RecenzjeSeriale

“The Mandalorian” S02E08 (Rozdział 16) – wrażenia z odcinka

Za nami ósmy, finałowy odcinek 2. sezonu The Mandalorian zatytułowany The Rescue. Kiedy piszę te wrażenia, jestem w zasadzie świeżo po seansie, zatem jeśli miałbym na gorąco i zwięźle podsumować wszystko to, co zobaczyłem dziś na ekranie, pierwszym określeniem, jakie przychodzi mi do głowy, jest rollercoaster wrażeń! Jednak diabeł tkwi w szczegółach, więc zachęcam Was do przeczytania moich wrażeń z tego emocjonującego i pełnego nieprzewidywalnych zwrotów akcji zamknięcia kolejnego rozdziału przygód Dina Djarina i Grogu.

Odcinek otwiera scena pościgu Slave’a I za imperialnym transportem z doktorem Pershingiem na pokładzie. Jesteśmy także świadkami kolejnego powrotu do przeszłości Cary Dune, gdy jeden z pilotów wspomina o tym, że był na Gwieździe Śmierci, gdy zniszczono Alderaan. Okazuje się, że Pershing nie należy do osób pałających zbytnią miłości do Imperium, toteż dość prędko zdradza wszystko, co wie na temat Grogu i miejsca jego przetrzymywania (swoją drogą, potwierdzono, że doktor zajmuje się klonowaniem, w co niektórzy widzowie wciąż wątpili). Na tym jednak rola naukowca w tym epizodzie się kończy.

Tak jak mogliśmy się spodziewać, Mando szykuje się do odbicia Grogu z krążownika Moffa. Żeby jednak jego zadanie się powiodło, potrzebne jest wsparcie sojuszników. Bohater wraz z Bobą Fettem zwraca się o pomoc do Bo-Katan i Koski Reeves (obecność Koski była dla mnie pierwszym zaskoczeniem, bo jeszcze niedawno Sasha Banks sama twierdziła, że nie pojawi się już w 2. sezonie serialu), które spotkaliśmy już wcześniej. Kiedy w rozmowie pada nazwisko Gideona i Din dodaje, iż zna lokalizację jego krążownika, Kryze natychmiast przyłącza się do misji, wiedząc, że to jej najlepsza szansa na odzyskanie Darksabera.

W trakcie spotkania wywiązuje się całkiem ciekawa rozmowa pomiędzy Bobą a Bo-Katan, która szybko zauważyła, że łowca nie jest Mandalorianinem, lecz klonem. Trudno się temu dziwić, skoro w czasie Wojen klonów słyszała głosy klonów Jango Fetta niejednokrotnie.

Bohaterowie w końcu zaczynają wcielać ułożony naprędce plan w życie i jako załoga porwanego wcześniej imperialnego promu lecą w kierunku koordynat zdobytych w poprzednim epizodzie. Wraz z Bobą Fettem za sterami Slave’a I odgrywają zaaranżowaną scenkę pościgu, dzięki czemu udaje im się skłonić obsługę krążownika do otwarcia grodzi, przez które wlatują na pokład. Następnie możemy obserwować długą wymianę ognia i powolne przemieszczanie się grupy uderzeniowej (składającej się z Bo-Katan, Koski Reeves, Cary Dune i Fennec Shand) w kierunku mostka. Jednocześnie Din kieruje się do celi, gdzie przetrzymywane jest Dziecko. Pierwsza niemiła niespodzianka czeka jednak na niego, gdy mija komorę, w której znajdują się “wybudzani” właśnie Dark Trooperzy. Mordercze droidy kierują się już do wyjścia i choć w ostatniej chwili Djarinowi udaje się zatrzasnąć wrota oddzielające pomieszczenie od reszty statku, to jednemu z nich udaje się przedostać. Możemy wówczas zobaczyć, że walka z nimi to nie przelewki, a bohaterowi rzutem na taśmę udaje się pokonać pojedynczą jednostkę – gdyby nie jego beskarowy hełm, ta walka skończyłaby się szybciej, niż zdążyłby mrugnąć okiem.

W międzyczasie sojusznicy Mando docieraja na mostek, gdzie jest cała masa szturmowców i oficerów pokładowych, natomiast brakuje najważniejszego – Gideona. Jednak już po chwili dowiadujemy się, gdzie podziewa się złoczyńca… Jak nietrudno było zgadnąć, wraz z Darksaberem czeka na Dina w celi Grogu. Dochodzi tam do całkiem interesującej wymiany zdań, dzięki której po raz kolejny dostajemy potwierdzenie, że dla Dina bezpieczeństwo Malca to jedyny priorytet. Jest on skłonny pozwolić Gideonowi zachować Mroczny miecz, pod warunkiem, że Dziecko bezpiecznie wróci w jego ręce. Zaufanie komuś pokroju Moffa jest jednak łatwym do przewidzenia błędem i kiedy Mando sięga po Grogu, Gideon atakuje go znienacka (po raz kolejny beskar okazuje się jedynym, co chroni protagonistę przed niechybną śmiercią). Wywiązuje się krótka, acz intensywna walka, z której zwycięsko wychodzi Din.

Pod koniec odcinka akcja przenosi się na mostek, gdzie pojawia się Djarin wraz z Grogu, Darksaberem i schwytanym Gideonem. Tu jednak sytuacja zaczyna się komplikować, bowiem, ku uciesze imperialnego watażki, okazuje się, że zdobycie legendarnego miecza sprawia, iż to Din ma teraz pełne prawo do tronu Mandalory, a jedynym sposobem zdobycie broni przez Bo-Katan Kryze jest pokonanie nowego właściciela w walce. Sądzę, że podejście Mandalorian do tradycji jest jedną z głównych przyczyn ich wcześniejszego upadku, co serial dobitnie pokazuje i podkreśla na każdym kroku. Kiedy tradycja staje się ważniejsza od zdrowego rozsądku – jak w przypadku obyczaju niezdejmowania hełmu czy konieczności zdobycia miecza jedynie poprzez walkę z jego posiadaczem – społeczność kierująca się nią jest na prostej drodze do zagłady.

Gdy sytuacja między dotychczasowymi sojusznikami staje się coraz bardziej napięta, na pokład krążownika wracają Dark Trooperzy, których Din wcześniej wyrzucił za pomocą śluzy. Drużyna zostaje odcięta na mostku i jedynym wyjściem z sytuacji wydaje się godna śmierć w walce – widzieliśmy już, co jeden droid potrafił zrobić z wyszkolonym Mandalorianinem, możemy więc wyobrażać sobie, co z pięcioma osobami zrobiłby cały batalion zabójczych maszyn.

Po chwilach grozy dzieje się coś, co wprawia wszystkich w osłupienie. Na miejsce przylatuje pojedynczy X-Wing (co szyderstwem kwituje nawet Cara Dune), zaś moment później na pokładzie okrętu pojawia się zakapturzona postać, na której widok Grogu staje się bardzo ożywiony… Jedi? Owszem. Czy to Ahsoka Tano powróciła, by uratować Malca? Nie! To… LUKE SKYWALKER! Tak, dobrze czytacie, a jeśli sami oglądaliście już odcinek, to wzrok Was nie zwiódł. Sam Luke Skywalker prawdopodobnie wyczuł Grogu na Tythonie i w ostatniej chwili udało mu się zlokalizować miejsce jego pobytu. Wierzcie mi lub nie, ale w tym momencie oczy dosłownie wyszły mi z orbit i musiałem zrobić przerwę, żeby dobrze zrozumieć, co się właśnie dzieje.

Dzierżąc swój zielony miecz świetlny, Mistrz Jedi przedziera się przez korytarze pełne Dark Trooperów, siekąc jednego po drugim i pokazując swoją potęgę we władaniu Mocą. Wiem, że oceniając serial powinienem zachować trzeźwość umysłu i rozsądek, ale muszę przyznać, że na widok tej sceny moja szczęka znalazła się po prostu na podłodze i długo musiałem się po tym zbierać. Już nigdy nie powiem, że The Mandalorian jest przewidywalnym widowiskiem, bo twórcy nieraz udowodnili, że potrafią naprawdę zaskoczyć fanów.

Kiedy Luke pokonuje ostatnią falę droidów, Din otwiera mu wrota. Po krótkiej rozmowie Skywalker ma zamiar zabrać Grogu na szkolenie, jednak widzi więź łączącą Malca i Mandalorianina. Informuje bohatera, że Dziecko pójdzie z nim tylko wówczas, gdy jego przybrany ojciec się na to zgodzi. W końcu do Dina dociera, że jego misja dobiegła końca – Grogu został dostarczony do Jedi, a oni przyjmują go na szkolenie. Jesteśmy świadkami emocjonującego pożegnania, które dopełnia zdjęcie przez Mando hełmu. Widzimy całą gamę emocji towarzyszących postaci, kojarzącej nam się dotąd niemal wyłącznie z okutym w zbroję twardzielem.

Zastanawiacie się pewnie, kto właściwie zagrał odmłodzoną wersję Luke’a, więc spieszę poinformować, że był to… sam Mark Hamill. Twórcy odmłodzili aktora cyfrowo, co, przyznam szczerze, wyszło im całkiem nieźle.

Jeśli jesteście typami widzów, którzy wyłączają filmy i seriale od razu po zakończeniu, to polecam wrócić jeszcze raz do najnowszego odcinka Mandalorianina, bo wyjątkowo zostaliśmy uraczeni sceną po napisach końcowych! Odwiedzamy w niej miejsce bardzo dobrze znane fanom Star Wars, a konkretnie pałac Jabby na Tatooine. Wygląda na to, że w po śmierci Hutta władzę przejął tam jego sługus, Bib Fortuna. Dość gwałtowną wizytę składają mu jednak Boba Fett i Fennec Shand, którzy wybijają całą obstawę Twi’leka, zaś sam Fett z satysfakcją pozbywa się dotychczasowego uzurpatora. Po wszystkim zasiada na tronie Jabby, tym samym najprawdopodobniej przejmując władzę nad jego kartelem… Co jednak ważniejsze, cała scena jest zapowiedzią serialu o Bobie Fettcie! The Book of Boba Fett zadebiutuje w grudniu 2021 roku, a zatem niedawne plotki okazały się prawdziwe.

To by było na tyle, jeśli chodzi o 2. sezon The Mandalorian. Ósmy odcinek uważam za doskonałe oraz pełne niezapomnianych wrażeń zamknięcie tego rozdziału. Ze swojej strony dziękuję, że byliście ze mną przez tych kilka tygodni i wspólnie mogliśmy przeżywać emocje związane z przygodami Dina Djarina. Kolejne lata zapowiadają się jeszcze ciekawiej dla fanów Gwiezdnych wojen i sądzę, że niejednokrotnie będę miał okazję opisywać na naszych łamach wrażenia z kolejnych sezonów zarówno tego, jak i wielu innych seriali.

Do zobaczenia i, cytując Luke’a Skywalkera, niech Moc będzie z Wami!

Podobne posty

24 komentarzy

  1. Ten odcinek przypomniał Mi za co kochamy “Powrót Jedi”. Nie za Druga Gwiazde Smierci, Nie za Ewoki. Tylko za Takiego Luka Skywalkera!!! (zrównoważony, potężny i wiele więcej dodawać nie muszę). Poza Tym to kolejny genialny CGI aktora od czasów Łotra 1. Z tą różnicą, że Mark ma się świetnie.

  2. PS: Wiem… rozumiem. Cała klasyczna trylogia już sama w Sobie Tym jest, ale po dzisiejszym odcinku żywię potencjał w tym, żeby to właśnie ciągnąć dalej. Trzeci sezon Mando pójdzie w innym kierunku. Pewnie będą znów walczyć o odzyskanie Mandalor jak już to było w Rebels :p

  3. Niezłe skurczybyki z tego Lucasfilmu! Ani słowem nie napomknęli o serialu o Boba Fetcie na dniu inwestora i gdy wszyscy zwątpili, że taki serial powstanie, to ujawnili to teraz!

  4. Mnie ciekawi jak wyjaśnią to że w Rebelsach Bo-Katan mogła przyjąć miecz od Sabine a teraz nagle nie może od Dina.

  5. Gdyby nie końcówka to byłby świetny odcinek.
    Jakikolwiek inny Jedi… ale nie musiał być Luke, aż mnie mierzi. To jest chromolona GALAKTYKA a nie małe miasto… Mogli by dać kogokolwiek innego zamiast niego.
    Do samej postaci Luka nic nie mam ale to jest szczucie nostalgią w najgorszym sorcie ;/

    1. No jednak to Luke odbudował akademie a nie ktoś inny. Jedynie Luka się spodziewałem. Niewielu jedi przeżyło albo odcięło się od mocy po order 66

    2. Nie rozumiem kto inny miał by go wziąść, Windu , ktory byłby ozywiony na siłe czy może ezra który nic by nie wniósł do dalszej historii, z racji tego że był to własnie Luke możemy się domyślać że watek baby yoda bedzie kontynuowany dalej bo jestm przekonany że twórcy nie zostawią Grogu w świątyni, w której za pare lat bedzie miała miejsca rzeź, dlatego wszytsko sie skleja w całość

  6. Jak dla mnie to był przewidywalny odcinek, ale oglądało się go świetnie. Ten X-wing podejrzewałem z dużą pewnością że po scenach walki “Potężny Jedi z niego jest”., które też były świetlne, stanie w drzwiach Luke. A scena pożegnania z malcem, byłem pewny że hełm zostanie zdjęty. Szkoda trochę że wcześniej zdecydowali się przy scenie z terminalem na to samo, mogli zarezerwować to dla najważniejszej sceny pożegnania. Pozdrawiam.

  7. hmm wydaje mi się że w takim razie przyszłe losy Grogu są smutne.. wiemy przecież, że Kylo Ren zabił wszystkich innych uczniów Luke’a. Chociaż mam nadzieję, że w tym gronie nie będzie Grogu

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Back to top button

Wykryto Adblocka :(

Hej! Nasza strona to owoc pracy pasjonatów, lecz musi się również utrzymać! Działamy głównie dzięki reklamom, które wyświetlamy. Rozważ wyłączenie Adblocka, aby zapewnić nam możliwość dalszego dostarczania ciekawych treści.