Recenzje Seriale

„The Mandalorian” S02E05 (Rozdział 13) – wrażenia z odcinka

Tak! Nareszcie! Po tych wszystkich miesiącach plotek i przecieków w końcu doczekaliśmy momentu, w którym możemy zobaczyć Ahsokę Tano w wersji aktorskiej. Cóż to był za odcinek! Te wrażenia będą inne niż wszystkie, bo najnowszy epizod The Mandalorian również był inny niż wszystkie. Sądzę, że po tak wielu wskazówkach i wielomiesięcznych informacjach zza kulis obecność Ahsoki nie powinna stanowić żadnego spoilera, natomiast reszta informacji zawartych w tekście już nim jest, zatem czujcie się ostrzeżeni.

W Rozdziale 13 zatytułowanym The Jedi ujawniono tyle tajemnic, że nie mam pewności, czy wszystko udało mi się spisać. Zacznijmy od tego, co najważniejsze – już na samym początku spotykamy Ahsokę graną przez Rosario Dawson. Muszę przyznać, że przed premierą miałem pewne obawy o to, czy postać tak mocno zakorzeniona w serialach animowanych wypadnie dobrze w wersji aktorskiej, ale rozwiały się one jak za dotknięciem magicznej różdżki, gdy tylko ujrzałem ją na ekranie. Od wyglądu, przez głos, styl walki i drobne gesty – niemal wszystko w kwestii byłej członkini Zakonu Jedi zostało zrealizowane wręcz perfekcyjnie. Z kolei widok dwóch białych mieczy świetlnych i charakterystycznych lekku (choć wydały mi się odrobinę zbyt krótkie względem tych z Rebeliantów) przyprawił mnie wręcz o fanowski zawał!

2. sezon Mandalorianina zdążył już przyzwyczaić nas do rozpoczynania niemal każdego epizodu od sekwencji akcji – i nie inaczej jest tym razem. Pierwsza scena rzuca nas na Corvus, gdzie Ahsoka walczy w obumarłym (lub po prostu zniszczonym) lesie z uzbrojonymi w blastery przeciwnikami. Jak okazuje się chwilę później, są to członkowie prywatnej armii, której przywódczyni rezyduje w niewielkim miasteczku, odgrodzonym od okolicy grubym murem. Sędzina – bo tak jest tytułowana – posiada ważne informacje, które Tano koniecznie chce od niej uzyskać (jeśli jesteście już po seansie, to wiecie, jakie, ale o tym za moment). Otwarty atak na osadę nie wchodzi jednak w grę, gdyż grozi to śmiercią niewinnych mieszkańców, zatem Togrutanka postanawia dać czas do namysłu swojej oponentce.

Na Corvus dociera również Din, który niemal natychmiast kieruje się do miasteczka. Tam zostaje zaproszony na rozmowę z liderką bandy – oferuje mu ona mandaloriańską pikę wykonaną z beskaru, jednak w zamian protagonista ma pozbyć się nękającej ją Jedi. Djarin oczywiście szybko podchwytuje okazję i dzięki wskazówkom od niedoszłych mocodawców może łatwo odnaleźć cel swoich poszukiwań. W ten sposób nareszcie dochodzi do spotkania Mando, Ahsoki i małego… Grogu. Tak, w końcu poznajemy prawdziwe imię „Baby Yody”! To jednak nie koniec rewelacji na jego temat: łącząc się z nim poprzez Moc, Ahsoka odkrywa spory kawałek historii Grogu. Okazuje się, że umiejętności malca nie wzięły się znikąd, bowiem jeszcze w czasach Wojen klonów przebywał w świątyni Jedi na Coruscant, gdzie był już szkolony w tajnikach Mocy przez wielu mistrzów. Gdy Republika przekształciła się w Imperium, a Jedi zostali zdziesiątkowani w trakcie Rozkazu 66, Grogu został ukryty. Niestety, reszta jego pamięci spowita jest przez mrok.

Ilość informacji, jakie otrzymaliśmy na temat Dziecka w tym jednym odcinku, była wręcz przytłaczająca, biorąc pod uwagę, jak niewiele dowiadywaliśmy się o nim w trakcie dotychczasowych dwunastu epizodów The Mandalorian. Nie mogę jednak powiedzieć, żeby mi to przeszkadzało – wręcz przeciwnie, sądzę, że powiązanie przeszłości Grogu z Zakonem Jedi i Wojnami klonów to wyśmienity kierunek fabularny. Pozostaje jedynie kwestia tego, jak twórcy pociągną ten temat dalej.

Reklamy

Po krótkiej rozmowie Din prosi Tano o wzięcie Dziecka pod jej skrzydła. Z początku spotyka się z odmową, ale ostatecznie Ahsoka decyduje się przetestować malca następnego ranka. Choć okazuje się, iż rzeczywiście wciąż może posługiwać się Mocą, to zauważalne jest też ogromne przywiązanie, jakie Grogu wykształcił względem Mandalorianina. Mając w pamięci to, do czego przywiązanie do innych doprowadziło jej mistrza, Anakina Skywalkera, Ahsoka ponownie odmawia Dinowi, jednak ten wyciąga ostatniego asa z rękawa i oferuje pomoc w wykonaniu zadania związanego z dotarciem do Morgan Elsbeth. Wydaje się, że ten argument zadziałał…

Bohaterowie wyruszają razem, jednak przed dotarciem na miejsce rozdzielają się. Dzięki podstępowi udaje im się rozproszyć siły chroniące Sędzinę, zaś Ahsoka przekrada się do grodu, w którym rezyduje kobieta. W tym czasie Din pozbywa się niedobitków okupujących osadę, zabija najemnika i uwalnia więzionych mieszkańców. Tano w niezwykle widowiskowej walce pokonuje Morgan (warto zauważyć, że zarówno ta scena, jak i pierwsze spotkanie Djarina z Ahsoką pokazują, że beskar jest odporny na uderzenia mieczy świetlnych!) i nareszcie dowiadujemy się, o co była cała ta chryja… Togrutanka szuka Wielkiego Admirała Thrawna! W tym momencie naprawdę oniemiałem – po tym epizodzie spodziewałem się wszystkiego, ale na pewno nie ujawnienia kolejnej wielkiej tajemnicy. Pozostaje pytanie, czy jest to zapowiedź pojawienia się Chissa w ramach The Mandalorian, czy też w oddzielnym serialu o Ahsoce, o którym plotki krążą już od paru miesięcy? Czas pokaże. Mnie osobiście niezmiernie cieszy tak wyraźne łączenie serii z wydarzeniami z The Clone Wars i Rebels.

Myślicie, że to koniec? Nic bardziej mylnego. Gdy wydaje się, że jest już po wszystkim, a Mando rusza na Razor Cresta po Grogu, by oddać go pod opiekę Ahsoki, ta ostatecznie odmawia podjęcia się szkolenia Dziecka, ale podsuwa bohaterowi inne rozwiązanie – Din może udać się z malcem na planetę Tython, gdzie jego podopieczny na Kamieniu Wizji sam będzie mógł wybrać swoją ścieżkę. Jeżeli nazwa wspomnianej planety brzmi dla Was znajomo, to dobrze Wam świta, bowiem na Tython znajdują się starożytne ruiny Świątyni Jedi i jest to jedna z pierwszych lokacji, gdzie Zakon założył swoją siedzibę. Natomiast w ramach Legend mogliśmy odwiedzić ów świat chociażby w grze MMORPG Star Wars: The Old Republic (służył tam za początkową lokację dla klasy Jedi i mieściła się tam Świątynia Jedi).

Na koniec muszę również wspomnieć o muzyce. Połączenie charakterystycznej ścieżki dźwiękowej Ludwiga Göranssona z utworami kojarzącymi się z Ahsoką i Jedi było wręcz strzałem w dziesiątkę. Klimat seriali animowanych, mistycyzmu i Gwiezdnych wojen wręcz wylewał się z ekranu na każdym kroku.

Piąty odcinek 2. sezonu The Mandalorian jest w moim mniemaniu najlepszym, co dostaliśmy do tej pory w ramach całego serialu. Pojawiła się uwielbiana przez fanów była Jedi, nakreślono przeszłość i potencjalną przyszłość Grogu, zapowiadając jednocześnie ukazanie kolejnych znanych postaci, a to wszystko podlane zostało sosem z niesamowitego klimatu. Jako fan Star Wars czuję szczerą i niczym niezachwianą radość, z niecierpliwością oczekując kolejnych epizodów Mandalorianina oraz innych seriali live action. Dziękuję, Dave!

14 komentarzy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Ta witryna wykorzystuje usługę Akismet aby zredukować ilość spamu. Dowiedz się w jaki sposób dane w twoich komentarzach są przetwarzane.