Retrorecenzja – „Star Wars: Jedi Knight: Jedi Academy”

Jedi_Academy_Star_Wars

Po serii retrorecenzji nadszedł w końcu ten czas, aby zakończyć przygodę z serią Jedi Knight. Czy Jedi Academy to godne zwieńczenie przygód Kyle’a Katarna i spółki?

I tak, i nie.

Akcja gry rozpoczyna się dwa lata po wydarzeniach znanych z poprzedniej odsłony serii, czyli Jedi Outcast. Wyjątkowo nie wcielamy się w postać Kyle’a, gdyż tym razem głównym bohaterem opowieści staje się postać zupełnie nowa, czyli Jaden Korr, którego  (bądź którą, w zależności od wybranej płci bohatera) poznajemy w towarzystwie innych kandydatów na rycerzy Jedi na pokładzie promu zmierzającego do Akademii Luke’a na Yavinie IV. Niestety prom rozbija się, a my wraz z jednym z ocalałych, Roshem Peninem, jesteśmy zmuszeni przedrzeć się przez yavińską dżunglę, w czym pomaga miecz świetlny Jaden(a), stworzony bez znajomości Mocy i technik Jedi. Po drodze trafiamy jednak na grupę użytkowników ciemnej strony Mocy, używających tajemniczego berła w Świątyni Massassi, co skutkuje utratą przytomności przez naszego bohatera. Kiedy Korr budzi się, znajduje się w towarzystwie Kyle’a oraz Luke’a Skywalkera, lecz w międzyczasie ktoś wykrada z Akademii zapiski Mistrza Jedi. Koniec końców grupa kultystów okazuje się być Uczniami Ragnosa, dowodzonymi przez znaną z Jedi Outcast Tavion, pragnącymi za pomocą berła wskrzesić pradawnego Lorda Sithów – Markę Ragnosa. Zamierzają tego dokonać zasilając berło odpowiednią ilością Mocy, którą wysysają z miejsc wypełnionych jej ciemną stroną, często związanych z osobą Luke’a. Fabuła gry przebiega dwutorowo – z jednej strony lwią część czasu poświęcamy na swoje szkolenie, wypełniając 15 misji w najróżniejszych zakątkach galaktyki – od znajomych Tatooine i Korelii, po zupełnie nieznane wcześniej Blenjeel. Co jakiś czas dostajemy również możliwość wzięcia udziału w większych operacjach (dokładnie trzech, łącznie zajmujących 9 misji), które mają związek z przytoczoną powyżej fabułą.

Zaraz, czy ja właśnie napisałem, że na 24 misje tylko dziewięć z nich ma związek z głównym wątkiem fabularnym? Cóż, w misjach szkoleniowych Kult Ragnosa wydaje się wciśnięty na siłę, ponieważ nie odgrywa tam żadnej istotnej roli – gdyby wcisnąć w jego miejsce kogokolwiek innego, wyglądałyby one dokładnie tak samo. Zacząłem się nawet zastanawiać, czy nie byłoby sensowniej znacznie ograniczyć misje szkoleniowe – czasem zupełnie głupie i tylko zabierające czas – i wydać tę grę jako dodatek do Jedi Outcast, tym bardziej, że Kyle i tak nie jest postacią pierwszoplanową, a jako nasz mistrz towarzyszy nam w zaledwie garstce misji? Dodajmy do tego fakt, że przejście gry zajęło mi ponad 9 godzin, a więc o kilka mniej od poprzedniczki. W kwestii arsenału nie uświadczymy także niemal żadnych nowości – twórcy zaserwowali nam to, co doskonale znamy z poprzedniej odsłony. Zmiany dotknęły jedynie miecza świetlnego, ale o tym więcej powiem w kolejnym akapicie.

jedi-academy

Jak na kontynuację wydaną zaledwie rok po Jedi Outcast, spore zmiany dotknęły mechanikę gry, jednak wynikają one także z konstrukcji fabuły. Fakt, że tym razem kierujemy zupełnie inną, nieznaną dotąd postacią, sprawia, iż mamy znacznie większe pole do popisu w kwestii jej charakteryzacji. I tak na samym początku rozgrywki możemy wybrać płeć, jedną z pięciu ras oraz strój Jaden(a) Korr(a). Dodatkowo dostajemy możliwość stworzenia własnego miecza świetlnego, wybierając rękojeść i kolor ostrza, zaś w późniejszej fazie gry możemy się zdecydować na dzierżenie dwóch kling bądź podwójnego miecza. Pozytywnie zaskoczyła mnie walka, która znacznie różniła się w zależności od tego, iloma bądź jakimi mieczami dysponowaliśmy. I nie mam na myśli tego, że nasz styl był inny – wymagał za każdym razem innego podejścia i charakteryzował się inną gamą ruchów Jaden(a) – ale każde wyposażenie „świetlówek” inaczej spisywało się na przeciwników wyposażonych w miecze świetlne. Żeby nie być gołosłownym – zauważyłem, że z osobnikami wyposażonymi w podwójny miecz zdecydowanie lepiej radzę sobie mając na podorędziu pojedynczą klingę. Również w kwestii zdobywania kolejnych umiejętności dostaliśmy inne podejście, będące raczej rozwinięciem tego, co znamy z Dark Forces II, niż z Jedi Outcast. Na starcie otrzymujemy dostęp do najbardziej podstawowych i neutralnych zdolności, zaś po każdej ukończonej misji szkoleniowej zdobywamy jeden punkt, który możemy wymienić na nową umiejętność lub jej kolejny poziom (maksymalnie trzy). Owe dodatkowe umiejętności są podzielone na dwa drzewka, oferujące po cztery zdolności dla każdej ze stron Mocy (wśród których powróciło kilka ze wspomnianego wcześniej Dark Forces II). Jest zatem w czym przebierać, tym bardziej, że pod koniec gry „wymaksowane” zdolności potrafią w znaczący sposób pomóc w walce z przeciwnikami, wśród których przeważają Mroczni Jedi i Odrodzeni, aniżeli szturmowcy, będący pod kątem trudności karmą dla banth. W przypadku strzelania wszystko wygląda dokładnie tak samo, jak w poprzedniczce, jednak tym razem z blasterów korzystałem wyjątkowo rzadko.

W kwestii audiowizualnej nie zaszły praktycznie żadne zmiany. Poprawiono jedynie tekstury otoczenia, jednak otoczenie nadal nie wygląda zbyt dobrze. Widać to znacznie wyraźniej niż w poprzedniczce, gdyż tym razem zdecydowanie częściej operujemy na otwartej przestrzeni (wyjątkiem są świetnie prezentujące się okolice bazy Echo na Hoth). W kwestii muzyki mam tylko jedną uwagę – tym razem zabrakło znanych kawałków z Sagi, które pogłębiałyby klimat historii, tak jak w Jedi Outcast. Bez nich o ścieżce dźwiękowej mogę powiedzieć jedynie tyle, że… była. Z pewnością nie była zła, ale też nie zapadła mi w pamięć.

jedi-academy-gameplay.jpg

Podsumowując, czy Jedi Outcast jest tytułem wartym polecenia? Fabuła, za wyjątkiem męczących misji szkoleniowych, jest ciekawa i angażująca, zaś walki na miecze świetlne osiągnęły absolutne wyżyny, o których się Jedi i Sithom nie śniło. Co więcej, pomimo 15 lat na karku, gra jest wciąż żywa – pojawiają się nowe modyfikacje, a w tryb multiplayer nadal zagrywa się garstka zagorzałych fanów serii. Pomimo kilku wad jest to zatem produkcja, będąca dobrym zwieńczeniem cyklu. Dobrym, co jednak wcale nie znaczy, że nie mogłaby być znacznie lepszym!

Uwaga! Wraz z publikacją recenzji w dziale ciekawostek pojawiły się te związane z wyżej opisywaną grą.


Autor recenzji: Michał Żebrowski

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

This site uses Akismet to reduce spam. Learn how your comment data is processed.

%d blogerów lubi to: