Skip to content
Reklamy

Star Wars: Rebelianckie Więzienie – recenzja

rebelianckie więzienie cover

Chciałbym tym tekstem rozpocząć niejako drugi cykl swoich tekstów, mianowicie, recenzji komiksów ze świata SW, zarówno tych starych, jak i nowych. Zaczynam nietypowo, bo właściwie od środka aktualnej serii, kilkoma przemyśleniami na temat tomu Rebelianckie więzienie.

rebelianckie więzienie okl

Wydanie zbiorcze otwiera tzw. Annual, czyli dodatkowy numer pozornie niezwiązany z wydarzeniami prezentowanymi w głównej serii. Już sam tytuł odpowiada na pytanie, o czym traktuje historia. Szpieg rebelii to całkiem porządna sensacyjno-szpiegowska (naprawdę?) intryga, z przewidywalnym, choć niespodziewanie gorzkim finałem. Tendencja do demitologizowania prostego konfliktu dobra ze złem trwa w najlepsze, dzięki czemu główny bohater tego numeru intryguje i przekonuje zarówno jeśli chodzi o motywację, jak i środki w realizacji celów. Nie zdradzę za dużo, jeśli powiem, ze Kieron Gillen stworzył całkiem niezłą przystawkę przed utrzymanym w podobnym tonie daniu głównym innego autora. O kresce użytej przy tworzeniu kadrów ogólnie wypowiadać się nie lubię, każdy ma bowiem swoje upodobania. Ograniczę się tylko do stwierdzenia, że jestem zwolennikiem realistycznego przedstawiania postaci i chociaż rysunki Angela Unzety całkiem nieźle tam pasują, akurat nie oceniam ich najlepiej z całego numeru.

Kolejny numer zawiera w sobie dalsze perypetie poczciwego Bena Kenobiego na Tatooine. Jest to jeden z lepszych zabiegów Jasona Aarona, nie tylko jako coś na zasadzie smaczku dla fanów Obi-Wana. Z dzienników Bena Kenobiego służy bowiem oddzieleniu poszczególnych historii Luke’a i spółki, pozwala złapać oddech pomiędzy Osaczonym Vaderem a właśnie Rebelianckim więzieniem oraz, pozwolę sobie na mały spoiler, położeniu pewnych podwalin nie tylko dla historii prezentowanych w komiksach, ale także, co ciekawe, pewnego wątku z Imperium Kontratakuje. Więcej o talencie Jasona Aarona do tworzenia spójnych historii powiem za chwilę.

Tymczasem powróćmy do Bena, który realizuje przysięgę złożoną wiele lat wcześniej i czuwa nad rozwojem syna Anakina, obserwując go z daleka (tak, wiem, jak to brzmi…). Luke okazuje się równie niesfornym i niemal tak bezczelnym chłopcem jak jego ojciec. Obi-Wan stara się mu pomóc, popada w konflikt z Owenem i odkrywa… Nie, za dużo już zdradzam. W każdym razie jest to historia przechodnia, choć niepozbawiona znaczenia, dzieje się tam bowiem coś, co może sprawić twórcom zapowiedzianego spin-offu o przygodach Kenobiego niemały problem. Cliffhanger jest ok, kreska Mike’a Mayhewa jak najbardziej też, ale poza tym, bez fajerwerków. 

Przechodzimy teraz do głównej historii, która także wyszła spod pióra Jasona Aarona. Przedstawione są w niej reperkusje z Osaczonego Vadera w sposób sprawny, ciekawy i naprawdę niejednoznaczny. Bardzo lubię styl historii Aarona, ponieważ, oprócz niezłej intrygi przewodniej dostaję kilka pozornie niezależnych, ale za to rozluźniających ton wątków pobocznych. W tym tomie mamy więc poważną, jeśli nie najpoważniejszą z punktu widzenia moralno-etycznego, opowieść o… tak, tak, dobrze myślicie, o tajnym więzieniu założonym przez Sojusz Rebeliantów.

Wątek jest zaskakujący, ale wcale niepozbawiony sensu. Wręcz przeciwnie, od lokalizacji, przez stosowane w nim metody, aż po argumentację personelu, wszystko to ma naprawdę sensowne fundamenty i działa. Mnie najbardziej pasują rozmowy bohaterów, w których ukazana, jeśli nie hipokryzja, to gigantyczna naiwność tych członków Sojuszu, którzy traktują galaktyczny konflikt jak jakiś legendarny bój. Mit o krucjacie, w której dobrzy, nieskalani trudnymi decyzjami rebelianci starają się odeprzeć zło wcielone Imperium, przebrzmiewa wraz z przekroczeniem przez bohaterki runu Aarona bram Słonecznej plamy. Najciekawiej jednak wypada przy całej tej otoczce krótkie stwierdzenie jednej z bohaterek, że nawet tak radykalny środek nie da gwarancji zwycięstwa nad Palpatinem.

Na szczęście surowy nastrój prostej, ale jakże skutecznej kary, rozwiewa nieco historia kłopotów Luke’a i Hana. Ich przygoda ma walor humorystyczny, pełen smaczków i nawiązań do filmów oryginalnej trylogii. Oczywiście w pewnym momencie nawet tak pozornie niepasujący do tematyki tajnego więzienia wątek próby zarobienia pieniędzy na zapasy dla Rebelii, łączy się z główną historią, po drodze napotykając kilka, naprawdę zabawnych zwrotów akcji.

Oprócz humoru i rozterek etycznych, jak do u Aarona, dostajemy porządną dawkę akcji, z nieźle zarysowaną argumentacją głównego, dodam, że zamaskowanego oponenta. Kim jest ów przeciwnik, jaki będzie finał walki w więzieniu i co przyniesie on dla kolejnych przygód naszej ukochanej bandy Rebeliantów, nie zdradzę. Powiem tylko, że Aaron skupia akcję na żeńskiej części drużyny, co stanowi całkiem niezły kontrapunkt dla poprzednich historii. Czy ma to jakiś wymiar feministyczny? Co prawda nie jestem znawcą takich zagadnień, ale nie wydaje mi się. Decyzja o zrzuceniu na barki kobiet głównej osi fabularnej całkiem sensownie wynika z fabuły i działa bez zarzutu. 

Warto jednak zaznaczyć, że wydarzenia nie są przy tym żadnymi kamieniami milowymi w przypadku charakterologicznego rozwoju księżniczki Organy (o postaciach pobocznych, wymyślonych przez Aarona i Gillena na potrzeby równoległych serii nie wspomnę, w końcu nie ma ich w kolejnych filmach Oryginalnej Trylogii), ale zawsze ciekawym doświadczeniem jest podziwianie, jak jednowymiarowo „dobrzy” bohaterowie są ogołacani ze swojej naiwności.

Co do kreski, to rysunki Leinila Francisa Yu jak zawsze powalają swoją pomysłowością i pewną dozą, z braku lepszego słowa, epickości. W jego pomysłach nie brakuje innowacyjnych rozwiązań, są one jednak zgodne z duchem klasycznego designu Oryginalnej Trylogii (ekwipunek atakującego, droidy bojowe, wygląd więzienia). Mój faworyt w tym tomie.

Podsumowując, Rebelianckie więzienie to tom pełen dobrych pomysłów, wykorzystanych w satysfakcjonujący mnie sposób, stanowiący wbrew pozorom zamkniętą opowieść. Jason Aaron konsekwentnie buduje wątek fabularny, zbierając plon z ziaren zasianych wcześniej przy jednoczesnym dodawaniu drobnych elementów, które mogą okazać się naprawdę istotne w przyszłości. Jest on obecnie jednym z nielicznych scenarzystów, który ma historię, nawet jeśli nie zaplanowaną w najdrobniejszych szczegółach, to chociaż przemyślaną na tyle, że stanowi ona wielowarstwową układankę, z idealnie pasującymi do siebie elementami.

Warto przeczytać.


Autor recenzji: Jakub Stępień

Szpieg Rebelii

Wydanie Oryginalne: Star Wars Annual 1, 2015
Scenariusz: Kieron Gillen
Rysunki: Angel Unzueta

  • Fabuła: 7/10
  • Kreska: 7/10
  • Tłumaczenie: 5/10
  • Średnia: 6,4/10

Z dzienników Bena Kenobiego

Wydanie Oryginalne: Star Wars 15: From the Journals of Ben Kenobi, 2016
Scenariusz: Jason Aaron
Rysunki: Mike Mayhew

  • Fabuła: 6/10
  • Kreska: 6/10
  • Tłumaczenie: 5/10
  • Średnia: 5,7/10

Rebelianckie więzienie

Wydanie Oryginalne: Star Wars 16-19: Rebel Jail 1-4, 2016
Scenariusz: Jason Aaron
Rysunki: Leinil Francis Yu

  • Fabuła: 8,5/10
  • Kreska: 9/10
  • Tłumaczenie: 5/10
  • Średnia: 7,5/10

 

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d blogerów lubi to: