Mark Hamill wspomina pracę z Frankiem Ozem na planie Gwiezdnych wojen

Franczyza Gwiezdnych wojen jest dziś jednym z hegemonów branży filmowej, zarabiając na pojedynczej produkcji kwoty, których nie powstydziłyby się całe serie filmowe. Nie ulega wątpliwości, że uniwersum George’a Lucasa odmieniło kinematografię do takiego stopnia, iż ciężko teraz przewidzieć, jak mogłaby ona wyglądać, gdyby Nowa nadzieja (znana na początku jedynie pod nazwą Star Wars) nie osiągnęła sukcesu w 1977 roku. Na szczęście okazało się, że kosmiczna baśń trafiła na podatny grunt, a twórcy mogli rozpocząć prace nad kontynuacją przygód Luke’a Skywalkera, Lei Organy i Hana Solo. Produkcja drugiej części Oryginalnej trylogii była również momentem, w którym zawiązała się przyjaźń odtwórcy roli Luke’a Skywalkera, Marka Hamilla, z człowiekiem odpowiedzialnym za ożywienie Mistrza Yody, czyli Frankiem Ozem. Właśnie o początku tej relacji opowiedział pierwszy z aktorów w niedawnym wywiadzie dla Cinema Blend.

Jak wspomina Hamill:

„Jest tak wiele niesamowitych wspomnień. Praca z tyloma kreatywnymi ludźmi była ogromnym przywilejem. Zawsze będę miał szczególny sentyment do Yody, ponieważ była to postać, która posiadała umiejętność mówienia o duchowości i religii bez sprawiania, że wszyscy wokół czuli się nieswojo. Oglądanie Yody granego przez Franka Oza zawsze będzie dla mnie ulubionym wspomnieniem, ponieważ od małego kochałem Muppety. Dowiedzenie się, jak miłą i życzliwą osobą jest Frank, poza tym, że jest bardzo pomysłowy, było dla mnie spełnieniem marzeń. Od tego czasu nawiązaliśmy prawdziwą przyjaźń, która trwa do dziś. Nigdy nie straciliśmy kontaktu, odkąd stworzyliśmy Oryginalną trylogię. Utrzymał się on też po produkcji Sequeli.”

Aktor wspomniał o relacji łączącej go z Ozem także w rozmowie z Men’s Journal. Pojawiła się tam również wzmianka o początkowych wątpliwościach części załogi, która sądziła, że Star Wars okaże się porażką.

„Ostatni raz poszedłem na kolację z Frankiem i jego żoną Victorią jeszcze przed wybuchem pandemii. Chociaż ta relacja jest i była niesamowita, trudno jest wyodrębnić jedną konkretną znajomość, która zastąpiłaby wszystkie inne. Gdybym miał pracować na planie tylko z Sir Alekiem Guinnessem, to by było więcej niż wystarczające, ale praca przy Gwiezdnych wojnach miała tę zaletę, że otaczali nas najlepsi z najlepszych. Duch na planie był po prostu wspaniały, ponieważ wszyscy byli bardzo szczęśliwi, że tam są. Zwłaszcza po tym, jak franczyza zdobyła pewny grunt. Pamiętam plan pierwszego filmu – brytyjska ekipa opowiadała, że to będzie absolutna tandeta, która nie ma szans na odniesienie jakiegokolwiek sukcesu. Wszyscy uważali się za ekspertów w dziedzinie rozrywki, a kiedy zacząłem się z nimi zaprzyjaźniać, nie mieli problemu z wyjawianiem mi swoich prawdziwych odczuć, jak to z pewnością nic z tego nie wyjdzie. Ale kiedy w końcu wyszła pierwsza część, wszystko się zmieniło. Później wszyscy na planie wierzyli w sukces i cieszyli się, że tam są.”

Na pierwszy rzut oka widać, jak mocno Mark ceni sobie Gwiezdne wojny oraz relacje przyjacielskie, jakie zawiązał dzięki pracy na planach filmowych. Nie ulega wątpliwości, że uniwersum odległej galaktyki odmieniło życia wielu ludzi – nie tylko aktorów i członków ekip produkcyjnych, ale też milionów fanów na całym świecie. Miejmy nadzieję, że przez kolejne 40 lat nic się w tej kwestii nie zmieni.



Kategorie:Saga Star Wars

Tagi: , , , , , , , , , , , , , , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.