Star Wars: Utracone gwiazdy – recenzja

„Tarkin roześmiał się łagodnie, odwracając się do jednego z młodszych oficerów stojących tuż za nim.

– Widzisz, Piett? Nie powinniśmy się nigdy wahać użyć kija, ale są chwile, kiedy marchewka jest skuteczniejsza.

Thane nie miał pojęcia, co to znaczy, ale nie dbał o to. Wiedział tylko, że nie wyobraża sobie nic wspanialszego ponad życie oficera w imperialnej flocie. Sądząc po uśmiechu Cieny, ona myślała tak samo.”

utracone-gwiazdy-claudia-gray

Star Wars: Utracone gwiazdy (ang. Star Wars: Lost Stars) to kolejna powieść prężnie rozwijanego nowego kanonu Gwiezdnych wojen, wydana jako element wprowadzenia do filmu Gwiezdne wojny: Przebudzenie Mocy. Książka wyszła spod pióra amerykańskiej autorki bestsellerów New York TimesaClaudii Gray – która napisała jeszcze jeden tytuł nowego kanonu – Star Wars: Więzy krwi.

Omawiana pozycja została wydana na polskim rynku przez wydawnictwo Uroboros, a za przekład odpowiedzialni są Błażej Niedziński i Anna Hikiert. Książka znajduje się w miękkiej, estetycznej, matowej okładce ze skrzydełkami. Projekt samej okładki jest jest bezpośrednią kopią wydania oryginalnego, ale doskonale wpasowuje się historię przedstawioną na kartach powieści, zatem nie widzę powodu, by potrzebna była zmiana na tym polu. Wewnątrz znajdziemy 446 stron tekstu.

Fabularnie Utracone gwiazdy osadzone są na przestrzeni kilkunastu lat. Głównych bohaterów – Cienę Ree i Thane’a Kyrella – poznajemy jako dzieci, około 8 lat po upadku Republiki, gdy Imperium Galaktyczne znajduje się u szczytu swojej potęgi i dociera do najdalej położonych zakątków galaktyki, w tym planety Jelucan – ojczyzny wspomnianej dwójki. Wraz z postępem wątku przychodzi nam śledzić losy przyjaciół, którzy bezpośrednio lub pośrednio biorą udział w najważniejszych wydarzeniach znanych nam z filmowej Oryginalnej Trylogii. Wbrew łączącemu ich uczuciu, nie jest im jednak dane przeżywać tych ważnych wydarzeń wspólnie, gdyż odmienne spojrzenie na życie ostatecznie umieszcza ich po przeciwnych stronach barykady – stawiając honor ponad własne życie, Ciena pozostaje wierna Imperium, podczas gdy Thane, nie mogąc znieść zła, które dostrzega dokoła, postanawia przyłączyć się do Sojuszu Rebeliantów. Historia orbituje wokół Galaktycznej wojny domowej, widzianej z perspektywy obojga młodych jelucańczyków, lecz jej finał wykracza nieco poza ramy określone przez filmowy Powrót Jedi. Warto wspomnieć także, że w toku wydarzeń ukazanych w powieści Thane i Ciena spotykają na swojej drodze wiele doskonale znanych nam postaci – Wielkiego Moffa Tarkina, Księżniczkę Leię Organę czy Wedga Antillesa. Nie dominują oni jednak nad wątkami głównych bohaterów, a są jedynie wpleceni w ich historię, co – muszę przyznać – Claudia Gray zrobiła po mistrzowsku.

Historia ukazana w Utraconych gwiazdach jest skonstruowana w ciekawy sposób, jej wątki są ze sobą połączone w sposób nieoczywisty, ale zrozumiały dla czytelnika i sprawnie wplecione w kluczowe momenty sagi Skywalkerów. Protagoniści powieści nie są superbohaterami pokroju Luke’a Skywalkera, którzy ratują całą galaktykę z opresji, a jedynie elementami istotnych wydarzeń. Zdarza im się wywrzeć jakiś wpływ na pewne z nich, lecz jednocześnie są bezsilni w starciu z okrutną rzeczywistością otaczającej ich wojny. Gray doskonale ukazała, jak nawet największe uczucie musi poddać się siłom znacznie wykraczającym poza możliwości dwójki młodych ludzi, będących jedynie małymi trybikami w wielkich machinach wojennych Imperium i Sojuszu Rebeliantów.

Star Wars: Utracone gwiazdy to bez wątpienia pozycja warta uwagi, jeśli szukacie książki osadzonej w uniwersum odległej galaktyki, opowiadającej o czymś więcej, niż tylko strzelaniu z blasterów. Wątek fabularny jest spójny i wciągający, zaś bohaterowie napisani w sposób, dzięki któremu praktycznie od początku się do nich przywiązujemy. Muszę odnieść się tutaj także do polskiego tłumaczenia, które wykonane jest na solidnym poziomie, nie pozostawiającym żadnego pola do krytyki – nie uświadczymy błędów czy przekłamań w nazwach charakterystycznych dla Gwiezdnych wojen, a to w zasadzie najważniejsze z perspektywy gwiezdnowojennego purysty, jakim jestem.

Jeżeli więc zastanawiacie się nad tym, czy warto poświęcić swój czas powieści Claudii Gray, to odpowiedź brzmi: zdecydowanie warto. Moim skromnym zdaniem jest to jedna z najlepszych i najbardziej angażujących pozycji nowego kanonu Gwiezdnych wojen.


Autor recenzji: Mikołaj Sałasiński

  • Tytuł: „Star Wars: Utracone Gwiazdy”
  • Autor: Claudia Gray
  • Tłumaczenie: Błażej Niedziński, Anna Hikiert
  • Wydawnictwo: Uroboros
  • Data premiery: 4 września 2015 (23 listopada 2016 w Polsce)

Dziękujemy wydawnictwu Uroboros za udostępnienie książki do recenzji.



Kategorie:Recenzje

Tagi: , , , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.