Recenzje

„Obi-Wan Kenobi” S01E05 – wrażenia z odcinka

Jesteśmy już po seansie 5. odcinka Obi-Wana Kenobiego (i zarazem pierwszego, którego premiera odbyła się w ramach polskiej wersji Disney+). Przygody brodatego Jedi zbliżają się do swojej kulminacji i było to wyraźnie czuć w najnowszym epizodzie.

Uwaga, poniżej mocne spoilery!

Otrzymaliśmy długo wyczekiwane retrospekcje z czasów Prequeli, o czym plotki krążyły na długo przed premierą serialu. Przedstawiają one trening Anakina i Obi-Wana w dojo, zaś sam ich wydźwięk ma ogromne znaczenie dla przebiegu fabuły całego odcinka – można powiedzieć, że dawne lekcje, jakie Obi-Wan przekazał swojemu uczniowi, dobitnie przekładają się na wydarzenia z „teraźniejszości”.

Pokazano nam, jak bezpardonowe parcie do zwycięstwa z jednej strony pomaga Anakinowi pokonać przeciwnika, lecz z drugiej sprawia, że odsłania on swoje słabe strony i staje się podatny na fortele. Ta zamierzchła lekcja, jaką najwyraźniej Kenobi i Vader wspólnie przeżywają w myślach, pomaga protagoniście w przewidzeniu ruchów swojego dawnego ucznia, zaś Vader nie powtarza dzięki niej błędów młodości.

Realizacja retrospekcji była w moim odczuciu najjaśniejszym punktem tego epizodu. W tej małej, zamkniętej scenerii upakowano sporą część klimatu Prequeli, a wspólne sceny Ewana McGregora i Haydena Christensena przyprawiały mnie wręcz o gęsią skórkę. Widać, że Ewan i Hayden zostali odmłodzeni na potrzeby owych fragmentów, jednakże w przypadku drugiego z nich spod efektów komputerowych wciąż przezierały nieco starsze rysy (twarz aktora dość wyraźnie zmieniła się od Ataku klonów czy Zemsty Sithów). Christensenowi przybyło wizualnie lat, jednak widać, że mimo to twórcy chcieli jedynie nieco zniwelować ten efekt, zamiast nakładać na niego deepfake’a – jak w przypadku Luke’a z Księgi Boby Fetta – i była to słuszna decyzja.

Wróćmy jednak do głównej linii fabularnej. Kenobi, Tala i Leia docierają w końcu do Jabiim, jednak ich śladem podąża Mroczny Lord Sithów oraz Reva, która w międzyczasie zyskuje rangę Wielkiej Inkwizytorki. Jak się jednak okaże niebawem, nie nacieszy się awansem zbyt długo.

Siły imperialne pod dowództwem Trzeciej Siostry otaczają kryjówkę buntowników i zaczynają forsować drzwi. Chcąc zagrać na zwłokę, Obi-Wan podejmuje się rozmowy z Revą. W jej trakcie potwierdzają się nasze wcześniejsze domysły – antagonistka rzeczywiście jest jednym z młodzików, których spotkaliśmy na samym początku 1. odcinka serialu. Jej przyjaciele zostali wymordowani przez samego Anakina podczas Czystki Zakonu Jedi, a Revie udało się przetrwać tylko dzięki temu, że udawała martwą. Kenobi dość prędko odczytuje prawdziwe intencje Inkwizytorki – tak naprawdę nie pragnie ona służyć Vaderowi, lecz zabić go za to, co zrobił 10 lat wcześniej jedynej rodzinie, jaką kiedykolwiek miała. Najwyraźniej uznała, że granie najwierniejszej wyznawczyni Dartha Vadera pozwoli jej się do niego zbliżyć przed zadaniem ostatecznego ciosu.

Szturmowcy pod dowództwem Revy w końcu wdzierają się do kryjówki i dziesiątkują przebywających tam uciekinierów, salwujących się ucieczką w kierunku promów ewakuacyjnych. Obi-Wan robi, co może, by dać innym czas na ucieczkę, jednak w wyniku walki ginie Tala. Widać, że jej śmierć bardzo dotyka mistrza Jedi, który przez krótki czas zdążył już obdarzyć ją sympatią (głównie za to, co zrobiła dla niego i Lei).

Kiedy uchodźcy zostają zapędzeni w kozi róg, Obi-Wan wyciąga ostatniego asa z rękawa, wykorzystując wspomnienie dawnych lekcji z Anakinem. Bez broni poddaje się agresorom i Trzeciej Siostrze, wiedząc, że Vader przybędzie na miejsce natychmiast, gdy tylko dowie się, że jego arcywróg został pochwycony żywcem. To z kolei ma dać Revie okazję do zabicia Mrocznego Lorda, kiedy będzie on całkowicie pochłonięty Obi-Wanem…

Jak łatwo możecie się domyślić, cały plan spala na panewce. Pomijając już nawet fakt, że przecież Vader musi przeżyć wydarzenia z Kenobiego, co na starcie mocno uszczupla stawkę wydarzeń, to oczywiste jest, że zwykła Inkwizytorka nie ma żadnych szans z drugim najpotężniejszym Sithem w galaktyce. Próba zabójstwa kończy się sponiewieraniem Revy przez Vadera, a finalnie brzuch świeżo upieczonej Wielkiej Inkwizytorki zostaje przebity jej własnym ostrzem.

Skoro już jesteśmy przy Inkwizytorach i przebitych brzuchach, powraca pau’ański Wielki Inkwizytor. Chciałoby się rzec, że „okazuje się, iż przeżył zdradę Trzeciej Siostry”, ale to również wiedzieliśmy od początku, biorąc pod uwagę jego późniejszą rolę w animowanych Rebeliantach. Jeśli się nad tym zastanowić, to Reva ma przedziwnego pecha, bo cały czas próbuje zdradzić lub zabić osoby chronione przez najpotężniejszą siłę: plot armor.

Obi-Wanowi i reszcie rzutem na taśmę udaje się uciec z Jabiim, a ranna Trzecia Siostra pozostawiona jest sama sobie na lądowisku. Po chwili jednak całkowicie zapomina o dziurze w brzuchu i bólu, bowiem w oddali dostrzega błyszczące urządzenie. Oczywiście instynkt nakazuje jej wykorzystać ostatnie siły witalne, by doczołgać się do małego komunikatora Obi-Wana, gdzie znajduje się wiadomość od Baila Organy, zdradzającego, że ma zamiar udać się na Tatooine – do domostwa Larsów i Luke’a – jeśli Ben Kenobi nie da znaku, że Leia jest bezpieczna.

Tak właśnie kończy się odcinek 5. i możemy się już domyślić, jak mniej więcej potoczy się finał. Stawiam na to, że Reva jakimś cudem przeżyje przedziurawienie przez Vadera i przybędzie na Tatooine, gdzie dojdzie do ostatecznej konfrontacji – zapewne w samym domostwie Larsów.

Mam mieszane odczucia względem tego epizodu, jednak z przewagą pozytywnych. Z jednej strony nie mogę się wyzbyć wrażenia, że twórcy sami nie wiedzą, dokąd chcą poprowadzić tę historię, lecz jednocześnie było to widowisko zdecydowanie ciekawsze i bardziej sensowne niż dwa ostatnie.

Czy zatem historia brodatego Jedi doczeka się satysfakcjonującego zamknięcia? Są podstawy ku temu, by mieć nadzieję, ale oczywiście przekonamy się w przyszłym tygodniu.

Na koniec krótka dygresja dotycząca muzyki i kwestii technicznych. O ścieżce dźwiękowej praktycznie nie wspominałem, ponieważ nie ma o czym mówić – tak jak wcześniej, nie licząc głównego motywu, w zasadzie nie ma żadnego wartego uwagi fragmentu, który mógłbym zapamiętać. Zdecydowanie lepiej wygląda sprawa w kwestiach wizualnych: sceneria, klimat i efekty graficzne zrealizowane są solidnie. Nadal nie jest to poziom filmów, jednak jest o niebo lepiej niż w poprzednim odcinku, gdzie towarzyszyły nam dwuwymiarowe tła.

Podobne posty

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button

Wykryto Adblocka :(

Hej! Nasza strona to owoc pracy pasjonatów, lecz musi się również utrzymać! Działamy głównie dzięki reklamom, które wyświetlamy. Rozważ wyłączenie Adblocka, aby zapewnić nam możliwość dalszego dostarczania ciekawych treści.