Seriale

„The Mandalorian” S01E05 – wrażenia z odcinka

The-Mandalorian-S01E05-Concept-Art

Najnowszy odcinek przygód Mandalorianina był dość kontrowersyjny – z jednej strony był to już kolejny filler, który nie ruszył fabuły w żadnym stopniu do przodu, jednak nie mogę o nim powiedzieć, że mi się nie podobał.

W epizodzie 5. zatytułowanym Wspólnik trafiamy na doskonale wszystkim znane Tatooine, gdzie protagonista podejmuje się nowego zlecenia związanego z postacią słynnej skrytobójczyni Fennec Shand. We wszystkim partneruje mu Toro Calican, który wypełnia misję, licząc na to, że przypodoba się członkom Gildii łowców nagród.

The-Mandalorian-S01E05-Toro-Calican

Bardzo podobał mi się powrót do korzeni i pokazanie całego polowania łowców na cel. Zarówno pomysł, jak i wykonanie oceniam na plus. O dziwo niesamowicie ucieszyłem się z powrotu na Tatooine. Smaczki w postaci samego widoku planety, kosmoportu czy słynnej kantyny w Mos Eisley wywołały u mnie naprawdę wielki uśmiech. Podobnie zresztą, jak spotkanie z Tuskenami, którego nie mogę nie szanować za ukazanie ich jako chociaż w jakimś stopniu cywilizowanej rasy, a nie morderczych bestii. Mógłbym jedynie przyczepić się do tego, że lokacje wyglądały nieco pustawo, choćby w porównaniu z poprzednimi światami, oraz brakowało nieco uwydatnienia tego, jak śmierć Jabby wpłynęła na planetę – jednak obie rzeczy nie są na tyle istotne, by odebrać mi radość z odcinka.

A tę z pewnością odebrali mi bohaterowie, jakich Mando spotyka na swojej drodze. Toro Calican był bardzo irytujący i niemal na siłę próbowano upodobnić go do charakteru Hana Solo. W pewnym momencie nie wiedziałem już, czy pani mechanik z kosmoportu bardziej mnie śmieszy czy żenuje – chociaż dzięki temu Dziecko znowu skradło serca widzów. Z kolei osławiona Fennec, choć jej wątek potoczył się dość zaskakująco, to idealny przykład obecności w tym sezonie postaci dostających o wiele więcej niż 5 minut w marketingu, a kończących występ po jednym odcinku. To w czystej postaci marnowanie potencjału.

The-Mandalorian-S01E05-Fennec-Shand

Tradycyjnie kończę wrażenia kwestiami technicznymi i wyjątkowo pochwalę muzykę więcej niż zdawkowym określeniem jej świetności, bo po raz pierwszy od 2 odcinka bardziej zwróciła moją uwagę. Ponadto w scenach nocnych bardzo dobrze działało oświetlenie scen. Ale i tak największe słowa uznania kieruję do otwierającej odcinek sceny pościgu w kosmosie, bo wyglądała cudownie – modele to zdecydowanie jest to, na co czekałem. Było estetycznie, dynamicznie i trzymało w napięciu.

Mam nadzieję, że kolejne odcinki (a pozostało ich tylko 3!) jednak pchną fabułę w konkretnym kierunku i zaprezentują nam poziom wyższy od dość przyjemnej przeciętności, którą zaserwował nam Dave Filoni.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.