Skip to content
Reklamy

Retrorecenzja – „Star Wars: Jedi Knight: Dark Forces II”

star-wars-jedi-knight-dark-forces-ii-front-cover

Gra Star Wars Jedi Knight: Dark Forces II to kontynuacja udanej gry studia LucasArts – wydanej dwa lata wcześniej Star Wars: Dark Forces. Czy kolejne przygody Kyle’a Katarna to typowy reprezentant sequeli w stylu „więcej, lepiej, bardziej”?

Akcja gry rozpoczyna się rok po wydarzeniach z Powrotu Jedi. Kyle poszukuje na Nar Shaddaa informacji na temat śmierci swojego ojca, które prowadzą go na rodzinną planetę Sulon. Tam odnajduje miecz świetlny należący do rycerza Zakonu Jedi, Qu Rahna, oraz informacje o Dolinie Jedi. Legendarnego miejsca poszukuje również złowrogi Jerec, stojący na czele Mrocznych Jedi, który zamierza wykorzystać potęgę drzemiącą w Dolinie do zniszczenia formującej się Republiki. Rozpoczyna się więc wyścig o to, kto pierwszy dotrze do Doliny i ujarzmi drzemiącą w niej Moc, a to wszystko upakowane w 21 misjach, które w moim przypadku starczyły na 12 godzin. Choć fabuła brzmi dość banalnie, zaś Jerec to generyczny „złol”, któremu zależy tylko na potędze i zniszczeniu, to jest ona znacznie bardziej wciągająca niż w części pierwszej. Ma na to wpływ również fakt, że historia jest jednym, spójnym ciągiem zdarzeń, a nie, jak w Dark Forces, zbiorem misji powiązanych ze sobą stojącą gdzieś w tle intrygą. Jeśli zaś chodzi o uzbrojenie, to poza wspomnianym wyżej mieczem świetlnym, nasz arsenał nie ulega żadnym zmianom w stosunku do pierwszej odsłony cyklu.

dark-forces-2.jpg

Pod kątem mechaniki gra stanowi duży skok naprzód względem poprzedniczki, choć oba tytuły dzielą zaledwie dwa lata. Otrzymujemy tę samą gamę ruchów, ale są one bardziej naturalne, a sterowanie nie przysparza już problemów. Strzelanie jest tak samo przyjemne, ale walki mieczem świetlnym to dopiero kawałek dobrego kodu. Fakt, są one dość ograniczone i „drewniane”, ale widok odbijanych strzałów z blastera lub szybko ginących szturmowców z nawiązką to wynagradza. Z racji pojawienia się miecza, fabułę możemy śledzić nie tylko z pierwszej, ale także z trzeciej osoby, z czego korzystałem w trakcie każdego pojedynku. Co więcej, wraz z bronią rycerzy Jedi otrzymujemy dostęp do korzystania z różnorakich zdolności wynikających z Mocy. Na początek odblokowujemy kilka podstawowych, jak szybszy bieg i wyższe skoki, jednak później możemy wybierać spośród bardziej specjalistycznych umiejętności, podzielonych na dwa drzewka – dla jasnej i ciemnej strony. Każdą zdolność możemy dodatkowo rozwinąć w ramach czterech poziomów. I tutaj dochodzimy do największej bolączki tej produkcji, czyli tego, w jaki sposób zdobywamy zdolności. Mianowicie, odblokowanie każdego poziomu kosztuje nas jeden punkt, punkty zaś zdobywamy na koniec każdej misji na podstawie… ilości odkrytych sekretów! Moim zdaniem rzecz absurdalna w tak liniowej grze. Żeby było ciekawiej, sekrety te są naprawdę trudno dostępne i przez większość gry nie zdobywałem punktów wcale albo jakieś ich śladowe ilości, przez finalnie dysponowałem tylko podstawowymi zdolnościami oraz jedną specjalną z jasnej strony (Uzdrawianie), rozwiniętą mniej więcej w połowie. Na szczęście nie odczuwałem z tego powodu dodatkowych trudności. Nie mogę także powiedzieć, aby grę cechowało przesadne skomplikowanie – lokacje były bardziej liniowe, dzięki czemu już nie zdarzało mi się zagubić, a fabuła dość zgrabnie wszystko tłumaczyła. Walki z bossami, czyli poplecznikami Jereca, a finalnie z samym przywódcą Mrocznych Jedi, były wymagające, ale na dłuższą metę tylko ta ostatnia uziemiła mnie na dłuższy czas przed monitorem. Miłym dodatkiem były również mikroelementy „erpegowości”, które zaserwowali nam twórcy. Na podstawie naszych działań wobec cywili oraz wyboru specjalistycznych umiejętności, zmianie ulegał charakter Kyle’a, który mogliśmy obserwować na specjalnym pasku. Dzięki temu mogliśmy zauważyć, czy Katarna ciągnie bardziej do ciemnej, czy może do jasnej strony Mocy, co ostatecznie fabularnie ma znaczenie. Za kanoniczne w EU uchodziło zakończenie po jasnej stronie.

W kwestii oprawy audiowizualnej mogę powiedzieć kilka rzeczy. Graficznie gra zanotowała postęp, a przede wszystkim przeszła na pełne 3D (mam wrażenie, że przez to szturmowcy wyglądają odrobinę gorzej). Całość wygląda całkiem przyjemnie dla oka. Lokacje może i nie są aż tak klimatyczne, jak w pierwszej odsłonie, ale wędrowanie po nich w akompaniamencie gwiezdnowojennej muzyki sprawia przyjemność, zwłaszcza po Dolinie Jedi. Ścieżka dźwiękowa to już nie 8-bitowe utwory, a to, czego możemy słuchać na co dzień, ale nadal jest równie świetna. W ramach małej dygresji powiem tylko, że – ku swojemu zaskoczeniu – kilka razy uświadomiłem sobie, że kawałki, których słucham, przewinęły się również w najnowszym Battlefroncie II – Good job, EA! Klimat pogłębiają dodatkowo przerywniki, będące krótkimi filmikami, zaś bohaterów zagrali prawdziwi aktorzy, co było dość powszechną praktyką w grach z czasów Dark Forces II. W rolę Kyle’a wcielił się Jason Court, któremu zawdzięczamy kultowy wygląd protagonisty.

kyle-katarn-df2.jpg

Odpowiadając na pytanie postawione we wstępie – tak,  pomimo kilku wad, jest to godny następca pierwszego Dark Forces. Ciekawsza i bardziej angażująca fabuła, lepsza oprawa audiowizualna, a także ulepszenie mechaniki i dodanie nowej, w dużej mierze równie sprawnej. Tytuł ten gorąco polecam każdemu fanowi uniwersum.

Uwaga! Wraz z publikacją recenzji, w dziale ciekawostek pojawiły się te związane z wyżej opisywaną grą.


Autor recenzji: Michał Żebrowski

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d blogerów lubi to: