae Sloane (pojawiającą się dotąd niemal wyłącznie w ramach książek), Hera Syndulla (znana z serii animowanej Rebelianci) czy Wedge Antilles (pilot Rebelii, który walczył u boku Luke’a Skywalkera w bitwie kosmicznej nad pierwszą Gwiazdą Śmierci). Wspomniany w dalszej części projekt Starhawk stwarza nadzieję na stoczenie kilku naprawdę emocjonujących bitew przeciwko ogromnym statkom kosmicznym.  Możliwość rozegrania fabuły po dwóch stronach konfliktu sprowadzi się prawdopodobnie do oglądania tej samej historii z różnych perspektyw, pozwalając graczowi na próbę wzajemnego pokrzyżowania sobie planów.

Squadrons ma aspiracje do bycia pełnoprawnym gwiezdnowojennym symulatorem lotu, więc jedyną możliwą do wykorzystania kamerą będzie widok zza kokpitu, zaś pełne wsparcie dla VR ma zwiększyć immersję do maksimum. Pomoże w tym również komunikacja, która wykorzystuje zarówno czat pisany, jak i głosowy, który przy odpowiednim przygotowaniu i dobrym zestawie słuchawkowym sprawi, iż poczujemy się jak prawdziwi piloci.  Zaobserwować można zróżnicowany model lotu, który będzie się różnił w zależności od wybranego statku – będziemy mogli zasiąść za sterami X-Winga, A-Winga, Y-Winga i U-Winga po stronie Nowej Republiki bądź myśliwca TIE, TIE Interceptora, bombowca TIE i TIE Reapera po stronie Imperium. Fragment gameplayu pozwala sądzić, że graczy czeka prawdziwie wymagające wyzwanie symulacyjne. Czy taka konwencja się przyjmie? Nie wiadomo, jednak muszę powiedzieć, że wrażenie pędu jest porażające, a dbałość o detale, z jaką przygotowano sceny batalistyczne, robi ogromne wrażenie. Przyjdzie nam walczyć przeciwko gwiezdnemu niszczycielowi, ale też stoczyć imponujące i szybkie walki na mniejszą skalę.

Twórcy zapowiedzieli sześć sporych map, natomiast pojawiają się pogłoski, że w samej grze będzie ich nieco więcej. Nie wiadomo, czy i w jakim stopniu deweloperzy będą wspierać rozwój Squadrons, więc póki co ciężko przewidywać, jak długo po premierze gra będzie żyła w świadomości fanów. O frajdę płynącą z rozgrywki raczej nie trzeba się martwić, zaś jedynym zgrzytem jest obawa o to, aby tryb dla jednego gracza nie został potraktowany po macoszemu. No cóż, czas pokaże, jak to będzie. Pozostaje czekać, bowiem premiera już za niewiele ponad miesiąc.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.