Recenzje

„Obi-Wan Kenobi” S01E03 – wrażenia z odcinka

Dzień Dziecka przyniósł nam kolejny odcinek Obi-Wana Kenobiego. Tym razem dostaliśmy już tylko jeden epizod przygód brodatego Jedi, ale było to 40 minut obfitujące w więcej emocji niż dwa poprzednie razem wzięte! Uwaga, poniżej mocne spoilery!

Odcinek 3. stanowi bezpośrednią kontynuację poprzednich wydarzeń. Główny bohater i uratowana przez niego Leia są w drodze na spotkanie z osobą, która ma zabrać ich w bezpieczne miejsce. Kiedy docierają na górniczą planetę Mapuzo, kierują się pod podane koordynaty, jednak okazuje się, że na miejscu nikt na nich nie czeka. To skłania Obi-Wana do założenia, iż został oszukany, co ostatecznie sprawia, że protagonista i jego podopieczna łapią przypadkowego kierowcę i zabierają się z nim w podróż w kierunku portu kosmicznego… Tak właśnie odnajdują ich prawdziwe kłopoty.

Próba nawiązywania kontaktu z kimkolwiek na opanowanej przez Imperium planecie nie mogła się skończyć inaczej niż źle, więc nie mija wiele czasu, a Obi-Wan zostaje rozpoznany na jednym z posterunków, przez co zmuszony jest do zabicia szturmowców. Chwilę później na miejscu zjawia się kolejny patrol, jednak okazuje się, że jego dowódczyni (postać grana przez Indirę Varmę) to podwójna agentka.

Auć! To musiało boleć.

Ostatecznie Kenobi i Leia lądują w kryjówce swojej wybawicielki. W trakcie rozmowy okazuje się, że Obi-Wan nie jest pierwszym Jedi, któremu agentka pomogła w ucieczce – dzięki napisom wyrytym na ścianie dowiadujemy się, że pośród ocaleńców znalazł się chociażby kiffarski mistrz Quinlan Vos, znany nam m.in. z serii Wojny klonów.

W tym samym czasie nie próżnują również antagoniści. W końcu spotykamy Dartha Vadera, który zaprezentowany zostaje podczas sekwencji „montażu” wszystkich elementów cybernetycznych. Mroczny Lord Sithów wie, że jego dawny mistrz wyszedł z cienia i jest zdeterminowany, by go odnaleźć oraz dokonać na nim zemsty. Pomóc mu mają w tym Inkwizytorzy – ci jednak bardziej skupieni są na wzajemnej rywalizacji i przypodobaniu się Vaderowi niż na prawdziwym celu.

Nie wiem, czy to tylko moje odczucie, ale po tych trzech odcinkach odnoszę wrażenie, że każdy z obecnych w serialu Inkwizytorów został napisany po prostu… słabo. Nie mówię już nawet o Wielkim Inkwizytorze, który został potraktowany tak po macoszemu, że równie dobrze mogłoby go w ogóle nie być. Piąty Brat i Czwarta Siostra wciąż stanowią tło dla Revy, zaś sama Trzecia Siostra dalej udowadnia, że scenarzyści nie mieli na nią specjalnego pomysłu i z jednej strony chcą ją cały czas pokazywać, ale z drugiej nie dają jej nic sensownego do roboty.

Na szczęście wejście Dartha Vadera zrekompensowało wszelkie niedociągnięcia. Przyznam się, że dostałem prawdziwej gęsiej skórki w chwili, gdy Sith przechodził przez uliczkę i mordował przypadkowych mieszkańców, by zmusić Kenobiego do wyjścia z kryjówki. Przez moment sam autentycznie się bałem! Takie uczucie niełatwo jest wzbudzić w widzu, a jednak w tym wypadku twórcom się udało.

Zanim jednak przejdziemy do finału, muszę zrobić małą dygresję, żeby nikt nie wytknął mi, że to pominąłem. W trakcie rozmowy między agentką graną przez Varmę a Obi-Wanem dowiadujemy się, że punkt tranzytowy, gdzie mają trafić bohaterowie, znajduje się na planecie Jabiim. Miejsce to może uruchamiać synapsy zarówno u fanów kanonu, jak i Legend. W Expanded Universe planeta odegrała istotną rolę w czasie Wojen klonów (Obi-Wan dowodził tam klonami podczas jednej z kampanii wojennych), zaś w kanonie została dotąd jedynie napomknięta w ramach Star Wars: The Force Awakens Beginner Game oraz w komiksie Ghosts of Kashyyyk, Part 3—Star Wars Adventures. Czy w końcu zobaczymy ją w serialu? Czas pokaże.

Zwieńczeniem epizodu został oczywiście pojedynek Vadera z Obi-Wanem. Dość powiedzieć, że brodaty Jedi jest kompletnie nieprzygotowany na poziom agresji i nienawiści, jaki drzemie teraz w jego byłym przyjacielu. Zostaje bezpardonowo sponiewierany, a na koniec niemal potraktowany tak samo, jak Anakin wiele lat wcześniej. Zapewne sami zauważyliście, że krzyki przypalanego Kenobiego pośród jeziora ognia mocno kojarzyły się z finałem Zemsty Sithów – i dokładnie taki efekt chciał osiągnąć Vader, czyniąc Obi-Wanowi to samo, co spotkało jego lata wcześniej.

Dzięki pomocy nowopoznanej agentki i jej droida Obi-Wan wydostaje się z opresji, jednak przypłaca to mocno przypalonym ramieniem i jeszcze mocniej podkopaną dumą, która i tak nie była już w najlepszym stanie.

W międzyczasie Leia dociera na koniec tunelu, skąd ma ją odebrać kontakt agentki, jednak czeka tam na nią Reva i zwłoki mężczyzny. Księżniczka zostaje porwana i chyba możemy się już domyślić, gdzie historia zabierze nas za tydzień – do twierdzy Inkwizytorów.

Choć 3. odcinek Obi-Wana Kenobiego miał swoje mankamenty, mogę śmiało powiedzieć, że był to jak dotąd najlepszy epizod. Oczywiście sporo w tym zasługi Vadera, jednak bardzo pozytywnie odebrałem też postać Varmy. Ewan McGregor radzi sobie z rolą doskonale i czuć, że to ten sam Jedi, jakiego znamy z Prequeli… Znacznie mniej pewny siebie, starszy i zrezygnowany, ale wciąż drzemie w nim ten duch. Miejmy nadzieję, że niedługo się obudzi, bo czeka go dogrywka z Mrocznym Lordem Sithów.

Podobne posty

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button

Wykryto Adblocka :(

Hej! Nasza strona to owoc pracy pasjonatów, lecz musi się również utrzymać! Działamy głównie dzięki reklamom, które wyświetlamy. Rozważ wyłączenie Adblocka, aby zapewnić nam możliwość dalszego dostarczania ciekawych treści.