Skip to content
Reklamy

Star Wars: Miecz Jedi – recenzja

Star Wars: Miecz Jedi – Przygody Luke’a Skywalkera to pełen tytuł książki autorstwa Jasona Fry’a której akcja osadzona została w doskonale znanej fanom Gwiezdnych Wojen scenerii, a mianowicie w czasach oryginalnej trylogii. Opowiadanie jest jedną z trzech książek serii (mamy tu jeszcze Star Wars: Ucieczka Szmuglerów, opowiadająca o przygodach Hana Solo oraz Star Wars: Ruchomy Cel, skupiająca się na księżniczce Lei Organie). W Polsce znalazła się na półkach sklepowych za sprawą wydawnictwa Egmont.

sw-miecz-jedi

Już tył okładki podpowiada potencjalnemu czytelnikowi, że wewnątrz znajdziemy „tropy i wskazówki dotyczące wyczekiwanego niecierpliwie filmu GWIEZDNE WOJNY: PRZEBUDZENIE MOCY”. Od tej premiery minął rok z okładem, mimo wszystko podgrzało to nieco moją ciekawość, gdy wertowałem pierwsze strony z nadzieją na jakiekolwiek delikatne powiązanie Luke’a z tym, co mogliśmy obejrzeć w VII Epizodzie. Tu niestety nastąpił lekki zawód, bo choć książka zawiera kilka wspólnych mianowników z Przebudzeniem Mocy, to mówienie tu o „wskazówkach i tropach” jest zdecydowanie na wyrost. Nie będę Wam zdradzał, o jakie dokładnie „wskazówki” chodzi, bo wiem, że każdy lubi przynajmniej spróbować poznawać dzieło na własną rękę.

Nie sposób także nie wspomnieć o długości książki pana Fry’a. Razem ze stroną tytułową, spisem treści i obrazkami (tak, są też obrazki), znajdziemy tu równe 170 stron. Nie jest to wiele, zważywszy na to, że czcionkę można uznać za nieco większą niż w przeciętnej książce. Łatwo na to jednak przymknąć oko, bo fabuła nie należy do zbyt skomplikowanych i od początku wiadomo, że ma to być lekkie opowiadanie, mające jedynie nieco ubarwić doznania, czekające na widza podczas seansu siódmej części filmowej sagi.

Skoro już wspomniałem o fabule, warto byłoby przynajmniej ogólnikowo się do niej odnieść. Jak już mogliście przeczytać wyżej, jest ona raczej nieskomplikowana, zaś co do jej streszczenia, tutaj znów z pomocą przychodzi okładka, na której znaleźć możemy krótkie wprowadzenie:

„W tej opowieści, której akcja rozgrywa się między Nową Nadzieją a Imperium Kontratakuje, Luke trafia na tajemniczą planetę, na której musi użyć Mocy, żeby ocalić młodą dziewczynę i wyjść cało z niebezpiecznego pojedynku z potężnym, nieznanym wrogiem.”

Pod kątem fabularnym książka jest spójna, czyta się ją dobrze i stosunkowo szybko (choć ciężko powiedzieć, czy dlatego, że jest napisana prostym językiem, czy też dlatego, że po prostu ma duże litery…). To typowa pozycja młodzieżowa, przy której co doroślejszy fan może się na moment zatrzymać i później pójść w swoją stronę.

Miecz Jedi zdecydowanie nie należy do czołówki nowego kanonu Gwiezdnych Wojen. Historia w książce jest bardzo prosta i lekka, ale dzięki temu także spójna i łatwo przyswajalna. Dla wprawnego czytelnika stanowi dobrą, jednodniową odskocznię od poważniejszych tytułów. Ostateczną ocenę zaniża małe oszustwo, którego moim zdaniem dopuścili się wydawcy, szumnie twierdząc, iż wewnątrz zawarte są wskazówki dotyczące Przebudzenia Mocy. Dla mnie były to po prostu drobne nawiązania.


Autor recenzji: Mikołaj Sałasiński

  • Tytuł: Star Wars: Miecz Jedi – Przygody Luke’a Skywalkera
  • Autor: Jason Fry
  • Tłumaczenie: Błażej Niedziński
  • Wydawnictwo: Egmont
  • Data premiery: 18 listopada 2015

Nasza ocena:

  • Klimat: 7 / 10
  • Fabuła: 6 / 10
  • Postacie: 6,5 / 10

Ocena ogólna: 6,5 / 10

Reklamy
%d blogerów lubi to: