Star Wars: Pirate’s Price – recenzja

Muszę przyznać, że młodzieżowa część kanonu Star Wars jest naprawdę fantastyczna. Większość książek skierowanych do młodszych czytelników – jak choćby Ruchomy cel, Wielka ucieczka, Utracone gwiazdy czy komiksowe Adventures – niejednokrotnie zapewniła mi więcej zabawy i ducha Gwiezdnych wojen, niż wiele dzieł przeznaczonych dla dorosłego czytelnika. Czy zatem powieść Pirate’s Price autorstwa Lou Andersa kontynuuje ten trend?

Na początku może poświęcę kilka chwil na wyjaśnienia. Powieść została wydana w ramach cyklu Flight of the Falcon, który przedstawiał różne wydarzenia z historii Sokoła Millennium – od czasu, kiedy jeszcze pilotowali go Lando Calrissian i L3-37, aż do okresu po bitwie o Crait, kiedy to wysłużony frachtowiec zadokował na Batuu. Cykl ten znałem głównie ze wspomnianych wyżej komiksów Adventures od wydawnictwa IDW, w których wypadł świetnie, i są to jedne z tych zeszytów, które wspominam najmilej.

Pirate’s Price nie jest de facto opowieścią, a raczej trzema opowieściami Hondo Ohnaki, w których opisuje on swoje doświadczenia ze statkiem – kiedy widzi go po raz pierwszy, kiedy po raz pierwszy go pilotuje i wreszcie, kiedy staje się jego właścicielem. To zarazem największa zaleta i największa wada książki. Osadzenie Hondo w roli protagonisty i pierwszoosobowego narratora to strzał w dziesiątkę. Jego specyficzny humor i komentarz bieżących wydarzeń został oddany bardzo dobrze, a na dodatek mocno ubarwił opowieści, które… No właśnie.

Pierwsza z historii wypadła zdecydowanie najlepiej. Intryga jest ciekawa i dobrze napisana, tak że ostatnie klocki układanki otrzymujemy dopiero w finale. Do tego nie brakuje dużej ilości akcji, ciekawego rozwinięcia uniwersum oraz masy interakcji między Hondo a Hanem i Chewbacką (oraz tajemniczą postacią Mahjo Reelo). Aż chciałoby się, żeby ta historia była centralną osią książki, aniżeli jej połową, zwłaszcza, że pozostałe dwa opowiadania były, cóż, po prostu kiepskie. Pozbawione intrygującego elementu, a z racji skromnej objętości brakowało też głębszych kontaktów pomiędzy bohaterami. Nawet pomimo mojej sympatii do postaci Maz Kanaty i porgów, z trudem przebrnąłem przez oba.

Książka jest napisana dobrze – akcja wartko płynie do przodu, a czas lektury mija błyskawicznie. Na osobną pochwałę zasługują śliczne ilustracje Annie Wu – niestety, w książce nie znalazło się ich zbyt wiele.

Odpowiadając na pytanie zawarte we wstępie – uważam, że to kolejna udana cegiełka dołożona do młodzieżowej części kanonu. Spadek formy w drugiej połowie i mało interesujące fabuły dwóch kolejnych opowieści to łyżka dziegciu w beczce miodu, w którym możemy znaleźć świetnych bohaterów na czele z Hondo, lekki styl Lou Andersa oraz rewelacyjną pierwszą połowę książki. Nie jest to najlepsza powieść młodzieżowa z uniwersum odległej galaktyki, ale nadal warta Waszego czasu.


Autor recenzji: Michał Żebrowski

  • Tytuł: „Star Wars. Pirate’s Price”
  • Autor: Lou Anders
  • Wydawnictwo: Disney-Lucasfilm Press
  • Data premiery wydania: 8 stycznia 2019

Podoba Ci się nasza praca? Rozważ wsparcie naszej twórczości przez Patronite. Zapewnisz nam w ten sposób niezależność i możliwość rozwoju. Dzięki wpłatom od czytelników możemy codziennie dostarczać rzetelne wieści ze świata Gwiezdnych wojen!

Kliknij TUTAJ, aby dowiedzieć się więcej.



Kategorie:Recenzje

Tagi: , , , , , , ,

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.