Na początku zeszłego roku dowiedzieliśmy się, iż The Mandalorian & Grogu będzie pierwszym filmem Star Wars, jaki zadebiutuje w kinach od czasu premiery Epizodu IX. Niedługo później otrzymaliśmy datę premiery: 22 maja 2026 roku. Nawiasem mówiąc, dopiero co przekroczyliśmy moment, w którym do wydania filmu pozostało dokładnie 365 dni. Projekt jest na dobrej drodze i zapowiada się na naprawdę niezłe widowisko… Ale co dalej?
Gdy tylko ogłoszono The Mandalorian & Grogu, pojawiło się kluczowe pytanie: czy oznacza to koniec serialu, który od 2019 był flagową pozycją Disney+? Lucasfilm nigdy nie udzielił jednoznacznej odpowiedzi, ale wszystko wskazuje na to, że The Mandalorian już nie powróci. Disney stopniowo wycofuje się z ogromnych inwestycji w streaming, a ostatnie doniesienia potwierdzają, że nadchodzący film to nie tylko nowy, ale też jedyny kierunek dla Dina Djarina i jego zielonego towarzysza.
Ale bynajmniej nie oznacza to, że po maju przyszłego roku już nie zobaczymy ukochanych bohaterów serialu. Ten sam raport, według którego kolejne sezony The Mandalorian mają nie powstać, wskazuje bowiem kluczową szansę. Jeśli The Mandalorian & Grogu odniesie sukces w kinach, wytwórnia jest gotowa na realizację kontynuacji. W tym kontekście sukces najpewniej oznacza zarówno pozytywne przyjęcie widowni, jak i solidne zarobki. Historycznie nie jest to oczywiście nic dziwnego – filmy od zawsze dostawały sequele, gdy okazywały się hitami. W przypadku Gwiezdnych wojen sytuacja implikuje jednak pewien kryzys twórczy i wizerunkowy. Studio boi się jasno określić własne plany na przyszłość, zamiast tego przyglądając się, jakie projekty przyniosą korzyści, aby rozwijać tylko podobne.
Ta interpretacja pokrywa się zresztą z innym aspektem doniesień Daniela Richtmana. Gdyby The Mandalorian & Grogu okazał się rozczarowaniem, zagrożony może być także film w reżyserii Dave’a Filoniego. Ponownie, w klasycznym modelu jest to oczywiste, jako że projekty mają wspólne korzenie i prawdopodobnie zbiegający się punkt kulminacyjny. Ale po raz kolejny oznaczałoby to, że Lucasfilm wcale nie jest pewny przyszłości hucznie zapowiadanych produkcji.





