Star Wars: Battlefront II – recenzja trybu multiplayer

battlefront ii hoth

Od premiery Battlefronta II minął już ponad tydzień, a ja w międzyczasie zdążyłem ukończyć kampanię fabularną (o czym szerzej rozpisałem się w osobnym tekście) oraz poświęciłem każde dotychczasowe popołudnie na rozegranie jak największej liczby meczy w trybie multiplayer – od Galaktycznego Szturmu, poprzez Atak Gwiezdnych Myśliwców, na Bohaterach i Złoczyńcach kończąc. Przyjrzałem się także bliżej systemom klas i rozwoju postaci oraz związanym z nimi nierozerwalnie zakupom przy pomocy skrzynek (tzw. loot boxów).

Swoją przygodę z trybem wieloosobowym rozpocząłem od odpowiednika Ataku AT-AT i Podboju z pierwszego BattlefrontaGalaktycznego Szturmu. Gra wrzuciła mnie na Yavin IV, gdzie wcieliłem się w imperialnego szturmowca i… szczerze mówiąc, byłem nieco zawiedziony. Mapa, choć wizualnie przepiękna i gwiezdnowojenny klimat wręcz wylewał się z każdej cegły starożytnej świątyni, była skonstruowana bez przemyślenia, faworyzując stronę obrońców, czyli rebeliantów, których zadaniem jest odpieranie szturmu imperialnych na strategiczne punkty. Ciasne przejścia i wysokie pozycje zajmowane przez w miarę zorientowanych obrońców, stanowią ścianę nie do przejścia dla ich oponentów (w ciągu tygodnia rozegrałem sporo meczy na Yavinie po obu stronach konfliktu i ani jeden nie został wygrany przez Imperium, co mówi chyba samo za siebie).

battlefront ii yavin

Choć zabawa w trybie sieciowym zaczęła się ze sporym zgrzytem, to muszę powiedzieć, że to co nastąpiło potem, zmazało wszelkie grzechy poprzedniej rozgrywki. Gdy wylądowałem w skórze klona na Kashyyyku, zobaczyłem zapierające dech w piersi widoki i pograłem chwilę, próbując zniszczyć pojazdy transportowe Separatystów, wszelka frustracja ustąpiła. Natrafiłem na mapę o perfekcyjnym pod każdym względem balansie. Ukształtowanie terenu nie faworyzuje żadnej ze stron, a jednocześnie obrońcy mają stosunkowo łatwy dostęp do wyrzutni przeciwpancernych, które są potrzebne, by zatrzymać pojazdy droidów (mamy tu do czynienia z tym samym trybem, który dostępny był na mapie Theed w becie Battlefronta II, o której także pisałem swego czasu).

W ten sam sposób testowałem każdą możliwą mapę we wszystkich trybach rozgrywki. Miały one swoje lepsze i gorsze strony, ale, co najważniejsze, wpadka podobna do tej z Yavinem IV już się nie przytrafiła. Zdarzają się lokacje genialne pod względem wizualno-konstrukcyjnym, jak chociażby Kamino, orbita Fondora, czy Baza Starkiller, ale też nieco mniej udane, jak Hoth i Zamek Maz Kanaty (które jednak też potrafią dostarczyć frajdy, jeśli nie będziemy się skupiać na tym, kto na starcie ma przewagę).

142884-games-review-star-wars-battlefront-2-screens-image1-mgjaeczhcd

Wspominałem już o klimacie? Chyba tak, ale muszę dodać jeszcze parę słów. Cała gra wręcz nim ocieka. Choć mogę narzekać na balans i konstrukcję map, to nie mogę powiedzieć choćby jednego złego słowa o klimacie lokacji. Wszystkie stworzone na potrzeby gry mapy są pod tym względem perfekcyjne. Znane miejsca odtworzone na nowoczesnym silniku dostarczają niesamowitych wrażeń. Dodajmy do tego smaczki, takie jak cywile w miastach uciekający przed walką, dzikie zwierzęta na Yavinie kryjące się pośród gęstej dżungli albo Aiwhy latające nad wzburzonym morzem Kamino i mamy obraz klimatycznej perfekcji.

Potężny udział w kształtowaniu wrażeń ma także udźwiękowienie (od razu zaznaczę, że gram w wersję angielską gry, a nie z polskim dubbingiem). Postawiono na jak najwięcej oryginalnych głosów postaci, odgłosów otoczenia oraz klasyczną muzykę zapożyczoną ze wszystkich filmów Gwiezdnej Sagi. Krótko mówiąc, klimat, klimat i jeszcze raz klimat. Pośród wszystkich zgrzytów tej gry, jest on czymś, co potrafi wiele zrekompensować.

A skoro już jesteśmy przy zgrzytach, to chyba czekacie na to, aż odniosę się do systemu skrzynek i mikropłatności, prawda? Niestety (a może stety?), w momencie, gdy pierwszy raz włączyłem Battlefronta, najgorsza burza dotycząca „Pay to win” już minęła, a EA zdecydowało o wyłączeniu mikrotransakcji. Na podstawie informacji które do nas docierają, wiemy, że deweloperzy pracują obecnie nad poprawą systemu i prawdopodobnie zostanie on przebudowany tak, aby za realne pieniądze można było kupować wyłącznie skórki dla postaci, co dla mnie jest całkiem rozsądnym kompromisem. Nie mam nic przeciwko płatnej kosmetyce, bo nie wpływa ona na szanse podczas meczy.

Star-Wars-battlefront-2-how-to-level-classes-2-640x360

Choć twórcy pozbyli się możliwości zakupu waluty premium, to skrzynki działają jeszcze wedle starych zasad. Widać gołym okiem, że system ten został przemyślany tak, aby zachęcić gracza (tudzież zmusić) do wydawania zawartości swojego konta bankowego. Za rozegrany mecz – niezależnie, czy zwyciężony, czy przegrany – dostajemy góra 400 kredytów, przy czym skrzynka z sensowną zawartością przedmiotów i gwiezdnych kart kosztuje 4000 kredytów. Rachunek jest tutaj dość prosty – „Chcesz grać za darmo? Grinduj do upadłego. Nie chcesz grindować? Płać i płacz.”

Dość irytujący jest również fakt, że nie możemy od razu zagrać każdym bohaterem, który zawarty został w grze. Aby odblokować tak ikoniczne postacie, jak Leia, Luke albo Vader, musimy zainwestować kolejno 10000 lub 15000 kredytów. Innymi słowy, kolejny mozolny grind albo waluta premium. Pomijam już fakt, że przed oficjalną premierą Vader i Luke kosztowali bodajże 40000 kredytów, lecz EA, przestraszone reakcją graczy, szybko zmniejszyło ich koszty.

W grze nie zabrakło niestety sporej ilości błędów. Gram na laptopie gamingowym, który znacznie przekracza zalecane wymagania, a mimo to doświadczam wielu problemów. Gra potrafi zawiesić się bez powodu podczas wczytywania nowej mapy albo niemiłosiernie długo ładować, gdy próbuję wrócić do menu głównego. Po ostatniej aktualizacji niesamowicie spadła także jej płynność w pewnych miejscach. Wykonywanie jakichkolwiek czynności w menu jest teraz katorgą, ponieważ cały czas zacina się tak, jakby procesor nie radził sobie z przetwarzaniem danych (przy czym podczas meczy wszystko chodzi perfekcyjnie).

Podsumowując – czy Star Wars: Battlefront II jest wart zagrania i wydania przeszło 200 zł? Szczerze mówiąc, jestem rozdarty jak nigdy wcześniej. Z jednej strony, mamy grę, która jest pod niemal każdym względem większa i lepsza od swojej poprzedniczki z 2015 roku. Z drugiej strony, system rozwoju i ordynarny skok na kasę jaki chciano wcisnąć graczom, skutecznie może zniechęcić osoby, nie mające dość czasu, by spędzać z grą kilka godzin dziennie i mozolnie odkładać kredyty na nowy ekwipunek i bohaterów.

Pozostaje mieć nadzieję, że niebawem EA i DICE naprawią to, co zostało im już wyraźnie wskazane przez społeczność graczy. Póki co chciałbym Was zachęcić do tego, abyście dali szansę temu tytułowi, bo jest tego wart. Nie mogę jednak powiedzieć, żebym robił to z zupełnie czystym sumieniem.


Autor recenzji: Mikołaj Sałasiński

Ocena szczegółowa:

Rozgrywka: 9/10

Klimat: 10/10

Grafika: 10/10

Udźwiękowienie: 10/10

System rozwoju: 2/10

Kwestie techniczne: 5/10

Ocena ogólna:

7,5/10

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s