Recenzje

„LEGO Gwiezdne wojny – Saga Skywalkerów” – recenzja

Po bardzo długim czasie zakłóconym sprawami prywatnymi, jak i porażającym rozmiarem gry, udało mi się wreszcie wymaksować LEGO Star Wars – The Skywalker Saga od studia TT Games. Przyszedł więc czas na podzielenie się odczuciami z całości gry, które jednak nie będą znacząco różne od opublikowanych krótko po premierze wrażeń z pierwszych godzin gry – w wielu kwestiach po prostu się utwierdziłem.

Zacznijmy od fabuły, która w dalszym ciągu wypada kiepsko. Tendencja do skrótowego przedstawienia fabuły epizodów oraz bardzo dziwnego tempa akcji nie jest wyłącznie domeną Prequeli i objawia się także w kolejnych częściach. Nie zdziwcie się zatem, kiedy 60% Imperium kontratakuje spędzicie na powierzchni i w przestrzeni kosmicznej Hoth, a kluczowa w Ostatnim Jedi bitwa o Crait zostanie zredukowana do kilkusekundowej (sic!) cutscenki i absurdalnie rozciągniętej do kilkunastu minut misji ucieczki z kopalni. Ósmy epizod został zresztą ofiarą chyba największej kastracji pod kątem materiału, a ponadto zupełnie rozmija się z przesłaniem i tematyką filmu, sprawiając że growa adaptacja mojego ulubionego epizodu jest najgorszą częścią tej gry. Zupełnie odwrotnie ma się za to sprawa ze Skywalker. Odrodzenie, który dla odmiany wskoczył na pierwsze miejsce – chociaż nie wiem, na ile jest to dodatkowo spowodowane tym, że wiele wad filmu idealnie wpisuje się w ironiczną konwencję LEGO i cały charakter tej gry.

Na szczęście, w przeciwieństwie do Prequeli, znacznie łatwiej znaleźć wśród pozostałych epizodów bardzo dobre misje. Wydłużeniu uległ też ich czas, pojawiła się większa różnorodność. Rzadko są to tylko 5-minutowe, dynamiczne starcia z bossami, a jeśli już, to areny do walki z nimi są znacznie bardziej rozbudowane i oferują zalążek eksploracji. Prawdopodobnie najlepsza misja w całej grze to otwierająca Nową nadzieję przeprawa przez Tantive IV, która z powodzeniem zapewnia dobre pół godziny zabawy, jeśli chcemy zajrzeć w każdy zakamarek statku, i dość kompleksowo odwzorowuje filmową sekwencję. Złego słowa nie mogę też powiedzieć o pojedynku z Vaderem w Mieście w Chmurach, walce z rathtarami czy skradaniu się na Kijimi.

Nadal jednak boli fakt, że sporą część fabuły spędzimy na pustym bieganiu po otwartym świecie i oglądaniu scenek przerywnikowych, które nie ubogacają biednej wersji scenariusza w wystarczającym stopniu. To pierwsze nie ma zbyt dużego sensu, bo mając zablokowany wybór postaci na tych fabularnych, niemal nic nie będziemy w stanie zrobić – już nie mówię o rozwiązaniu zagadek czy wykonaniu misji pobocznych, ale pewnej części tych ostatnich nie bylibyśmy w stanie nawet przyjąć. To wszystko z powodu rozminięcia się naszych protagonistów z określoną klasą, której odblokowanie będzie wiązało się z przejściem określonej porcji gry, a także zaliczeniem w fabule określonego fragmentu otwartego świata, aby móc go odblokować w grze dowolnej.

Co do drugiej kwestii, oczywiście, mogę zakładać, że znakomita większość odbiorców gry miała już w przeszłości styczność z filmami i astronomiczne dziury fabularne nie są dla nich przeszkodą, bo wszystko zrozumieją. Mimo wszystko, tekst kultury powinien bronić się sam z siebie i tak wyprana z wielu kluczowych elementów warstwa fabularna jest moim zdaniem niedopuszczalna i przekreśla jakikolwiek sens istnienia takiego półproduktu.

Oczywiście, kiedy przechodzimy fabułę po raz drugi, aby móc zdobyć wszystkie możliwe znajdźki i inne przedmioty kolekcjonerskie. Zamiast opcji powtórnego przejścia całej kampanii, mamy możliwość powtórki tylko samych misji. Bez żadnego kontekstu, bez sekwencji w otwartym świecie (a w kampanii pojawiało się kilka unikalnych lokacji, które, jak się okazuje, możemy zwiedzić tylko raz), bez cutscenek. Podchodziłem do tego dość ambiwalentnie, bo jednak dobrze było się skupić wyłącznie na samej grze w misjach, kiedy zależało mi tylko na zdobyciu kilku dodatkowych przedmiotów, ale z drugiej strony… trochę nie rozumiem braku opcji powtórki pełnej fabuły.

Nieodłącznym elementem gier LEGO jest specyficzny humor, od którego recenzowany tytuł zdecydowanie nie stroni. Choć początkowo wywoływał u mnie uśmiech, tak w dłuższej perspektywie zaczął coraz bardziej męczyć – głównie za sprawą powtarzanych w kółko tych samych żartów i wejścia na naprawdę grząski grunt humorku rodem z memów z Reddita. Bardzo groteskowe elementy rujnują z kolei jakiekolwiek emocjonalne napięcie i smutniejsze sceny (tych praktycznie brak), jakby twórcy obrali sobie za cel ośmieszenie każdej sceny z Sagi dla samego ośmieszenia. Bardzo dziwnie się ogląda takie polukrowane Gwiezdne wojny. Wiele osób oczekiwało, że wisienką na torcie będzie tzw. mumble mode, czyli tryb pozwalający poczuć się jak w starej odsłonie LEGO Star Wars, gdzie postaci zamiast mówić pomrukiwały. To było naprawdę fatalne doświadczenie… Wiecie, dlaczego wtedy to działało? Bo wokół tego zabiegu zbudowano w grze całą narrację i skoro postaci nie mówiły, to wszystko przekazywano nam obrazem. The Skywalker Saga jest jednak zbudowana na tradycyjnym typie narracji, gdzie wszystko przekazywane nam jest w dialogach, a ilość informacji dostarczanych nam wizualnie jest minimalna. Zastępując dialogi mruczeniem twórcy sprawili, że… gracz w sumie nic nie rozumie. Równie dobrze mógłbym włączyć sobie grę w obcym języku i nie przesiadać się na ten opcjonalny tryb.

Jeśli już przy kwestiach językowych jesteśmy, to warto odnotować, że zarówno polska, jak i angielska wersja językowa, stoją na bardzo wysokim poziomie. Tłumaczeniu nie ma czego zarzucić, a dubbing brzmi świetnie – miło było ponownie posłuchać kilku głosów znanych z filmów. Twórcom należą się też pochwały za implementację wcale nie tak oczywistego ostatnimi czasy podziału wyboru języka napisów i wypowiadanych kwestii.

Skoro już wspomniałem otwarty świat, to wypadałoby powiedzieć i o nim słów kilka. Moje początkowe wrażenia były całkiem pozytywne, za wyjątkiem bezsensownego włączenia go do fabuły. To się niespecjalnie zmieniło, bo możliwość podróży po całej Galaktyce jest naprawdę świetna, zwłaszcza biorąc pod uwagę ilość ikonicznych lokacji rozmieszczonych na 24 planetach i ich przestrzeni kosmicznej, a także na pokładach kilku okrętów flagowych, takich jak Executor czy Gwiazda Śmierci, które odblokujemy w kosmicznych bitwach. Co więcej, spora część tych lokacji jest dostatecznie skondensowana. Zwiedzanie ich daje poczucie znanej z filmów skali i rozmachu, ale jednocześnie udało się twórcom nie przeszarżować z ich rozmiarem. Świat jest pełen życia i postaci, ma świetnie odwzorowany klimat, jednak… co z tego, skoro niespecjalnie zachęca do jego poznawania. Misje poboczne zazwyczaj nie są zbyt porywające, za to przesadnie rozciągnięte w czasie, czego kwintesencją są questy, w których musimy przetransportować coś na inną planetę. Czekają nas po drodze przynajmniej 3 starcia z hordami przeciwników, odbywające się w identycznym miejscu przestrzeni kosmicznej, gdzie stacjonuje na dodatek jakiś okręt flagowy – nie dość, że bardzo szkaradny i wyglądający zupełnie inaczej od innych dostępnych okrętów, to na dodatek niebędący właściwym obiektem, bo spokojnie ja i przeciwnicy możemy przenikać przez jego ściany.

Wracając do wspomnianego przedłużania gry w nieskończoność – konieczność oglądania za każdym razem trwającej wcale nie tak krótko animacji lądowania na planecie – niezależnie, czy akurat tam ląduję prosto z kosmosu, użyłem szybkiej podróży, czy nawet skończyłem którąś z misji fabularnych – sprawiała, że bardzo szybko traciłem chęć do gry… i nie tylko jej. Trudno znaleźć mi bardziej chamski i irytujący „wydłużacz” czasu, zwłaszcza że nie był on loadingiem, bo na ten poświęcono oddzielny ekran.

Zagadki środowiskowe prezentują się często ciekawiej, są też całkiem zróżnicowane, jednak koniec końców oba typy aktywności są dla mnie bezzasadne. Zdobywane za nie klocki kyber służą do pozyskiwania nowych umiejętności w ogólnym drzewku rozwoju, jak i drzewkach poświęconych każdej klasie postaci z osobna. Jednak, jak już pisałem wcześniej, cała ta mechanika jest zupełnie zbędna. Czy naprawdę potrzebujemy robić z prostych gier LEGO pseudo-RPG, gdzie rozwój postaci sprowadza się do tego, że będzie zadawać 10% obrażeń więcej, a czas poświęcony na budowanie obiektów będzie krótszy o 1 sekundę? Większość tych umiejętności brzmi trochę tak, jakby twórcy już nie mieli pomysłu i szukali każdej możliwej opcji dla gracza, który zebrał absurdalną liczbę przeszło 1000 klocków kyber dostępnej w grze i zastanawiał się, na co je wydać. Zresztą, jak na grę z klocków i o klockach, to budowania jest tutaj absurdalnie mało rzeczy. Rzadkością są misje, w których możliwe do skonstruowania jest coś innego od wszędobylskich barykad lub czasem jednej ze znajdziek.

Poprzednio nie wyrażałem się dość pochlebnie o walce, jednak na tym polu gra chyba najbardziej odmieniła moje zdanie. Tak, to nadal jest wciskanie 4 przycisków, ale niezwykle satysfakcjonujące. Z czasem starcia przestały mnie nudzić i zaczęły sprawiać zaskakująco dużo frajdy, kiedy wykonywałem coraz to bardziej wymyślne combosy, przełączając się ponadto między postaciami walczącymi mieczem świetlnym i blasterem. Ze sporym zaskoczeniem przyjąłem fakt, że rozgrywka różni się zależnie od postaci, nawet kiedy należą do tej samej klasy czy władają tą samą bronią. Kylo, Vader, Yoda, Luke Skywalker, Boba Fett, Dengar i Finn – gameplay każdym z nich, choć opiera się na tych samych zasadach, różni się niuansami, sposobem działania broni bądź poruszaniem. Wprowadza to nieco świeżości do gry i zdecydowanie zachęca, by próbować rozgrywki różnymi postaciami (a jest ich łącznie 380!), tak, aby znaleźć odpowiednią dla własnego stylu i czerpania z niej większej przyjemności. Kolejnych bohaterów odblokowujemy przechodząc misje fabularne lub poboczne, a następnie kupując ich za klockową walutę, na której niedostatek bardzo szybko można przestać narzekać.

Spora widowiskowość w starciach wręcz czy na dystans wynika też poniekąd z bardzo nisko zawieszonego poziomu trudności. Inteligencja przeciwników nie jest najwyższych lotów, a gra wybacza bardzo wiele i nie karze gracza za porażkę. Nie da się ukryć, że to ułatwienia przeznaczone raczej dla młodszych odbiorców, by ci dłużej mogli cieszyć się tytułem i nie demotywowali zbyt szybko.

Tak jak da się wyczuć różnicę w broniach, tak i da się wyczuć różnicę w pojazdach. Trochę inaczej kierują się myśliwce, inaczej bombowce, a jeszcze inny charakter prezentują frachtowce. Moje odczucia co do tych elementów są jednak bardzo neutralne – nie sprawiało mi to radości (a powinno, to w końcu latanie statkami z Gwiezdnych wojen!), ale też specjalnie nie męczyło, chociaż do końca nie mogłem dogadać się ze zmienną czułością kierowania statkami.

Akcję śledzimy kamerą zza pleców (czy też zza silników) i o ile w kwestii pojazdów nie mam jej nic do zarzucenia, to w przypadku bohaterów zdarzały mi się momenty, kiedy jej praca mnie drażniła – szczególnie wymuszone zablokowanie jej na przeciwniku w trakcie walk z bossami, które można rozwiązać jedynie zmianą na określone klasy postaci i to dopiero w grze dowolnej. Czasem też brakowało mi szerszej perspektywy, jaką gwarantowały dotychczas stosowane w grach LEGO „filmowe” kamery, ale generalnie jestem bardzo zadowolony z tej zmiany.

Niezmiennie zachwycająco wypada oprawa wizualna. Projektantom świetnie udało się pożenić klockowe konstrukcje z bardziej realistycznym otoczeniem, robiącym szczególnie dobre wrażenie na najwyższych ustawieniach graficznych. Na bardzo wysokim poziomie stoi też oświetlenie, wszelkie efekty cząsteczkowe i jakość tekstur. Co więcej, to połączenie w żadnym momencie nie wydaje się być nienaturalne i od pierwszego rzutu okiem ze sobą współgra. Naprawdę trudno przejść obojętnie obok tak dobrze wyglądającej gry. Niestety, zdecydowanie zawiódł montaż muzyki. Trudno sobie wyobrazić tego typu produkcję bez partytur Johna Williamsa, jednak niesamowitym jest dla mnie, jak bardzo można zepsuć odpowiednią ilustrację akcji muzyką. Mało który z ikonicznych momentów właściwie przez to – nomen omen – wybrzmiewa, zdarzają się też sceny z zupełnie nietrafionym doborem ścieżki. Z kolei ilość kawałków dostępna w trybie dowolnym jest bardzo skromna i błyskawicznie się nudzi – w pewnym momencie wolałem po prostu wyciszyć grę i włączyć w tle playlistę z muzyką z uniwersum.

Jak zaznaczyłem wyżej, grałem na najwyższych ustawieniach graficznych i biorąc pod uwagę, że mój komputer nie jest pierwszej świeżości, nie uświadczyłem niemal żadnych problemów. Wyraźne spadki klatek pojawiały się tylko w wiosce Ewoków oraz w dzielnicy Uscru na Coruscant, jednak nie były one długotrwałe. Gorzej od optymalizacji prezentował się stan techniczny gry, zdecydowanie niebędący wolnym od mniejszych lub większych błędów, włącznie z crashami gry w specyficznych momentach, uniemożliwiających kontynuację misji. Szczytem problemów było zdobycie jednej ze znajdziek podczas misji w więzieniu na Canto Bight – próba wyboru jednej z trzech konstrukcji do zbudowania zawsze kończyła się wyborem którejś z dwóch pozostałych. Rozwiązaniem okazało się… zainstalowanie emulatora pada.

LEGO Gwiezdne wojny – Saga Skywalkerów nie jest tytułem, który byłbym w stanie polecić bez mrugnięcia okiem. Trudno tutaj wskazać jakiś jednoznacznie dobry element, mogący przyciągnąć na dłużej do ekranu. Fabuła filmów została fatalnie zaadaptowana, galaktyka, choć klimatyczna i świetnie odwzorowana, jest wypełniona po brzegi pustą i zupełnie zbędną zawartością. Dodatkowe mechaniki może i wzbogacają rozgrywkę, ale nie w stopniu, jakiego bym oczekiwał. Recenzowany tytuł to bardzo drogi i licencjonowany eksperyment, oparty na formule gier LEGO. Eksperyment nieudany, pokazujący, że ten typ produkcji najlepiej działał w sprawdzonym przez wiele lat formacie i jego zmiany nie przynoszą dobrych owoców. Ładne widoczki to niestety za mało.


Specyfikacja komputera, na którym grałem w LEGO Star Wars: The Skywalker Saga:

  • Procesor: Intel Core i5-7400 4×3.00 GHz
  • Karta graficzna:  Zotac NVIDIA GeForce GTX 1060 AMP Core Edition 3GB
  • RAM: 2x8GB Ballistix Sport LT 2400 MHz CL16
  • Dysk: SSD 512GB ADATA XPG SX8200 Pro M.2 NVMe
  • Rozdzielczość ekranu: 1920×1080

Podobne posty

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany.

Back to top button

Wykryto Adblocka :(

Hej! Nasza strona to owoc pracy pasjonatów, lecz musi się również utrzymać! Działamy głównie dzięki reklamom, które wyświetlamy. Rozważ wyłączenie Adblocka, aby zapewnić nam możliwość dalszego dostarczania ciekawych treści.