Star Wars: Wielka ucieczka – recenzja

Star Wars: Wielka ucieczka to powieść towarzysząca premierze drugiego spin-offu ze świata Gwiezdnych Wojen, która trafiła do sprzedaży w USA tego samego dnia, co Solo: A Star Wars Story na ekrany kin – 25 maja 2018. W Polsce tytuł autorstwa Rae Carson ukazał się jednak nieco później, bo 19 września, nakładem wydawnictwa Egmont Polska. Podobnie jak recenzowana przez nas niegdyś Eskadra Kobaltowa, książka towarzysząca Solo pojawiła się na półkach polskich księgarń w ramach serii Czytelnia (pozycje przeznaczone dla młodszego odbiorcy).

Wielka_ucieczkaPL

Fabuła Wielkiej ucieczki skupia się na losach Hana Solo i jego pierwszej miłości – Qi’ry – którzy, zwabieni perspektywą awansu w szeregach Białych Robaków, wplątują się w sam środek intrygi pomiędzy Imperium a gangami Korelii, gdzie wychowywała się dwójka młodych bohaterów. Wkrótce okazuje się, że oboje zostali wystawieni przez szefową ich gangu – Lady Proximę – i muszą samodzielnie dojść do rozwiązania ponurej zagadki.

Choć opis brzmi sensownie i początkowo szczerze liczyłem na to, że czeka mnie ciekawa przygoda u boku młodego Hana, to po przeczytaniu powieści miałem w głowie tylko jedną myśl – „nareszcie koniec”.

Głównym przesłaniem książki jest ukazanie czytelnikowi, że przyjaźń i współpraca są ogromnymi wartościami, dzięki którym jesteśmy w stanie pokonać wszelkie stojące przed nami przeszkody. Nie mam problemu z takim podejściem do tematu, bo czymże innym ma być literatura (szczególnie młodzieżowa), jeśli nie sposobem na umiejętne wpajanie pewnych podstawowych wartości? Problem tkwi w tym, że „umiejętne” jest tu słowem klucz, którego zabrakło mi, gdy podsumowałem w głowie fabułę Wielkiej ucieczki.

O ile początek zapowiada się nieźle, trzymając tempo i serwując czytelnikowi ciekawe smaczki fabularne, to wszystko, co znajduje się pomiędzy prologiem a epilogiem, ciągnie się niemiłosiernie, rozwlekając wątki i serwując nam kolejne nieciekawe (i miejscami nazbyt infantylne) dialogi. Po tym wszystkim mamy końcówkę, która znów przyspiesza, trzymając tempo podobne do tego, z jakim mieliśmy do czynienia na początku.

I tak, wiem, że to książka młodzieżowa, więc nie powinienem spodziewać się po niej zbyt wiele, ale w trakcie lektury nie mogłem oprzeć się wrażeniu, że czytam powieść napisaną na kolanie i tylko po to, by sprzedała się wraz z biletami do kina. A szkoda, bo Han Solo bardzo mi się podobał i fajnie byłoby zobaczyć ciekawe rozwinięcie wątków sprzed wydarzeń z filmu.

Do polskiego przekładu w wykonaniu Małgorzaty Fabianowskiej nie mogę mieć żadnych zastrzeżeń, bo zrealizowany został wzorowo. To samo tyczy się jakości wydania przygotowanego przez Egmont, które tradycyjnie trzyma wysoki poziom.

Czy w ostatecznym rozrachunku Wielka ucieczka jest pozycją wartą Waszej uwagi? Chyba nie muszę odpowiadać na to pytanie, ponieważ sami zdążyliście zorientować się, jakie są moje odczucia względem tej książki. Na rynku jest w tej chwili sporo nowokanonicznych powieści, które znacznie bardziej zasługują na wydanie na nie pieniędzy.


Autor recenzji: Mikołaj Sałasiński

  • Tytuł: „Star Wars: Wielka ucieczka”
  • Autor: Rae Carson
  • Tłumaczenie: Małgorzata Fabianowska
  • Wydawnictwo: Egmont Polska
  • Data premiery: 19 września 2018
  • Oprawa: miękka
  • Ilość stron: 368
  • Cena: 15,00 – 25,00 PLN

Dziękujemy wydawnictwu Egmont Polska za udostępnienie książki do recenzji.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d blogerów lubi to: