Star Wars: Ahsoka – recenzja

Ahsoka autorstwa Emily Kate Johnston to taki bardzo klasyczny western, w którym Rewolwerowiec dręczony przeszłością przybywa do małego, odludnego miasteczka, do którego społeczności się przywiązuje. Kiedy na horyzoncie pojawiają się Źli Ludzie, staje w obronie mieszkańców, by na sam koniec odzyskać wiarę w siebie oraz we własne przekonania, pogodzić się z tym, co już było i na tle zachodzącego nad pustynnym krajobrazem słońca z nadzieją odjechać w nieznane… Prawie.

p39-part5-ahsoka-book

Po sfingowaniu swojej śmierci i bardzo długim ukrywaniu się w różnych miejscach galaktyki, Ahsoka w końcu musi opuścić kolejną planetę, po czym trafia na mały rolniczy księżyc. Co prawda próbuje zachować możliwie jak największy dystans do wszystkiego, co się na nim dzieje, jednak dość szybko odnajduje się w miejscowej społeczności, której pomaga organizować walkę z ciemiężcą, gdy na odludny kawałek skały przybywa Imperium. Po jakimś czasie dochodzi do konfliktu między Ahsoką a rolnikami. Dlaczego? Nie mam pojęcia, nie rozumiem. W pewnym momencie dochodzi do rozbicia bohaterów, które przekłada się na zachwianie spójności książki. Zabieg być może miałby szansę zadziałać chociaż na płaszczyźnie emocjonalnej… Gdyby tylko bardziej zależało nam na mieszkańcach księżyca, którzy w głównej mierze po prostu reprezentują sobą małe miasteczko i gdyby nie to, że do sporu dochodzi, „bo tak”, a Ahsoka traci cały charakterek, smutno przy tym przytakując.

I to „prawie” niestety zwyczajnie nie wychodzi książce na dobre. Znacznie lepiej byłoby, gdyby autorka od A do Z trzymała się obranego schematu. Być może to tylko ja (i moja ogromna miłość do westernów), ale Ahsoka w takiej konwencji naprawdę działa i wszystko rozjeżdża się, kiedy kierunek zmienia się gdzieś w dwóch trzecich powieści. Co gorsza, dzieje się to tak po prostu i bez wyraźnego powodu, poza wpleceniem do historii Baila Organy – który, moim skromnym zdaniem, i tak mógłby pod koniec pojawić się bez większego wyjaśnienia i zaoferować bohaterce współpracę na dłuższą metę. Być może nawet miałoby to sens, a jednocześnie nie rozbijało konstrukcji opowieści.

Mimo wszystko jedno (na dobrą sprawę dość spore, ale pojedyncze) potknięcie nie definiuje jakości całej książki E.K. Johnston i resztę jej utworu uważam za naprawdę dobrą oraz sprawnie napisaną. Losy byłej Jedi są interesujące, księżyc, na który trafia, ma swoją tożsamość, a drugoplanowi bohaterowie, obrazujący jednocześnie klimat niewielkiego odludzia, pomagają lepiej sportretować i rozwinąć charakter Ahsoki. Warsztatowo powieść też wygląda bardzo dobrze – przynajmniej w polskim tłumaczeniu Anny Hikiert, do którego nie mogę mieć chyba żadnych zarzutów.

Star Wars: Ahsoka jest naprawdę dobrą pozycją na liście gwiezdnowojennych tytułów, jedną z lepszych nowokanonicznych powieści, jakie miałem okazję czytać. Jeśli lubicie westernowe klimaty, szczerze zachęcam Was do lektury – być może nawet uda Wam się przejść do porządku dziennego nad tym nieszczęsnym dodatkowym wątkiem i sprawicie sobie jeszcze więcej przyjemności. Jeśli nie, też muszę książkę polecić, bo to ciekawy obraz lubianej przez fanów bohaterki oraz po prostu dobra historia (a poza tym zawiera dwa zdania prawdopodobnie najtrafniej oddające charaktery Obi-Wana i Anakina).


Autor recenzji: Kajetan Cyra

  • Tytuł: „Star Wars: Ahsoka”
  • Autor: E.K. Johnston
  • Tłumaczenie: Anna Hikiert
  • Wydawnictwo: Uroboros
  • Data premiery: 22 sierpnia 2018

Dziękujemy wydawnictwu Uroboros za udostępnienie książki do recenzji.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d blogerów lubi to: